
Rekordowa zbiórka na rzecz dzieci chorych na raka to bez wątpienia powód do wzruszenia i dumy. Ponad 257 mln zł zebranych w kilka dni pokazuje skalę społecznej mobilizacji, jakiej dotąd nie było ani w Polsce, ani na świecie. Jednak obok zachwytu pojawia się pytanie, które nie daje spokoju: dlaczego takie akcje są dziś aż tak potrzebne?
Coraz częściej to nie system, ale społeczeństwo bierze na siebie ciężar walki o zdrowie pacjentów. Oddolne inicjatywy – jak wspomniany „Diss na raka” czy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – stają się realnym wsparciem dla pacjentów, a czasem wręcz warunkiem dostępu do leczenia. Nie wszyscy chcą pogodzić się z tym, iż tego typu działania zaczynają pełnić rolę erzacu sprawnie działającej ochrony zdrowia.
Z jednej strony mamy ogromną społeczną solidarność, zdolność do szybkiego reagowania i autentyczne zaangażowanie setek tysięcy ludzi. Z drugiej – „system zrzutkowy”, który nie nadąża za tempem zmian w medycynie, rosnącymi kosztami terapii i potrzebami pacjentów onkologicznych. Doszliśmy do momentu, w którym rak wyprzedził system, musimy więc posiłkować się inicjatywami społecznymi, żeby go dogonić.
Problem w tym, iż taka sytuacja – choć chwilowo skuteczna – nie może być docelowym modelem opieki zdrowotnej. Choć zbiórki ratują pacjentów, nie zastąpią przewidywalnego i stabilnego dostępu do leczenia dla wszystkich, którzy go potrzebują. System ochrony zdrowia nie może działać według logiki zasięgów i poruszeń – jego fundamentem powinna być równość, a nie siła oddziaływania konkretnej historii i charyzma młodego youtubera.
Ewa Podsiadły-Natorska











![Czas na wycieczkę do Bronowic. Wiśnie już kwitną [zdjęcia, video]](https://krknews.pl/wp-content/uploads/2026/04/wisnie-1.jpg)
![Kościół–UFO w Tychach i niedokończona wizja Jerzego Nowosielskiego [FOTOREPORTAŻ]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/04/DSC_2133.jpg)


