Nicholas Agar: Sceptyczny optymista, czyli dlaczego technologia nie jest odpowiedzią na wszystko

instytutsprawobywatelskich.pl 4 godzin temu

Nicholas Agar kwestionuje w swojej pracy techno-optymistyczny pogląd, zgodnie z którym od postępu technologicznego oczekujemy wielkich rzeczy dla rozwoju ludzkości. Autor opisuje zjawisko zwane normalizacją hedoniczną, które prowadzi do znacznego przeceniania siły postępu technologicznego dla poprawy naszego samopoczucia. Owa hedoniczna normalizacja wyraża się np. w założeniu, iż z faktu, iż w sytuacji trwałego przeniesienia w czasie do średniowiecza bylibyśmy nieszczęśliwi, można wywieść twierdzenie, iż ludzie żyjący w tamtych czasach też musieli być nieszczęśliwi. Te same zniekształcenia mają zastosowanie, gdy wyobrażamy sobie przyszłość z lekami na raka i koloniami na Marsie. Postęp technologiczny może uczynić nas szczęśliwszymi, ale nie tak bardzo, jak sobie to wyobrażamy (z mat. Wydawcy).

Państwowemu Instytutowi Wydawniczemu dziękujemy za udostępnienie fragmentu do publikacji. Zachęcamy do lektury całej książki.

4 Nowy paradoks postępu

Historyk Edward Gibbon, autor monumentalnego dzieła Zmierzch cesarstwa rzymskiego, uważał, iż „gdyby kto musiał wskazać w historii świata okres, w którym ludzkość cieszyła się największą szczęśliwością i dobrobytem” [1], wybrałby panowanie rzymskiej dynastii Antoninów, czyli okres od końca I wieku n.e. do końca II stulecia. W tym czasie Rzymem rządzili względnie kompetentni cesarze bez psychopatycznych skłonności, tacy jak Trajan, Hadrian i Marek Aureliusz. Był to też okres znacznej ekspansji terytorialnej. Gibbon pisał swoje dzieło w latach 1776–1788, można więc przypuszczać, iż oceniał poziom szczęścia starożytnych Rzymian w porównaniu do samozadowolenia ludzi żyjących w epokach późniejszych, czyli od I wieku do XVIII-wiecznej Anglii.

Odłóżmy na chwilę na bok tezę Gibbona o względnym poziomie dostatku Rzymu Antoninów i XVIII-wiecznej Anglii. W XXI stuleciu dostatek jest definiowany najczęściej w kategoriach czysto ekonomicznych. Trudno wyobrazić sobie miarę rozwoju gospodarczego, która stawiałaby Cesarstwo Rzymskie z 100 roku n.e. przed Anglią u progu rewolucji przemysłowej. Co jednak z twierdzeniem, iż mieszkańcy Rzymu Antoninów byli szczęśliwsi niż osiemnastowieczni Anglicy?

Na potrzeby tej książki twierdzenia dotyczące szczęścia będę interpretować jako dotyczące subiektywnego dobrostanu. Takie rozumienie użytego przez Gibbona słowa „szczęście” może nie spodobać się historykom; mamy bowiem pewne podstawy przypuszczać, iż słowo „szczęśliwy” znaczyło dla Gibbona coś innego niż dla nas. Pod koniec XX wieku zaczęliśmy utożsamiać szczęście z subiektywnym odczuciem, wcześniej jednak pojęcie to było mniej więcej synonimem zauważalnego sukcesu. Słysząc: „Czy Barack Obama jest szczęśliwy?” człowiek współczesny uzna, iż pytanie dotyczy subiektywnych odczuć byłego prezydenta USA. Gibbon być może uznałby szczęście głowy państwa za coś niemal oczywistego. Nieszczęśliwy prezydent byłby dla niego trochę jak żonaty kawaler.

Według mojej interpretacji, Gibbon twierdził, iż Rzymianie deklarowaliby wyższy poziom zadowolenia z życia i większy odsetek pozytywnych niż negatywnych doświadczeń. Postanawiam odczytywać cytowane zdanie jako tezę o subiektywnych odczuciach Rzymian z I wieku, ponieważ, jak się niebawem przekonamy, jest ona bliska prawdy.

