Fundacja szukała dla Mai domu od kilku miesięcy
Maja ma nieco ponad rok. Fundacja szukała dla niej domu od kilku miesięcy, ponieważ w Tuli Luli maluchy nie mogą przebywać dłużej niż do ukończenia właśnie pierwszego roku życia. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze.
Dziewczynka zamieszkała w Interwencyjnym Ośrodku Preadopcyjnym Tuli Luli na początku 2026 roku. Przyjechała ze szpitala, gdzie spędziła pierwsze cztery miesiące życia. Od początku miała trudno - w trakcie ciąży była narażona na działanie alkoholu, zdiagnozowano u niej FAS (alkoholowy zespół płodowy), nie w pełni wykształciły się jej dłonie.
- Z jednej strony była podatna na infekcje, które zawsze kończyły się pobytem w szpitalu. Niejednokrotnie znajdowała się w bardzo złym stanie. Z drugiej, bała się człowieka. Dotyk sprawiał jej dyskomfort, nie znosiła głaskania po główce, najlepiej czuła się w łóżeczku, sama
- mówi Anna Nowakowska, do niedawna opiekunka prawna Mai.
"Delikatny uśmiech i wzrok podążający za mną"
Malutką zajęli się specjaliści: fizjoterapeuta, neurologopeda, pedagodzy. A pracownicy Tuli Luli przyzwyczajali dziewczynkę do tego, iż towarzystwo drugiego człowieka może być przyjemne.
- Pamiętam ten pierwszy gest z jej strony: delikatny uśmiech i wzrok podążający za mną, czego nikt inny wcześniej nie doświadczyła
- wspomina Anna Nowakowska.
Zaangażowanie specjalistów przynosiło efekty, ale wciąż brakowało tego najważniejszego elementu: mamy i taty. Chore dzieci rzadko mają szansę na adopcję. Dlatego wiosną br. Fundacja Gajusz rozpoczęła poszukiwania rodziny zastępczej dla Mai.
- jeżeli ta by się nie znalazła, dziewczynka musiałaby trafić do pieczy instytucjonalnej - domu dziecka. A na to zespół nie mógł pozwolić. Los żadnego z Tulisiów, których przez 10 lat działalności ośrodka było ponad 200, tak się nie potoczył.
Na apel odpowiedzieli pani Monika i pan Andrzej. Mieli dorosłe już dzieci, poukładane na nowo życie, podróże, które stały się ich pasją. Ale gdy zobaczyli Maję, coś drgnęło w ich sercach.
- Już kilka lat wcześniej mieliśmy w głowie pomysł, żeby stać się dla jakiegoś opuszczonego dziecka rodziną zastępczą, ale nic z tego nie wyszło. Zajęliśmy się więc swoimi sprawami, dzień mijał za dniem. Aż pewnego dnia trafiliśmy na informację o Mai. Tamten moment wszystko zmienił
- wspomina dziś pani Monika.
https://tulodz.pl/wiadomosci-lodz/jak-unikac-zagrozen-i-nauczyc-sie-reagowac-wazne-spotkanie-dla-pan/UwrqZIQyXvU9ifnzgsACDziewczynka wymaga specjalistycznej opieki
Wątpliwości pomogły rozwiać rozmowy z fundacyjnym psychologiem. A kiedy te zniknęły, decyzja była oczywista. Od kilku dni Majeczka jest już w domu. Śpi spokojnie, ale nie chce zasypiać sama, tylko wtulona w mamę. Kiedy otwiera oczy, domaga się bliskości rodziców.
Dziewczynka wymaga specjalistycznej opieki m.in. wsparcia neurologopedy, fizjoterapeuty, rehabilitanta, a w przyszłości również interwencji chirurgicznej. Ale miłość to najlepsze lekarstwo, a tej dziewczynka ma ze strony mamy i taty pod dostatkiem. I to już procentuje.
- Odkąd zaczęliśmy się z nią regularnie spotykać, gaworzy, uśmiecha się, jest w lepszym kontakcie. Jesteśmy w domu zaledwie chwilę, a Maja już na śniadanie zjada kaszkę. A przecież od kilku miesięcy była karmiona przez PEGa (to metoda żywienia dojelitowego)
- cieszy się pani Monika.
Nowa rodzina dla Mai to kolejny tegoroczny sukces ośrodka Tuli Luli i Fundacji Gajusz. Wcześniej do swoich domów pojechali m.in. Pawełek, Staś i Wiktorek.














