Porody bez znieczuleń i nielegalne opłaty. Porodówki pod lupą NIK. Porażające wnioski

polsatnews.pl 5 godzin temu

"Od 2026 r. oddziałów ginekologiczno-położniczych brakuje w 136 powiatach" - pisze w najnowszym raporcie Najwyższa Izba Kontroli. Na tych porodówkach, które jeszcze przyjmują pacjentki, sytuacja także nie wygląda kolorowo. W wielu przypadkach brakuje dostępu do znieczulenia. Za świadczenia finansowane przez NFZ pobierane są opłaty, a lekarze pracują choćby przez 96 godzin bez przerwy.

Pixabay/Marncom
NIK ujawnia nieprawidłowości w opiece okołoporodowej (zdj. ilustracyjne)

Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła funkcjonowanie opieki okołoporodowej w latach 2022–2025. Kontroli poddano Ministerstwo Zdrowia, 14 podmiotów leczniczych prowadzących oddziały ginekologiczno-położnicze i neonatologiczne oraz dziewięć placówek, które prowadziły poradnie ginekologiczno-położnicze i zatrudniały położne POZ.

ZOBACZ: Kolejna porodówka zostanie zamknięta. Dramat pacjentek w Wielkopolsce

Wyniki kontroli były druzgocące. Różnego rodzaju nieprawidłowości wykryto we wszystkich skontrolowanych szpitalach i przychodniach.

Porodówki pod lupą NIK. Kobiety rodzą bez znieczulenia zewnątrzoponowego

Palącym problemem okazał się dostęp do znieczulenia zewnątrzoponowego (ZZO) podczas porodu. Mimo tego, iż pacjentkom przysługuje prawo do niefarmakologicznego i farmakologicznego łagodzenia bólu, w sześciu skontrolowanych szpitalach pacjentkom nie przysługiwało znieczulenie zewnątrzoponowe.

W kolejnej skontrolowanej placówce możliwość skorzystania z niego pojawiła się dopiero w 2024 roku, kiedy - jak podkreśla NIK - wprowadzono system premiowania szpitali za porody siłami natury z użyciem znieczulenia zewnątrzoponowego, polegający na korygowaniu rozliczenia ustalonym współczynnikiem.

ZOBACZ: Pierwszy poród na SOR-ze w Leżajsku. Szpital musiał zamknąć porodówkę

"Rozwiązanie to przyniosło oczekiwany skutek: do połowy 2025 r. odsetek naturalnych porodów ze znieczuleniem w Polsce wzrósł do 26,16 proc. NIK odnotowała jednak rażące zróżnicowanie regionalne. W województwie mazowieckim ZZO stosowano w ponad połowie porodów (50,47 proc.), podczas gdy w województwach: kujawsko-pomorskim i lubelskim odsetek ten nie przekraczał 10 proc." - czytamy w raporcie.

Brak dostępu do znieczulenia nie był jedynym problemem rodzących. Kontrola NIK ujawniła, iż w wielu placówkach rutynowo i bez uzyskania pisemnej zgody pacjentki wykonywano nacięcie krocza - odsetek ten wahał się od 18,8 proc. do ponad 59,3 proc. Dochodziło także do przebijania pęcherza płodowego bez formalnej zgody rodzącej. Dodatkowo w często nie uzasadniano medycznej konieczności tych zabiegów. Problem stanowiły także nieuzasadnione cięcia cesarskie.

Płaciły, choć wcale nie powinny. Kontrolerzy sprawdzili polskie porodówki

NIK zwróciła także uwagę na przypadki pobierania opłat za świadczenia, które powinny być finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Pacjentkom kazano płacić m.in. za uczestnictwo w zajęciach szkoły rodzenia, co - o ile placówka posiada odpowiedni kontrakt z NFZ - powinno być bezpłatne.

