Próbuję zrozumieć zachowanie niektórych moich znajomych, jednak nie zawsze jest to możliwe. Jednym z takich zachowań jest np. publiczne ocenianie kogoś po tym, co się widzi. Mam taką jedną znajomą, która jest w tym dosłownie mistrzem i nie ma Mszy świętej, po której na głos nie komentowałaby zachowania niektórych wiernych, którzy na niej byli. Dosłownie po jakiś typowych głupotach potrafi stwierdzić, jaki ktoś jest. A ponieważ zwykle służy do Mszy, to ma doskonały widok na cały kościół. Jak możecie się domyśleć, przez całe życie zmagam się z niesprawiedliwym ocenianiem przez innych, dlatego zawsze denerwuje mnie takie zachowanie. Tym bardziej, iż wiem, gdzie mieszka i też mogłabym wyrobić sobie na jej temat zdanie tylko na tej podstawie. Ale nie potrafię, bo wiem, iż mogłabym być tutaj niesprawiedliwa. Kilka razy próbowałam z nią o tym rozmawiać, zawsze słyszałam coś w rodzaju: "A co ty o nich wiesz?". A co ona adekwatnie o nich wie? Podejrzewam, iż też niewiele.
Ostatnio choćby mi się oberwało, w związku z tym, iż inne aktywności nie pozwoliły mi na uczestnictwo w niedzielnej Mszy świętej w tym kościele. Ksiądz proboszcz wiedział, zwłaszcza iż nadrabiałam na Mszach w tygodniu. zwykle choćby sama posługiwałam na nich księdzu. W ostatnią niedzielę swoją przysięgę ministrancką złożyły dzieciaki po Pierwszej Komunii Świętej. Ja znowu nie mogłam być, jednak w tygodniu ksiądz mnie nie poinformował o tym. Jeszcze tego samego dnia dostałam pełen pretensji i wyrzutów telefon od owej znajomej, iż jestem nieodpowiedzialna, iż właśnie dzieciaki zostały ministrantami, a mnie się to odwlekło nie wiadomo do kiedy, iż wszystko dlatego, iż nie chodzę nan Msze święte, iż to, iż tamto, iż siamto... Zrobiło mi się smutno i przykro, bo nie mam sobie nic do zarzucenia, a i ksiądz jest ze mnie zadowolony. Że ocenia mnie ktoś, kto kilka wie o moim życiu, bo nie o wszystkim piszę na facebooku. Że tak twierdzi ktoś, kto sam niezbyt uczęszcza na niedzielne Msze w ostatnim czasie (wiem od proboszcza). Odpowiedziałam jej, iż na wszystko przyjdzie odpowiednia chwila, a ja widać muszę poćwiczyć moją cierpliwość. Obraziła się, a mnie było przykro i smutno. Ale jednocześnie naszła mnie jedna myśl. Nie wiem z czego jest ten fragment, ale podoba mi się bardzo: "Sprawiedliwie oszacować jakąś rzecz możemy tylko wg tego, jak ją Bóg ocenia! To, co Bóg myśli i sądzi, winno być dla nas niezmienny prawidłem. To samo trzeba odnieść do Maryi. Zastanów się nad wszystkim, co Bóg dla Niej uczynił, jakie okazał Jej dowody miłości, a zrozumiesz, jak bardzo masz Ją cenić i miłować. Pismo Święte mówi, iż niezliczone są dusze - oblubienice: królewskich panien nie masz liczby; ale ponad wszystkie inne jedna jest gołębica moja, nieskalana moja. Więc Oblubienica Boża, w szczególniejszy sposób umiłowana, winna - po Bogu- wszechwładnie królować w naszych sercach. Do Niej powinny się zwracać wszystkie nasze myśli i pragnienia. Pan Bóg z miłości ku Niej udzielił Jej wszelkich przywilejów i tak Ją wyróżnił spośród wszystkich stworzeń. I nasza miłość dla Niej powinna wywyższać Ją ponad wszystko, co po Bogu miłujemy. Bóg umiłował Ją tak dalece, iż Jej dał pierwsze po sobie miejsce na ziemi i w niebie. Dlatego i my zachowajmy ten porządek: Najpierw Bóg, potem Maryja; niechaj na ziemi i w niebie - po Bogu- nie będzie nic godniejszego hołdów czci i naszej miłości.". No i co z tego, iż tamtat znajoma co chwilę wrzuca na facebooka jakieś zdjęcie jak to pokornie służy przy ołtarzu. Co z tego, iż od 26 lat jest ministrantką? Co z tego, iż rok temu została Ministrantką Roku? Co z tego, skoro nieustannie ocenia wszystkich - od księży poczynając, poprzez wiernych i znajomych, a na innych ministrantach kończąc. Wie, iż nie popieram tego, dlatego niezbyt mnie lubi. A iż jestem mniej sprawna fizycznie, to choćby przy ołtarzu dyskretnie mną pomiata... Ech, wiecie, mam to gdzieś, bo nan szczęście inne rzeczy sprawiają mi przyjemność. A iż jeszcze poczekam na przyrzecznie ministranckie - no, zdarza się. Nie pierwszy raz na coś czekam i na pewno nie ostatni...
Nie oznacza to oczywiście, iż nie oceniam w ogóle, bo oceniam. W ogóle myślę, iż ocenianie jest jedną z naszych podstawowych zachowań choćby po to, aby stwierdzić, czy dana osoba wzbudza nasze zaufanie, czy też nie. Samo ocenianie nie jest takie złe, o ile zachowamy pewną dozę obiektywizmu i braku uprzedzeń, stereotypów itp. No bo wiecie, wiele osób patrząc na mnie może uznać, iż jestem pod wpływem alkoholu albo narkotyków, co oczywiście nie jest prawdą. Publiczne komentowanie moich wychowanków, zwłaszcza tych ze świetlicy środowiskowej, też może być dla nich krzywdzące i niesprawiedliwe. Nie wiem o nich więcej niż powinnam, dlatego nie rozmawiam na ich temat bez potrzeby, a nade wszystko - bez zastanowienia. Wydaje mi się, iż takim gadaniem mogę ich skrzywdzić, np. stawiając ich w niewłaściwym świetle. Może dlatego nie podoba mi się zachowanie mojej znajomej. A może po prostu nie nadążam za tym zwariowanym światem? Sama nie wiem...






