W nadchodzącym sezonie szczepień 2026/2027 na rynek trafią szczepionki przeciw grypie o zmienionym składzie. Nie będą to już preparaty czterowalentne, ale trzywalentne. Dotychczas stosowane szczepionki zawierały cztery typy wirusa grypy: dwa podtypy wirusa typu A oraz dwie linie wirusa typu B. Od najbliższego sezonu jedna z linii wirusa typu B zostanie całkowicie wyeliminowana. Chodzi o linię Yamagata, która nie będzie już dostępna w składzie nowo produkowanych dawek.
W programie „Kwadrans z farmacją” szczegóły tej zmiany przybliżyła Sylwia Ziółkowska – magister farmacji i zarazem lekarz specjalista medycyny rodzinnej, pracująca na co dzień w przychodni POZ z pacjentami geriatrycznymi oraz zajmująca się szczepieniami okresowymi.
– Najbliższy sezon szczepienny, będzie ciekawszy z uwagi na zmianę, która wystąpiła w szczepionkach. (…) Ta zmiana nie weszła adekwatnie z dnia na dzień, nie stało to się tak ad hoc. Do tej zmiany przygotowywały się instytucje przewidujące skład szczepionek już mniej więcej od 2024 roku. Także producenci szczepionek również mieli czas na przygotowanie tych nowych składów – mówiła dr Ziółkowska.
Oficjalne ogłoszenie nowej struktury preparatów nastąpiło 26 lutego tego roku (2026 r.). Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) formalnie wydała wtedy rekomendację, by nie stosować już linii Yamagata w szczepionkach przeciwko grypie. Producenci na całym świecie dostosowali swoje procesy technologiczne do tych uwarunkowań.
Dlaczego linia Yamagata znika z rynku?
Powód usunięcia tego konkretnego komponentu jest czysto epidemiologiczny. Obserwacje wirusologiczne prowadzone na całym świecie wykazały, iż wirus typu B linii Yamagata po prostu przestał krążyć w populacji ludzkiej. Od 2019 roku nie odnotowuje się już tego patogenu w skali globalnej. Konsekwencją tego jest całkowity brak zachorowań wywołanych tą konkretną linią. Z medycznego i ekonomicznego punktu widzenia utrzymywanie tego składnika w szczepionkach stało się więc bezcelowe.
– jeżeli czegoś nie potrzebujemy, to eliminujemy to z tych szczepionek. Nie potrzebujemy tego podtypu, usuwamy go – ujęła to prosto dr Ziółkowska.
Jednym z najważniejszych zadań stojących przed personelem medycznym w nadchodzących miesiącach będzie jasne komunikowanie pacjentom, iż ta zmiana nie oznacza obniżenia skuteczności preparatu. Nowe szczepionki trzywalentne będą tak samo skuteczne i bezpieczne jak te stosowane w ubiegłym roku. Co więcej, modyfikacja ta niesie ze sobą dodatkową korzyść medyczną. Usunięcie jednego komponentu może obniżyć tzw. reaktywność szczepionek, czyli ich skłonność do wywoływania niepożądanych odczynów poszczepiennych (NOP). Choć szczepionki przeciw grypie i tak należą do preparatów, które dają mało uciążliwych objawów (zazwyczaj są to znikome i krótkotrwałe reakcje, takie jak zaczerwienienie w miejscu podania lub niewielkie objawy grypopodobne u małej części populacji), redukcja składu daje nadzieję na jeszcze lepszą tolerancję przez organizm pacjenta.
Dr Sylwia Ziółkowska podkreśla również konieczność walki z mitami dotyczącymi rzekomego „cofania się w rozwoju” medycyny. Szczepionki trzywalentne były powszechnie stosowane około dekady temu – przed 2017 rokiem na rynku funkcjonowały preparaty bez dopisku określającego czterowalentność i również cechowały się wysoką skutecznością. Starsze osoby mogą pamiętać tamte czasy i mylnie zinterpretować zmianę jako powrót do gorszej, przestarzałej wersji leku.
– To nie jest cofnięcie się do tej wersji sprzed dekady, to jest cały czas aktualna szczepionka, wręcz przeciwnie, aktualniejsza od zeszłego roku, bo dopasowana do tej linii wirusa, która aktualnie krąży w środowisku i którą mamy szansę się zarazić – wyjaśnia dr Ziółkowska.