Stanowisko Gibbona dotyczy wyłącznie szczęścia; nie wydaje się, by głosił podobne twierdzenia o innych wyznacznikach rozwoju technologicznego postępu. Technika wojskowa posunęła się na tyle, iż choćby najlepiej wyszkolone legiony z roku 100 n.e. nie miałyby szans w starciu z artylerią i muszkietami, w jakie była wyposażona dowolna europejska armia w 1776 roku. Osiągane przez XVIII-wiecznych rolników plony znacznie wzrosły dzięki mechanizacji; wydajność gospodarstw rzymskich, i tak dużo mniejsza, nie utrzymałaby się, gdyby nie praca niewolników. Sceptyczne podejście do pozytywnych skutków postępu technologicznego wydaje się uzasadnione tylko i wyłącznie w odniesieniu do dobrostanu.

Piszemy o Ludziach, a nie o władzy

Pokazujemy prawdę o przyczynach, nie o skutkach. Jesteśmy Twoim głosem. Wspieraj niezależność!

Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą

Szczęście w innych epokach według Gibbona i według Ridleya

Czy założenie Gibbona może być słuszne? Pisarzem, który niemal na pewno by się z nim nie zgodził, jest skrajny optymista Matt Ridley. W wydanej w 2010 roku książce The Rational Optimist [Racjonalny optymista] Ridley porównuje Europę i Amerykę Północną z początków XIX wieku (czyli niedługo po czasach Gibbona) z Europą i Ameryką Północną nam współczesną, krytykując powszechną tendencję do idealizowania przeszłości. Wielu ludzi postrzega minione epoki jako czas „prostoty, spokoju, kontaktów międzyludzkich i uduchowienia” [2]. Ridley stara się wyprowadzić nas z tego błędu, zwracając uwagę na pewne prawdy dotyczące życia rodzinnego w dawnych czasach. Każe nam wyobrazić sobie rodzinę mieszkającą gdzieś w Europie lub Ameryce Północnej w 1800 roku. Zakłada, iż wyobraźnia podsunie czytelnikowi obraz rodziny siedzącej przy palenisku niewyszukanego domostwa. Ojciec czyta na głos Biblię, matka gotuje potrawkę z wołowiny z cebulą, ktoś utuli najmłodsze dziecko do snu. Panuje sielska atmosfera – wodę leje się do glinianych kubków, karmi się konie, ptaszki śpiewają. Nie ma handlarzy narkotyków ani szkodliwych chemikaliów. Zdaniem Ridleya, jest to jednak mocno zniekształcony obraz przeszłości. Dodaje kilka szczegółów nieuwzględnionych w naszej wyidealizowanej wizji. Czytający Biblię ojciec ma zapalenie płuc. Dziecko trzeba otulić, bo ma ospę. Starszą córkę czeka przyszłość „wyrobnicy męża-pijaka” [3]. Matkę bezustannie bolą zęby. Potrawka jest, oczywiście, obrzydliwa.

Ridley sugeruje, iż powinniśmy być niezmiernie wdzięczni za postęp – moralny, gospodarczy i technologiczny – który oddziela rodzinę z 1800 roku od rodzin dzisiejszej Europy i Ameryki Północnej.

Niewykluczone, iż Gibbon też padł ofiarą idealistycznych wizji przeszłości. Wydaje się, iż pociągała go rzymska klasa rządząca, której członków chętnie wyobrażał sobie jako ludzi ze stoickim spokojem przeciwstawiających się moralnemu rozkładowi, który miał ostatecznie doprowadzić cesarstwo do upadku. Do wybiórczej wizji przeszłości przedstawianej przez Gibbona jeszcze wrócimy. Na razie skupmy się jednak na pewnych uprzedzeniach, które wkradły się w rozumowanie Ridleya. Sprawiają one, iż wyraźnie wyolbrzymia on problemy, z jakimi borykał się człowiek żyjący w 1800 roku. Podejrzewam, iż kiedy porównamy skutki wynikające z obu typów uprzedzeń, okaże się, iż osąd Gibbona jest bliższy prawdy historycznej niż ten Ridleya.

Niebezpieczeństwa anachronicznego podejścia do przeszłości

Nasze próby wyobrażenia sobie życia w 1800 roku zwykle dają wypaczony obraz. Nieumyślnie wysyłamy bowiem w czasie część naszych współczesnych poglądów i przekonań. Stosujemy anachroniczne podejście do przeszłości. Człowiek z początków XXI wieku, który przeniósłby się w czasie i był zmuszony żyć w warunkach opisanych przez Ridleya, uznałby je za tragiczne. To dlatego, iż wcześniej doświadczył moralnych, gospodarczych i technologicznych realiów naszych czasów. Jego nieszczęście w dużej mierze brałoby się z faktu, iż porównywałby przeszłość z teraźniejszością.

