Koncem sierpnia 2025 roku Jacek Ostrowski, pisarz znany z kryminałów, wraz z żoną przygotowywał się do wyjazdu do Hiszpanii, by kupić wymarzony dom. Samochód był już spakowany, a do załatwienia pozostała tylko jedna formalność. Żona przekonała go do wykonania badań kontrolnych, na co zgodził się raczej dla świętego spokoju, bo czuł się dobrze. Nie przypuszczał jednak, jak bardzo ta decyzja zmieni jego życie.
Wyniki wykazały znacznie podwyższony poziom PSA – wskaźnika służącego do oceny stanu prostaty i wczesnego wykrywania raka stercza. Podczas gdy bezpieczny poziom to wartość do 4,0 ng/ml, u Ostrowskiego pierwszy wynik wyniósł 14,5, a po powtórzeniu badania – aż 16 ng/ml.

Początkowe niedowierzanie i strach przed wizytą u urologa
Początkowo Jacek traktował wynik jako pomyłkę, wspominając, iż kiedyś otrzymał wyniki innego pacjenta i miał nadzieję, iż sytuacja się powtórzy. Kolejnym krokiem była jednak wizyta u urologa, której bardzo się obawiał.
Problem z wizytami kontrolnymi ma wielu mężczyzn – według programu edukacji „Zdrowie? Męska Sprawa” aż 67% mężczyzn powyżej 40. roku życia nigdy nie było u urologa, powstrzymywanych głównie przez wstyd i lęk. Mimo iż lekarz ocenił 80-procentowe prawdopodobieństwo raka prostaty, Ostrowski wciąż łudził się, iż znajdzie się w gronie pozostałych 20% zdrowych pacjentów.
Chwile załamania i trudna diagnoza
Bywały momenty, gdy emocje go przerastały. Po jednej z wizyt u lekarza rodzinnego wybuchnął płaczem, bijąc pięściami w kierownicę. W domu, czytając o raku prostaty, starał się ukrywać lęk przed żoną, uciekając do łazienki, by przemyć twarz.
Po szeregu badań – rezonansie magnetycznym, tomografii, scyntygrafii i biopsji – potwierdzono diagnozę: IV stadium raka prostaty z przerzutami do kości.
Szok i czarna dziura strachu
Pierwsze informacje znalezione w internecie były przytłaczające. Przeczytał, iż zostało mu pół roku życia. Jak podkreśla, taka diagnoza to jak trzęsienie ziemi, ale dla niego było to coś gorszego – po trzęsieniu można odbudować życie, a tu poczuł się zdeptany i bezsilny.
W kolejnych tygodniach jego stan bardzo się pogorszył – nawracały wysokie gorączki, pojawiające się regularnie, silne bóle kości i nocne poty. Jak policzył, przez pierwsze tygodnie przepocił aż 250 kompletów piżam. Początkowo myślał, iż to wirus, ale gwałtownie okazało się, iż to objawy nowotworu. Zaczęły też dokuczać nocne mikcje, uniemożliwiające spokojny sen.
Nietypowe objawy – przerzut na czubku głowy
Niektóre symptomy zaskakiwały lekarzy i samego pacjenta. Jacek uskarżał się na uporczywe swędzenie na czubku głowy podczas snu, przez co zaczął uderzać nią o zagłówek łóżka. To wymagało wymiany zagłówka. Okazało się, iż przyczyną był przerzut nowotworowy właśnie w tym miejscu.
Walcząc z chorobą przez pisanie
Aby poradzić sobie z trudnymi emocjami, Ostrowski zaczął pisać o swojej walce. Efektem tych notatek jest książka „Nie zamierzam umierać! Historia wykuta cierpieniem”, w której odsłania wyjątkowo szczery i autentyczny obraz choroby. Adresuje ją do mężczyzn, także tych, którzy – jak on wcześniej – ignorują kontrolne badania i objawy.
„Jeśli jesteś mężczyzną po 40. roku życia, który nie bada okresowo PSA, a teraz czytasz mój dziennik i nie wyciągasz żadnych wniosków, to jesteś idiotą, takim samym idiotą jak ja byłem, mimo iż mój brat chorował na raka prostaty, a dziadek na niego zmarł” – pisze Ostrowski.
Pisarz przyznaje, iż miał drobne objawy, które bagatelizował, tłumacząc je np. upałem. Książkę napisał, by ostrzec innych i nie dopuścić do powtarzania jego błędów. Mimo iż jest znany głównie z zabawnych kryminałów, ten utwór to zupełnie inna, osobista historia.
Przestroga przed pseudoleczeniem
Ostrowski ostrzega też przed niebezpieczeństwem niekonwencjonalnych metod leczenia, które często można znaleźć w sieci. Pacjenci onkologiczni bywają kuszeni złudnymi terapiami, jak leczenie jadem pszczół, roztworem sody, czopkami z czosnku czy choćby masażem prostaty ogórkiem – praktyką, która według niego zasługuje na ściganie.
Ciężki przebieg chemioterapii i nadzieja na przyszłość
Obecnie Jacek przechodzi chemioterapię, która jest dla niego bardzo trudna. Osłabiony organizm wymaga wsparcia zastrzykami podnoszącymi odporność. Porównuje swoje samopoczucie do ciągłej grypy – towarzyszą mu stany podgorączkowe, obrzęki i nawracające nocne poty. Od ponad pół roku niemal nie śpi nocami.
Mimo tych trudności pozostaje optymistą, wierząc w efekty terapii, które niedługo zostaną ocenione. Ból kości, który był nie do zniesienia, znacznie się zmniejszył.
W międzyczasie kontynuuje pisanie – 6 maja planowana jest premiera jego nowej powieści, tym razem kryminału bez elementów komediowych, napisanej już podczas choroby.
Marzenie na dziś
Pytany o plany i marzenia, przyznaje, iż od diagnozy przestał planować. Jako pacjent z nieuleczalną chorobą stara się żyć dniem dzisiejszym. Jego największym marzeniem jest wyjazd do Hiszpanii na jakiś czas w połowie maja. Chciałby dalej tworzyć książki i dostarczać ludziom euforii swoim pisarstwem.
Marta Słupska, dziennikarka Wirtualnej Polski
Treści zawarte w artykule mają charakter informacyjno-edukacyjny i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych należy skonsultować się z lekarzem specjalistą.