Zmiany w aptekach: Nowe nazwy handlowe i kody GTIN
Dla farmaceutów i właścicieli aptek nowa rzeczywistość oznacza konkretne wyzwania logistyczne i systemowe. Zmiana technologiczna pociąga za sobą natychmiastową modyfikację nazewnictwa leków. Z nazw handlowych zniknie człon „TETRA” (pochodzący z łaciny i oznaczający czterowalentność). Na opakowaniach zagoszczą tzw. „gołe” nazwy, takie jak Influvac, Vaxigrip czy Efluelda (w przypadku szczepionki wysokodawkowej). Warto zaznaczyć, iż reforma ta dotyczy bezwzględnie wszystkich szczepionek obecnych na rynku, zarówno standardowych, jak i wysokodawkowych.
Jednak zmiana wizualna to nie wszystko. Kluczową informacją techniczną dla personelu aptecznego jest zmiana numerów EAN, określanych w tej chwili powszechnie jako kody GTIN.
-
Tworzenie nowych kart w systemie: Gdy do aptek trafią pierwsze jesienne dostawy szczepionek, farmaceuci muszą bezwzględnie pamiętać o założeniu zupełnie nowej karty produktu w systemie aptecznym.
-
Ryzyko odmowy refundacji: Zmiana kodu GTIN oznacza, iż próba „podpięcia” nowego towaru pod starą, ubiegłoroczną kartę szczepionki czterowalentnej uniemożliwi poprawne rozliczenie refundacji z NFZ.
Jak skutecznie rozmawiać z pacjentem?
Właściwa komunikacja z pacjentem to klucz do utrzymania wysokiej wyszczepialności. Dr Ziółkowska rekomenduje stosowanie jasnych, zwięzłych komunikatów zamiast rozbudowanych, skomplikowanych wywodów medycznych, w których pacjenci łatwo tracą wątek.
Komunikat kierowany do pacjenta powinien opierać się na kilku fundamentalnych filarach:
-
Szczepionka jest w pełni bezpieczna i równie skuteczna jak w poprzednich latach.
-
Jej skład odpowiada najnowszym wytycznym WHO i jest zaktualizowany do aktualnych realiów epidemiologicznych.
-
Szczepienie musi być powtarzane cyklicznie co roku – odporność zaszczepiona np. dekadę temu nie chroni przed zakażeniem w obecnym sezonie.
Niezwykle istotne jest także uświadamianie pacjentom realnego celu szczepień przeciw grypie. Choć szczepionka wykazuje mniejszą skuteczność w całkowitym zapobieganiu zachorowaniu na grypę, to jej głównym zadaniem jest ochrona przed ciężkimi powikłaniami oraz hospitalizacją.
Uniknięcie pobytu w szpitalu ma najważniejsze znaczenie zwłaszcza w dwóch skrajnych grupach wiekowych:
-
Najmłodsi pacjenci: Hospitalizacja kilkumiesięcznych dzieci wiąże się z gigantycznym stresem dla rodziców, koniecznością stosowania leków drogą dożylną oraz wsparcia oddechowego, co u matek nierzadko kończy się zaburzeniami laktacji.
-
Seniorzy (osoby starsze): W grupie geriatrycznej choćby kilkudniowe unieruchomienie w łóżku szpitalnym potrafi wywołać trwałe, nieodwracalne pogorszenie stanu ogólnego – pacjenci po hospitalizacji często nie wracają już do pełnej sprawności fizycznej ani intelektualnej. Warto przypomnieć, iż osoby powyżej 65. roku życia mają w Polsce zapewnione szczepionki całkowicie bezpłatnie.
Dlaczego warto szczepić się także zimą?
Tradycyjnie zaleca się przyjmowanie szczepionek w okresie jesiennym – we wrześniu i październiku, a w określonych przypadkach (np. u kobiet w ciąży, by zapewnić ochronę w okresie połogu) choćby w sierpniu. Jednak powszechnym błędem opinii publicznej jest przekonanie, iż jeżeli ktoś nie zdążył zaszczepić się do listopada, to w kolejnych miesiącach nie ma to już sensu.