Wyobrażając sobie, jak żyło się naszym przodkom, trudno jest nie mierzyć przeszłości wedle naszych obecnych standardów.

Anachroniczne podejście do przeszłości widać w wielu powieściach historycznych. Autorka może na przykład sprawić, iż bohaterów książki, której akcja dzieje się w Europie latem 1913 roku, dręczą złe przeczucia. Pasuje to do narracji, chociaż pisarka wie, iż jej postaci nie mogłyby przewidzieć tragicznych wydarzeń pierwszej wojny światowej. Anachroniczne podejście do przeszłości obecne jest też w monologach wewnętrznych postaci. Załóżmy, iż nasz bohater jest rzymskim sędzią z I wieku. prawdopodobnie będzie myślał o rzeczach, które zainteresują współczesnego czytelnika, ale prawdziwemu Rzymianinowi z tego okresu wydałyby się nieistotne. Zwróci uwagę na nieświeży oddech swojego rozmówcy – rzecz zupełnie zwyczajną w czasach, kiedy mało kto dbał o higienę jamy ustnej. Będzie oburzony, widząc, jak od czasu do czasu ktoś wyrzuca zawartość nocnika przez okno. Na ulicach starożytnego Rzymu kupa była elementem codzienności; na wynalezienie spłukiwanych toalet Rzymianie mieli jeszcze długo czekać. U podstaw monologu wewnętrznego naszego sędziego leżeć będzie to, co wyda się interesujące czytelnikowi z XXI wieku. Możemy wyobrazić sobie powieść napisaną przez autora z XXIII stulecia, a osadzoną w roku 2010, której główna bohaterka będzie z zainteresowaniem patrzeć na drogi pełne czterokołowych pojazdów transportu osobistego emitujących trujące opary. Dla prawdziwych mieszkańców XXI-wiecznych miast będą to po prostu samochody. Wysoko na liście anachronizmów, które zabarwiają nasze podejście do przeszłości, są postawy moralne. Skonsultowany z historykami film, którego akcja dzieje się w Londynie w 1700 roku, wiernie przedstawi wiele materialnych aspektów życia w tamtym okresie. Jego bohaterowie jednak prawdopodobnie nie będą wyrażać niektórych powszechnych wówczas przekonań. Nie zobaczymy raczej sceny, w której zgadzają się z tezą, iż przedstawiciele ras o ciemniejszym kolorze skóry z przyrodzenia są niewolnikami, albo iż obijanie żony kijem jest godne i sprawiedliwe. W tym przypadku anachroniczne podejście do przeszłości stosowane jest dlatego, iż takie postaci nie wzbudziłyby sympatii współczesnych widzów. Niepasujące do współczesnych standardów poglądy są więc zarezerwowane dla czarnych charakterów.

Przeszłość kontra przyszłość. Gospodinow i „Schron przeciwczasowy” Alicja Konstantynowicz

Nadawanie bohaterom współczesnych poglądów jest do pewnego stopnia zabiegiem niezbędnym w fikcji historycznej. Uniemożliwia nam jednak zrozumienie, jak dobrze (bądź źle) żyło się ludziom w minionych epokach. Świadome wyzbycie się wszelkiej wiedzy o światopoglądowych, gospodarczych i technologicznych okolicznościach naszej epoki jest niemal niewykonalne. Nie da się uniknąć porównań czynionych w oparciu o informacje, których nasi przodkowie po prostu nie mieli. Przedstawiana przez Ridleya opowieść o niedolach XIX wieku opiera się właśnie na anachronicznym podejściu do przeszłości. Gdy wyobrażamy sobie życie w tamtych czasach, bardzo trudno jest nam zapomnieć o tym, co wiemy o życiu we współczesności.

