Dziś będę konsumował. Wiem, jestem odrażający, jestem nikczemny, ale co z tego? Całe życie miałem wypierdolone na to, `co ludzie powiedzą`. I tak żyję po dziś dzień. I dobrze mi z tym. Przeczytaj, może się czegoś nauczysz, bo Legion pisze to, czego nikt nie napisze.
Ktoś zjawia sie nagle na portalu literackim z nickiem `Cenzor` i coś tam. W avatarze pieczątka. Dla mnie to wystarczy. Taki login to skondensowany profil psycholigiczny. Do tego dochodzi kontekst - login pojawia się w miejscu, które z założenia jest platformą twórców i różnorodności, oraz, gdzie znajdują się użytkownicy skonfliktowani z kryjącą się za loginem, osobą. Zatem, nie tylko profil można odczytać z loginu, ale i cel, jaki osoba pragnie osiągnąć.
Uwaga! Na portalu pojawia się cenzor, a ty, witasz go z otwartymi ramionami. Na portalu literackim spieszysz witać cenzora. A, może ty uważasz, iż loginy biorą się z przypadku? To może się zdarzyć, to możliwe, ale na portalu literackim login służy użytkownikom także do budowy własnego wizerunku. Ponieważ login/pseudomin pochodzi od osoby, która go przyjęła. A, ogromna większość ludzi stara się coś osiągnąć, oddziaływując na społeczność swoim loginem, logo, avatarem.
Przypadkowy login może występować u osoby, która nie zamierza zabierać głosu, chce być jedynie obserwatorem. Pozostali zawierają w loginie własne cechy, często cel obecności. Świadomie, a czasem podświadomie. Ja, to wszystko pokażę, tylko czytaj uważnie.
Wracając do pana Pieczątki:
Tutaj wyłania się ogromna wewnętrzna potrzeba zamykania innym ust - tym, którzy produkują treści niezgodne z osobistym odbiorem rzeczywistości i normami przyjętymi przez Cenzora.
On przychodzi by korygować, zakazywać, zabraniać, doprowadzić do usunięcia treści z którymi się nie zgadza.
Osobę Cenzora charakteryzuje szereg deficytów. Jednym z głównym jest poczucie zagrożenia i braku wpływu na środowisko. Dlatego próbuje poszukiwać skutecznych metod korekty i wpływu na owo środowisko.
Rozpaczliwie szuka sojuszników i wybawców - weźmy chociażby Waldemara Karsza.
Naprawdę nie trzeba nic więcej. Wystarczy sam login. A, ty ochoczo witasz cenzora na portalu literackim? Nie wiesz, co znaczy słowo cenzor? A, może zapomniałeś, iż żyjesz w wolnym kraju? Że jesteś wolnym obywatelem?
Szczerze - zdumiały mnie reakcje użytkowników portalu na forum w rubryce - powitania, kiedy pojawił się Cenzor.
Nie mogę tego zrobić, ale jeśliby to było możliwe to na powitanie cenzora wyrzygałbym mu się pod nogi. choćby bym nie zakładał, ze to Arsene. Wyrzygałbym się na cenzora.
No, gdzie do chuja jakiś cenzor na portalu literackim?
Od razu widać, iż menda z powołania. Rozjechała się z czasem, choć cenzorzy musieli zdawać jakieś egzaminy z języka. No, pomyśl sobie, co zrobiłby Bareja albo Piwowski z takim cenzorem jak ten z Publixo?
Towarzysze z KC dostaliby apopleksji.
Taki cenzor za PRL byłby prawdopodobnie w ORMO, na kolanach u dzielnicowego i gdzie tam jeszcze szlajali się za komuny upośledzeni intelektualnie cenzorzy. A, była ich rzesza cała.
Jeśli ktoś ma w loginie dr, prof, mec, sir, von, di i podobne przedrostki to świadczy o kompleksie niższosci i o ogromnej potrzebie kompensacji własnych deficytów.
Jeśli dodatkowo znajdują się w loginie obco brzmiące rzeczowniki, to ja mam już komplet danych na temat użytkownika, a ty?
Jeśli ktoś ma w loginie pospolite imię i nazwisko - jak pan Waldemar Karsz to oznacza, iż za loginem kryje się konkretna, poczciwa i godna zaufania osoba, więc na mojej psychologii też się można poślizgnąć.
Ale, kurwa, jaka część populacji rozumie i potrafi przyjąć do wiadomości o czym ja, piszę, a potem to wykorzystać?
Jeśli ktoś faktycznie jest doktorem, profesorem, mecenasem, baronem czy hrabią, to on nie musi mieć tego wypisane na czole.
W swoim życiu spotkałem profesorów w gumofilcach i waciakach, hrabiego jadącego wozem w konia i mecenasa w rynsztoku.
Słuchałem ludzi, którzy szczerze nienawidzili hrabiego, ale kiedy go mijali to czapkowali do samej ziemi. Akurat to zjawisko dobrze opisują badania Pawłowa.
Niestety większość populacji jakby odbiega od wyobrażeń tych z państwa, którzy mają dobre serduszka i żyją w akademickim środowisku, choć i tam dziś nie brakuje osobników z niewyrafinowaną konstrukcją psychiczną.
Dialog wewnętrzny i zewnętrzny.
Kiedy z kimś rozmawiam, kiedy wykonuję czynności, choćby kiedy jem i sram to w mojej świadomości toczy się dialog wewnętrzny. Czyli sam zadaje sobie pytania i sam na nie odpowiadam. Często to istne kłębowsko. jeżeli rozmówca jest wymagający wówczas w mojej świadomości tworzę figury dopasowane do konstrukcji psychicznej rozmówcy i zadaję pytania tym figurom. Nie słychać tego, ani nie widać, choć wprawne oko wychwyci z mojej twarzy, iż ten dialog wewnętrzny faktycznie się toczy.
Dawno temu odkryłem rzecz wówczas dla mnie całkowicie zaskakującą, całkiem przez przypadek. Odkrycie to wywarło na mnie niebagatelny wpływ.
Otóż, pewien kolega, kiedy stał naprzeciwko mnie często mamrotał coś pod nosem. I w końcu go zapytałem:
- Mówisz coś do mnie?
Odpowiedział od razu - nie, myślę.
A, wówczas zadałem mu celowo złośliwe pytanie:
- To musisz poruszać ustami, żeby myśleć?
- A ty, nie? - odpowiedział mi kolega.
Wtedy zacząłem się zastanawiać nad jego odpowiedzią, bo ja, nie. Doszedłem do tego, iż część populacji nie posiada dialogu wewnętrznego! Musi werbalizować własne myśli, musi je wypuszczać na zewnątrz, zeby w ich świadomości zaszedł proces myślowy! Moje dawne odkrycie potwierdzają obecne badania naukowe.
A, ty, idź jutro w teren i dobrze się rozejrzyj, bo jeżeli do myślenia konieczna jest werbalizacja, to co się dzieje wówczas, kiedy ona nie zachodzi?
Pustka...
Albo włącz sobie spędy fanów prawicy. To widać gołym okiem.
A, kto widzi, ten wie jak jest i dlaczego tak jest.