"We wszystkich 14 skontrolowanych szpitalach pacjentkom w ciąży oferowano udział w zajęciach szkoły rodzenia. W dwóch placówkach jej prowadzeniem zajmował się podmiot zewnętrzny. W sześciu szkołach rodzenia udział w zajęciach był bezpłatny. W dwóch szpitalach kursy były bezpłatne jedynie dla kobiet zamieszkałych w Warszawie. Zajęcia kosztowały od 200 do 649 zł" - wylicza NIK.

Trzy skontrolowane szpitale narzucały także dodatkowe opłaty za opiekę położnej podczas porodu. Usługa ta była wykonywana w formie dodatkowej opieki pielęgnacyjnej lub indywidualnej opieki położnej i świadczyły ją położne zatrudnione w tych placówkach, oferując m.in. pielęgnację noworodka, higienę rany pooperacyjnej czy pomoc w przystawianiu do piersi.

ZOBACZ: Incydent z dzikiem w Krakowie. W wózku było 13-miesięczne dziecko

W jednym z tych szpitali - oprócz opieki pielęgnacyjnej - położne odpłatnie udzielały również świadczeń zdrowotnych polegających m.in. na przyjęciu porodu, monitorowaniu skurczów porodowych oraz prowadzeniu partogramu porodu, a w dwóch placówkach oferowano i realizowano usługę odpłatnej indywidualnej opieki położnej nad pacjentką.

W jednym ze szpitali usługa ta była świadczona przez położne podczas dodatkowych dyżurów medycznych, bez zawierania z pacjentkami pisemnych umów, a zapłata była dokonywana w formie darowizny przekazywanej na konto szpitala. "Jej ustalona wysokość w okresie styczeń-czerwiec 2022 r. wynosiła 1200 zł, natomiast od lipca 2022 r. - 1800 zł" - wymienia NIK.

Rażące zaniedbania na porodówkach. Rekordziści pracowali przez 96 godzin

Problemy obserwowano również po porodzie. W sześciu placówkach świeżo upieczonym mamom nie zapewniono wymaganego, nieprzerwanego dwugodzinnego kontaktu z dzieckiem "skóra do skóry" bezpośrednio po porodzie siłami natury. Czas trwania takiego kontaktu nie zawsze był odnotowywany, a w niektórych przypadkach nieprawidłowo go dokumentowano.

Dodatkowo we wszystkich 14 szpitalach dokumentacja medyczna była prowadzona błędnie, niedbale i z naruszeniem przepisów. Nieprawidłowości dotyczyły w szczególności kart obserwacji porodu. Ponadto wiele placówek nie opracowało, nie monitorowało lub opóźniło monitorowanie obowiązkowych wskaźników opieki okołoporodowej.

ZOBACZ: Dramat podczas "zabawy". Ośmioletnie dziecko poparzone płonącą benzyną

Choć szpitale na ogół zapewniały obsadę adekwatną do poziomu referencyjnego, to zdarzały się braki wśród neonatologów i pielęgniarek. W przypadku lekarzy na etacie "ignorowano wymóg zapewnienia 11 godzin odpoczynku dobowego oraz 35 godzin odpoczynku tygodniowego". "We wszystkich 14 szpitalach lekarze zatrudnieni na umowach cywilnoprawnych pracowali nieprzerwanie ponad 24 godziny (odnotowano 719 takich przypadków). Rekordziści pełnili dyżury trwające choćby 96 godzin, co stwarzało bezpośrednie zagrożenie dla pacjentek i samych lekarzy" - dodaje NIK.

Izba w swoim raporcie zwróciła dodatkowo uwagę na pogarszającą się dostępność oddziałów położniczych. Tylko w latach 2022-2024 zamknięto 26 oddziałów ginekologiczno-położniczych. W 2025 roku z mapy Polski zniknęło kolejne 27. "W efekcie od 2026 r. takich oddziałów brakuje już w 136 powiatach" - czytamy w raporcie.

WIDEO: Nie tylko sprawa radnego KO. Domański mówi o "setkach" przypadków
Idź do oryginalnego materiału