By dostrzec błąd w Ridleyowskiej wizji jakości życia w wieku XIX, musimy zastanowić się, jak przyszłe pokolenia będą oceniać nasze czasy. jeżeli wierzyć ankietom, większość żyjących współcześnie ludzi ocenia swój subiektywny dobrostan dość wysoko [4]. Anachroniczne podejście do przeszłości może tę ocenę zaburzyć. Załóżmy, iż ludzkości uda się uniknąć apokaliptycznych scenariuszy znanych z hollywoodzkich produkcji i zachowa wykładnicze tempo rozwoju technologii, w którym informatyka przez cały czas będzie wpływać na postęp technologii poprawiających dobrostan. Czy nasi potomkowie też będą zdania, iż żyło nam się stosunkowo dobrze? jeżeli podejdą do przeszłości anachronicznie, ich wizja naszego życia będzie podobna do obrazu XIX wieku, do jakiego zachęca nas Ridley. Nasze jedzenie wyda im się obrzydliwe, a dręczące nas schorzenia – przerażające. Jednakże fakt, iż podróżnik z XXIII stulecia nie zamieniłby się z nami na mieszkania, nie oznacza, iż sami powinniśmy zrewidować swój poziom dobrostanu.

Wynika z niego jedynie, iż nie należy oceniać jakości życia z kompletnie obcej perspektywy.

Wiemy już, jak uniknąć międzykulturowego odpowiednika anachronicznego podejścia do przeszłości. Ktoś, kto nie cierpi surowej ryby, nie zakłada, iż Japończycy czują obrzydzenie na widok talerza sashimi. Inaczej trudno byłoby wytłumaczyć wyraz zadowolenia na ich twarzach. W przypadku ludzi zamieszkujących bogaty świat Rzymu Antoninów niestety nie mamy dostępu do tak bezpośrednich oznak euforii czy cierpienia, nie możemy więc gwałtownie skorygować naszych wyobrażeń w kwestii ich poziomu subiektywnego dobrostanu. Nie znaczy to, iż nie wiemy zupełnie nic. Możemy bowiem posłużyć się pewną ewolucyjną hipotezą o stanach psychologicznych i emocjonalnych wywołujących zadowolenie.

Normalizacja hedoniczna

Zgodnie z przyjętym wśród antropologów poglądem, w biologii homo sapiens nie zaszły żadne fundamentalne zmiany od epoki plejstocenu, która zaczęła się przed ok. 2,6 miliona laty, a skończyła ok. 12 tysięcy lat temu. Większość przedstawicieli naszego gatunku zamieszkiwała wówczas Afrykę. Osoby zainteresowane historią ewolucji człowieka nazywają środowisko, w którym homo sapiens żyli w plejstocenie środowiskiem adaptacji ewolucyjnej (w skrócie EEA). W myśl psychologii ewolucyjnej, każda prawdopodobna hipoteza dotycząca ludzkich mechanizmów psychologicznych powinna być zgodna z tym, co wiemy o EEA [5]. jeżeli pojawia się wątpliwość, czy dany mechanizm psychologiczny byłby w stanie wyewoluować w EEA, możemy podważyć jego istnienie. Na przykład tendencja do tworzenia wierzeń religijnych wydaje się powszechną i istotną cechą ludzkiego umysłu, co dziwi teoretyków ewolucji. Wierzenia nakładają bowiem na ludzi pewne obowiązki i wymagają poświęceń – w zamian za korzyści o przeważająco duchowej naturze (a zatem nie-reprodukcyjne). Psychologia ewolucyjna usilnie stara się wytłumaczyć, jak wierzenia religijne mogły zwiększyć szanse przetrwania w środowisku plejstocenu [6].

Rozważmy, jak warunki adaptacji ewolucyjnej mogły ukształtować stany emocjonalne i psychologiczne odpowiedzialne za subiektywne odczuwanie dobrostanu. Zdolność do doświadczania różnych i zmiennych poziomów zadowolenia z życia należy do istotnych cech ludzkiego umysłu. Mało prawdopodobne, by była zaledwie skutkiem ubocznym doboru naturalnego pod kątem innych, ważniejszych zdolności umysłowych. Subiektywność dobrostanu ma funkcję biologiczną. Zdolność do odczuwania wysokich poziomów zadowolenia z życia wyewoluowała, aby skłonić nas do dążenia do celów istotnych z biologicznego punktu widzenia i nagradzać nas hedonicznie, gdy te cele zostaną osiągnięte. Biologiczną funkcją subiektywnie niskiego dobrostanu jest motywowanie nas do unikania sytuacji, które niekorzystnie wpływają na dalsze perspektywy przetrwania i rozmnażania się. Kiedy znajdujemy się w takich okolicznościach, niski poziom zadowolenia z życia skłoni nas do podjęcia aktywnych działań.