Tymczasem statystyki pokazują, iż szczyt zachorowań na grypę w Polsce przypada na najzimniejsze miesiące roku: styczeń, luty oraz marzec. Sezon grypowy ulega wyraźnemu rozciągnięciu i trwa aż do kwietnia. Na podstawie praktyki w przychodni POZ dr Ziółkowska wskazuje wręcz na występowanie dwóch wyraźnych szczytów infekcyjnych.
– Pierwszy szczyt to jest taki początek stycznia, czasami grudzień i to chyba wiąże się z tym zaostrzonym okresem spotkań rodzinnych, wigilijnych, sylwestrowych, kiedy faktycznie wymieniamy się wirusami i następuje taka dość duża migracja na terytorium Polski (…). No i plus właśnie to ocieplenie kolejne, czyli ten marzec, kwiecień to jest taki drugi wysyp przynajmniej z takich obserwacji sezonowych u nas w przychodni – wyjaśnia lekarka.
Dzięki upowszechnieniu testów diagnostycznych typu Combo (np. 5 w 1, 6 w 1) lekarze dokładnie widzą, jak w populacji krążą poszczególne typy wirusa. Bardzo często wirus typu A uaktywnia się wcześniej (w listopadzie lub grudniu), podczas gdy typ B uderza pod koniec sezonu – w marcu lub kwietniu. Zdarzają się pacjenci, którzy w jednym sezonie chorują dwukrotnie – najpierw na typ A, a potem na typ B. To dobitnie potwierdza, iż szczepienie ma głęboki sens medyczny również w styczniu czy lutym.
Apteczne punkty szczepień – wsparcie, a nie konkurencja dla POZ
Polska infrastruktura szczepienna stale się rozwija. Obecnie funkcjonuje około 2100 aptecznych punktów szczepień. Uprawnienia do kwalifikacji i wykonywania iniekcji posiada już około 12 tysięcy farmaceutów. Aktywnie korzysta z nich około 3600 osób, co pokazuje olbrzymi potencjał do dalszego wzrostu.
Z perspektywy lekarza POZ, działalność aptek w tym zakresie nie jest postrzegana jako konkurencja. Sylwia Ziółkowska przekonuje, iż to nieocenione wsparcie w najtrudniejszym okresie roku. W sezonie jesienno-zimowym przychodnie lekarskie przeżywają ogromne oblężenie. Do rutynowej opieki nad pacjentami przewlekłymi dochodzą nagłe infekcje oraz zaostrzenia takich chorób jak POChP czy astma. Przejęcie części ciężaru szczepień przez apteki znacząco odciąża lekarzy i pielęgniarki.
Dodatkowo, apteki posiadają gigantyczną przewagę sanitarno-epidemiologiczną nad tradycyjnymi przychodniami dla dorosłych. W POZ – w przeciwieństwie do pediatrii – rzadko udaje się technicznie i lokalowo rozdzielić dorosłych pacjentów chorych od zdrowych. W efekcie zdrowy senior, przychodząc na szczepienie, spędza kilkadziesiąt minut w poczekalni obok osób silnie infekujących. To tam dochodzi do przypadkowych zakażeń, które pacjenci później błędnie interpretują jako skutek uboczny szczepienia.
W aptekach pacjenci są zwykle umawiani na konkretną godzinę. Nie ma klasycznych poczekalni, a pacjent niemal natychmiast trafia do wydzielonego gabinetu, co minimalizuje ryzyko kontaktu z patogenami.
Wykonywanie szczepień w aptece to dla farmaceutów nie tylko dodatkowy obowiązek. To też szansa na przełamanie zawodowej rutyny i podjęcie nowych wyzwań. Praca w wydzielonym gabinecie, z dala od pośpiechu przy „pierwszym stole” i presji kolejki, pozwala na zbudowanie zupełnie nowej, głębszej relacji z pacjentem. Przeprowadzenie spokojnego wywiadu i bezpośrednia rozmowa budują zaufanie. A to w czasach powszechnej dezinformacji medycznej jest kluczowe, aby pacjent czuł, iż system ochrony zdrowia działa wyłącznie dla jego dobra.













