
Dlaczego szpitale są łakomym kąskiem?
Placówki medyczne stały się jednym z priorytetowych celów hakerów z kilku powodów. Po pierwsze, przetwarzają wyjątkowo wrażliwe dane – od historii chorób po wyniki badań i informacje o ubezpieczeniach. Po drugie, presja czasu (np. konieczność szybkiego przywrócenia systemów do działania) może skłaniać zarządzających szpitalami do płacenia okupów.
Według unijnych raportów ochrona zdrowia jest najmocniej dotkniętym sektorem poważnymi incydentami cybernetycznymi w UE. Rocznie rejestruje się tu około 300 przypadków spełniających kryteria dyrektywy NIS.
Według danych przytaczanych przez Palo Alto Networks, wartość skradzionych dokumentacji medycznych na czarnym rynku sięga choćby 250 dolarów za pojedynczy plik. Dla porównania – średni koszt naruszenia bezpieczeństwa w sektorze zdrowia szacuje się na około 10 mln dolarów. Straty wykraczają daleko poza sam okup: obejmują przestoje, manualne odtwarzanie procesów, opóźnienia w leczeniu i ryzyko roszczeń ze strony poszkodowanych pacjentów.
Szczeciński przykład: gdy papier wraca do łask
W marcu 2026 roku Szpital Wojewódzki w Szczecinie doświadczył skutków ataku ransomware. Oprogramowanie zaszyfrowało bazy danych, a sprawcy zażądali wielomilionowego okupu. Personel musiał wrócić do dokumentacji papierowej i stracił dostęp do pełnej historii leczenia pacjentów. W akcję przywracania systemów zaangażowano choćby żołnierzy WOT.
To nie był odosobniony przypadek – w ciągu zaledwie 25 dni marca odnotowano cztery poważne cyberataki na polskie placówki medyczne, w tym Bonifraterskie Centrum Medyczne i Świętokrzyskie Centrum Rehabilitacji.
Konsekwencje wykraczają poza Excel
W przeciwieństwie do banków czy e-sklepów, gdzie awaria blokuje transakcje, w szpitalu stawką może być ludzkie życie. Lekarz bez dostępu do elektronicznej dokumentacji nie zna pełnej historii choroby pacjenta i musi odtwarzać informacje z papierowych kart lub ponownie zbierać je od chorego.
Cyberatak paraliżuje też rejestrację, planowanie zabiegów i komunikację między oddziałami. choćby przy otwartych drzwiach dla pacjentów praca placówki staje się wolniejsza i bardziej podatna na błędy.
Więcej urządzeń, więcej luk bezpieczeństwa
Cyfryzacja ochrony zdrowia przynosi korzyści: szybszą diagnostykę i lepszą opiekę. Jednocześnie rozbudowuje też sieć potencjalnych celów: pompy infuzyjne, monitory pacjentów czy aparatura diagnostyczna tworzą tzw. Medical IoT (Internet of Things, czyli internet rzeczy).
Każde nowe urządzenie to kolejna potencjalna luka, zwłaszcza jeżeli działa na przestarzałym oprogramowaniu lub nie otrzymuje aktualizacji. Szpitale muszą prowadzić dokładną ewidencję sprzętu, by wiedzieć, które elementy sieci wymagają natychmiastowego zabezpieczenia i mogą być narażone na cyberataki.
Sztuczna inteligencja w służbie cyberprzestępców
Hakerzy wykorzystują AI do przyspieszenia ataków. Na przykład automatycznie skanują systemy w poszukiwaniu luk, generują spersonalizowane phishingowe maile i analizują publiczne dane o placówkach. Czas między wykryciem i upublicznieniem informacji o podatności a próbą jej wykorzystania dramatycznie się skraca.
Dlatego eksperci Palo Alto Networks rekomendują, by administratorzy priorytetyzowali zagrożenia. Nie każda luka niesie takie samo ryzyko. Inaczej powinno się traktować błąd w systemie dokumentacji, a inaczej podatność w aparaturze ratującej życie.
Kluczową strategią obrony jest segmentacja sieci, czyli podział na odseparowane strefy, by przejęcie jednego urządzenia nie dawało dostępu do całej infrastruktury. Równie istotny jest model Zero Trust („nigdy nie ufaj, zawsze sprawdzaj”). System weryfikuje każdą próbę dostępu i przyznaje uprawnienia tylko na miarę konkretnego zadania. Pielęgniarka nie powinna mieć takich samych praw jak administrator IT.
Plan awaryjny to za mało
Jednak choćby najlepsze technologie zawiodą bez przygotowanego personelu. Pracownicy muszą umieć rozpoznawać podejrzane wiadomości, zgłaszać incydenty i działać w trybie awaryjnym – na przykład przechodząc na dokumentację papierową.
Szpital potrzebuje też planu B: kopii zapasowych odizolowanych od głównej sieci, procedur przywracania danych i jasno określonych ról w sytuacji kryzysowej.
Rosnąca liczba incydentów wymusza współpracę nie tylko między placówkami medycznymi, ale też z administracją publiczną i firmami technologicznymi. Cyberataki na szpitale to nie tylko problem działu IT – to zagrożenie dla bezpieczeństwa (a w skrajnych przypadkach także zdrowia i życia) pacjentów i stabilności całego systemu ochrony zdrowia.
Polecamy również:
- Aktywność fizyczna leży. Prosty program może pomóc ją podnieść
- Magazyny wychodzą poza największe huby. Te miasta przyciągają uwagę inwestorów
- Warszawa ma najwięcej dłużników alimentacyjnych, ale to w innym mieście dług na osobę jest wyższy