Psychologia ewolucyjna poświęca dużo uwagi ekosystemowi afrykańskiej sawanny. To właśnie w takim środowisku, na trawiastej równinie z rzadka porośniętej drzewami, mieszkali ludzie epoki plejstocenu. Być może było to środowisko, które wywarło największy wpływ na ewolucję ludzkiego umysłu; ewolucja dała jednak homo sapiens łatwość przystosowywania się także do warunków panujących w innych regionach Afryki. Nasz gatunek prawdopodobnie rozprzestrzenił się, wędrując z sawanny na wybrzeża i na obszary porośnięte gęstym lasem. Możliwe, iż niektóre z tych społeczności wiodły życie wyraźnie inne od ich pobratymców z sawanny. Taka zmienność środowiskowa sugeruje istnienie psychologicznych i emocjonalnych mechanizmów subiektywnego dobrostanu, które nazywam normalizacją hedoniczną.

Normalizacja hedoniczna: skłonność do wyznaczania celów i doświadczania hedonicznych nagród stosownych do środowiska doświadczanego przez jednostkę w okresie jej dojrzewania. Normalizację hedoniczną można postrzegać jako międzypokoleniowy odpowiednik adaptacji hedonicznej. Adaptacja hedoniczna reguluje poziom odczuwanego przez jednostkę dobrostanu, aby lepiej radziła sobie ona z nowymi wyzwaniami.

Gdyby uczucie euforii wywołane sporym osiągnięciem trwało w nieskończoność, nikt nie czułby potrzeby dążenia do dalszych sukcesów.

Normalizacja hedoniczna dostosowuje nasze subiektywne samopoczucie do obiektywnych okoliczności. U młodych jednostek, wyjściowe poziomy dobrostanu ustalane są przez środowisko lub środowiska, w jakich one dojrzewają. Nowa technologia może znacznie poprawić dobrostan członków pokolenia, które ją wynalazło. Gdyby ich dzieci wchodziły w życie z tak samo podwyższonym poczuciem dobrostanu, nie miałyby wystarczającej motywacji do pracy nad nowymi udogodnieniami. Normalizacja hedoniczna sprawia, iż technologia „nowa” dla pokolenia rodziców jest już wbudowana w hedoniczne wartości zadane pokolenia dzieci.

Zdolność do reagowania na zmiany środowiska jest prawdopodobnie nieodzowną cechą mechanizmów, które sprawiają, iż ludzie odczuwają wysoki lub niski poziom zadowolenia z życia.

Mechanizm przyzwyczajania psychiki ludzkiej do rozmaitych warunków środowiskowych odróżnia homo sapiens od innych zwierząt. Psychika golców piaskowych wyewoluowała tak, by zachowania tych gryzoni zwiększały ich biologiczne przystosowanie do bardzo konkretnego środowiska: podziemnych tuneli na pustynnych obszarach Afryki Wschodniej. Nic zatem dziwnego, iż gdyby przenieść kolonię golców z pustyni na równiny Arktyki, nie umiałyby one wykonywać działań, które by je do takiego środowiska przystosowały. Inaczej jest z ludzką psychiką. Wyewoluowała ona tak, byśmy potrafili wykonywać czynności poprawiające naszą adaptację do rozmaitych środowisk. Biologicznie istotne cechy tych środowisk wpływają na hedoniczne wartości zadane każdej jednostki.

Psychologiczne i emocjonalne mechanizmy odpowiedzialne za subiektywny dobrostan reagowały inaczej w różnych środowiskach historycznych. Załóżmy, iż urodziliście się pod koniec epoki plejstocenu. Przynosząc do domu dość żywności, by najadła się cała rodzina, czulibyście satysfakcję. Znajomość otaczającego was środowiska kazałaby wam traktować to jako spore osiągnięcie. Wiedzielibyście, iż w okolicy jest kilka pożywienia, i iż myślistwo i zbieractwo to niebezpieczne zajęcia. Umysł nagradzałby was za wysiłek poczuciem spełnienia proporcjonalnym do tej wiedzy. Ta sama zasada sprawia, iż mieszkaniec XXI-wiecznego Manhattanu, który wraca do domu z mrożonką z supermarketu, będzie czuł znacznie mniejszą satysfakcję. Większe nagrody hedoniczne zarezerwowane są dla osiągnięć, które sam będzie postrzegał jako ważne na podstawie jego wiedzy o warunkach panujących w zamożnym demokratycznym państwie w XXI wieku.

