Jak uzasadnił sędzia Robert Grześ, decyzja zapadła w oparciu o opinie biegłych psychiatrów. Specjaliści stwierdzili, iż u Zbigniewa G. doszło do poważnego zakłócenia czynności psychicznych. Oznacza to, iż mężczyzna miał w znacznym stopniu ograniczoną zdolność rozpoznania znaczenia swojego czynu i nie był w stanie kierować własnym postępowaniem.
Ustalenia ekspertów były zgodne z materiałem dowodowym, w tym z relacjami świadków, którzy już wcześniej zauważali wyraźne zmiany w zachowaniu oskarżonego.
Podczas śledztwa i procesu mężczyzna przyznał się do zabicia żony. Zadał jej około 60 ciosów nożem, jednak nie potrafił wyjaśnić powodów swojego działania. Na sali sądowej przepraszał syna i płakał.
Rodzina oraz współpracownicy opisywali, iż przed tragedią zachowywał się inaczej niż dotąd — miał problemy ze snem i jedzeniem, twierdził, iż traci kontrolę nad sobą i nie pamięta swoich działań. Jednocześnie świadkowie podkreślali, iż małżeństwo było zgodne i nie istniał konflikt mogący stanowić motyw zbrodni.
Obrona wskazywała, iż przyczyną tragedii była choroba psychiczna, a nie świadoma decyzja.
Po umorzeniu postępowania sąd zdecydował o uchyleniu aresztu. Oskarżony nie trafi jednak do zakładu psychiatrycznego — biegli uznali, iż nie stwarza wysokiego ryzyka ponownego popełnienia podobnego czynu. Zobowiązano go natomiast do leczenia ambulatoryjnego na wolności.
Orzeczenie nie jest prawomocne. Prokuratura domagała się kary 20 lat więzienia i prawdopodobnie złoży apelację.














