Utknęliśmy w klinczu – z jednej strony rynkowe spowolnienie i słabsza konsumpcja, a z drugiej wyższe koszty, jawność wynagrodzeń i najwyższy od pandemii skok bezrobocia, za który płacimy poczuciem niestabilności. Polacy intuicyjnie czują zbliżający się kryzys i tną wydatki na letnie urlopy. To już koniec wzorcowego wzrostu?