Przeciw Maszynie, czyli luddyści zrehabilitowani Remigiusz Okraska

Rozważmy, jak proces normalizacji hedonicznej wpłynie na doświadczenie stomatologii. W czasach Gibbona wszelkie zabiegi dentystyczne przeprowadzano bez znieczulenia. Niektórym pacjentom wstawiano na przykład sztuczne zęby wykonane z drewna. Perspektywa usunięcia ósemek raczej nie napawała wówczas radością. Cierpienie łagodził jednak proces normalizacji hedonicznej. Osoba, która wychowała się w Anglii za czasów Gibbona, słyszała opowieści innych o zabiegach stomatologicznych. Zaakceptowałaby zatem ból jako nieodzowny aspekt zabiegu. Nie oznacza to, oczywiście, iż nie wolałaby tego zmienić. Wierzyła jednak, iż nie ma wyboru.

Wizyta u wyrwizęba w XVIII-wiecznej Anglii byłaby znacznie bardziej traumatycznym przeżyciem dla zagubionego w czasie podróżnika z naszej epoki. Za sprawą swoich wcześniejszych doświadczeń, człowiek współczesny ma bowiem pewne oczekiwania wobec tego, jak powinien wyglądać zabieg dentystyczny. Można założyć, iż stosowane w XVIII wieku procedury byłyby jeszcze gorsze dla człowieka z XXIII stulecia, dla którego zabieg dentystyczny to szybka i bezbolesna procedura wykonywana przez nanoroboty.

Wyobraźmy sobie, jak odbierałby zabiegi stomatologiczne ktoś, kto przeniósłby się w czasie do przodu, nie do tyłu. Człowiek XVIII wieku z euforią oddałby się w ręce XXI-wiecznego stomatologa. Nasz hipotetyczny człowiek z XXIII wieku, którego doświadczenie nauczyło, iż dowolny problem z zębami da się rozwiązać dzięki nanorobotów, będzie postrzegał taki stan rzeczy jako normę. Słysząc opowieści o zastrzykach znieczulających i borowaniu, poczuje co najwyżej ulgę, iż coś takiego nigdy mu się nie przytrafiło, a nie zadowolenie, jakie odczułbym ja na wieść, iż taki zabieg wystarczy, by mi pomóc. Owe różnice w percepcji wynikają z normalizacji hedonicznej.

Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!

Dołącz do nas!

Trzeba zrozumieć, iż procesu normalizacji hedonicznej nie przekreśli ani nie zastąpi sama wiedza, iż w przeszłości było gorzej, a przyszłość prawdopodobnie przyniesie poprawę. Następnym razem, gdy siądziecie w fotelu dentystycznym na skomplikowany zabieg, spróbujcie wykonać następujące ćwiczenie myślowe. Wyobraźcie sobie człowieka z 1800 roku, którego zęby wymagałyby takiej samej procedury co wasze. Zamiast do dentysty musiałby iść do balwierza, który dorabia sobie wyrywaniem zębów. Nie dostałby znieczulenia. Możecie też wyobrazić sobie kogoś w 2300 roku, kto musiałby przepłukać gardło roztworem zawierającym nanoroboty stomatologiczne. Wątpię, by tego typu eksperymenty myślowe miały większy wpływ na wasze osobiste doświadczenie stomatologii. Nie zmienią faktu, iż XXI-wieczne zabiegi są dla was hedoniczną normą.

Wyobrażając sobie życie w Rzymie z I wieku n.e., w XIX-wiecznej Europie czy Ameryce Północnej, często przeceniamy różnicę w poziomie zadowolenia z życia dzielącą te epoki od naszej. Myśląc o warunkach, w jakich żyli starożytni Rzymianie, zwykle wyobrażamy sobie, jak żyłoby się wtedy nam samym. Aby uzyskać rzetelny obraz tego, jak dobrze żyło się komuś w tamtych czasach, musielibyśmy wykonać niezwykle trudne ćwiczenie intelektualne: wyrzucić z umysłu całą wiedzę o poprawiających dobrostan technologiach naszych czasów. Gdybym przyszedł na świat w Rzymie I wieku n.e., nie miałbym pojęcia o zaawansowanych technologiach poprawiających dobrostan. Rzymskie zabiegi stomatologiczne nie wydawałyby mi się straszne ani obrzydliwe. Warunki starożytnego Rzymu, w tym ówczesna stomatologia, byłyby dla mnie hedoniczną normą.

Nie uwzględniając skutków normalizacji hedonicznej, znacznie przeceniamy wpływ postępu technologicznego na subiektywny dobrostan.

Zaawansowanie technologiczne nie jest jedynym aspektem rzeczywistości, którym współczesność różni się od przeszłości. Zmieniły się też systemy społeczne. Społeczności oparte na niewolnictwie ustąpiły miejsca takim, które niewolnictwo wyraźnie potępiają. Współcześnie postrzegamy takie zmiany jako poprawiające poziom dobrostanu. Czy powyższe uwagi dotyczące normalizacji hedonicznej sprawią, iż nie będziemy uważać tego za moralne osiągnięcie? Nie sądzę. Prawdą jest jednak, iż przynajmniej do pewnego stopnia jednostka może hedonicznie przystosować się do niewolnictwa i uznać je za normę. Dzieci wychowane w niższych warstwach społecznych prawdopodobnie akceptowały swoje położenie. Nie oznacza to, iż odczuwały takie same albo wyższe poziomy subiektywnego dobrostanu niż te z klas rządzących. Co więcej, częściowa normalizacja hedoniczna niesprawiedliwej sytuacji społecznej nie czyni jej sprawiedliwą. Niewolnicy mieli moralne prawo do wolności; niezależnie od tego, czy czuli się względnie zadowoleni z życia, czy nie. Podobnych twierdzeń moralnych nie da się jednak wysunąć w przypadku żadnych technologii poprawiających dobrostan danej epoki. Jak by nie patrzeć, nie mam moralnego prawa do korzystania z nanorobotów z XXIII wieku; to nie tak, iż ktoś nielegalnie blokuje mi do nich dostęp.

Jak zobaczymy w rozdziale 6, biedni nie są głupi. Zdają sobie sprawę, iż żyją na świecie, w którym inni ludzie mają więcej niż potrzebują. Oglądają programy zachęcające ich, by w ramach zastępczych przyjemności cieszyli się życiem bogatych. Mają z bogaczami kontakt znacznie bardziej bezpośredni, niż my z naszymi potomkami czerpiącymi hedoniczne korzyści z technologii XXIII wieku.

Nicholas Agar, Sceptyczny optymista, czyli dlaczego technologia nie jest odpowiedzialna za wszystko, Państwowy Instytut Wydawniczy, 2026, tłumaczenie Julia Mastalerz

Przypisy:

[1] Edward Gibbon, Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego, t. 1, przekł. Stanisław Krymski, wyd. 3, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1995, s. 69.
[2] Matt Ridley, The Rational Optimist: How Prosperity Evolves, Harper Collins, New York: 2010, s. 12.
[3] Tamże, s. 13.
[4] Patrz np. odpowiedź Eda Dienera na pytanie „Czy większość ludzi jest nieszczęśliwa?” w sekcji FAQ na temat szczęścia i subiektywnego dobrostanu, „A Primer for Reporters and Newcomers”, dostępnym na stronie http://internal.psychology.illinois.edu/~ediener/ faq.html#happiest (dostęp: listopad 2014).
[5] Najważniejsze publikacje dotyczące psychologii ewolucyjnej to m.in. Jerome Barkow, Leda Cosmides i John Tooby, The Adapted Mind: Evolutionary Psychology and the Generation of Culture, Oxford University Press, Oxford 1992; David Buss, Psychologia ewolucyjna, przekł. Marek Orski, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2001; Steven Pinker, Jak działa umysł, przekł. Małgorzata Koraszewska, Zysk i S-ka, Poznań 2022.
[6] Patrz np. David Sloan Wilson, Darwin’s Cathedral: Evolution, Religion, and the Nature of Society, University of Chicago Press,Chicago 2002 oraz Scott Atran, Ewolucyjny krajobraz religii, przekł.Małgorzata Kolan, Zakład Wydawniczy „Nomos”, Kraków 2013.

Idź do oryginalnego materiału