Okiem naczelnego: Posłuchajmy ich, póki jeszcze są

razemztoba.pl 9 godzin temu

1 sierpnia – jak co roku – o godzinie 17:00 Warszawa zatrzymuje się na minutę. Rozlegają się syreny, ludzie wychodzą z samochodów, stają na chodnikach, pochylają głowy. Przez chwilę wszyscy pamiętamy. W mediach pojawiają się biało-czerwone grafiki, politycy składają wieńce, a w przemówieniach wielokrotnie padają słowa: bohaterstwo, pamięć, wolność, poświęcenie i szacunek.

Tylko iż prawdziwy szacunek zaczyna się dopiero wtedy, gdy kończą się przemówienia a o tym, polsko-polskie piekiełko mam wrażenie coraz cześciej zdaje się zapominać.

Powstańców Warszawskich jest coraz mniej. Od rozpoczęcia walk minęły już 82 lata. Ci, którzy w sierpniu 1944 roku byli młodymi żołnierzami, sanitariuszkami, łączniczkami albo dziećmi pomagającymi dorosłym, dzisiaj są ludźmi w bardzo podeszłym wieku. Nie ma miesiąca, byśmy nie słyszeli, iż odchodzą kolejni świadkowie tamtych wydarzeń. Muzeum Powstania Warszawskiego regularnie publikuje informacje o kolejnych bohaterach odchodzących na wieczną wartę.

Nieubłagalnie nadchodzi dzień, kiedy nie będzie już kogo zapytać, jak naprawdę wyglądało życie pod ostrzałem i jak “pachniała” płonąca Warszawa. Nie usłyszymy już niebawem, co czuł nastolatek, który zamiast tornistra niósł broń albo meldunek a także tego, jak żyło się bez wody, jedzenia i pewności, czy za kilka minut dom jeszcze będzie stał. Zdajemy sobie sprawę z tego, iż tego nie zastąpi najlepszy podręcznik, film, muzealna wystawa ani rocznicowy koncert?

Możemy przeczytać, iż Powstanie Warszawskie trwało 63 dni, iż zginęło około 18 tysięcy powstańców i ogromna liczba cywilów. Możemy analizować decyzje dowódców, sytuację polityczną, zachowanie Sowietów i bezczynność aliantów a także spierać się, czy powstanie powinno wybuchnąć. ale tylko ludzie, którzy tam byli, mogą opowiedzieć o tym, czego nie ma w tabelach, datach i wojskowych raportach.

Dlatego właśnie dzisiaj powinniśmy ich nie tylko wspominać, ale także jesli nie przede wszystkim słuchać. Otaczać możliwie najlepszą opieką, interesować się ich codziennością, zdrowiem i potrzebami. I co chyba najważniejsze, nie traktować ich jak pięknej dekoracji obchodów, którą raz w roku sadza się w pierwszym rzędzie, pokazuje w telewizji, a później odkłada na bok do kolejnego sierpnia.

I tutaj wraca ubiegłoroczny spór dotyczący koncertu „Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki”. W lipcu 2025 roku grupa żyjących uczestników Powstania Warszawskiego wystosowała apel do Telewizji Polskiej i Muzeum Powstania Warszawskiego, prosząc w nim, aby wspomniany koncert jak co roku, poprowadził Tomasz Wolny. Pod apelem znalazło się 20 podpisów. Powstańcy nazywali dziennikarza swoim wieloletnim druhem i przyjacielem, a dla części z nich niemal przybranym wnukiem. Wolny prowadził to wydarzenie przez kilka lat, między innymi w 2022 i 2023 roku.

Można Tomasza Wolnego lubić albo nie. Można zgadzać się z jego poglądami, krytykować jego wcześniejszą pracę w Telewizji Polskiej albo uważać go za dziennikarza związanego z konkretną stroną politycznego sporu. Tylko co to wszystko ma do rzeczy, skoro o jego obecność prosili sami Powstańcy? I nie ważne ilu ich było, powinno sie ich prośbę uszanować. Nie domagali się przecież prowadzącego polityczną debatę. Nie wskazywali kandydata do zarządu telewizji, prosili tylko o człowieka, którego znali, któremu ufali i który przez lata utrzymywał z nimi osobiste relacje.

Ostatecznie koncert w 2025 roku poprowadzili Justyna Dżbik-Kluge i Robert Stockinger. Taką decyzję oficjalnie ogłosiła Telewizja Polska. Stoję w przekonaniu, iż zarówno pani Justyna jak i pan Robert są tutaj niczemu winni. Przyjęli zawodowe zlecenie i wykonali swoją pracę. Problem leżał jednak gdzie indziej. Chodziło o odpowiedź na bardzo proste pytanie: czy podczas uroczystości organizowanej ku czci Powstańców ich zdanie cokolwiek jeszcze znaczy? Bo o ile organizatorzy mówią Powstańcom: „To wydarzenie jest dla Was”, a jednocześnie nie uwzględniają ich wyraźnej prośby, rodzi się poważna sprzeczność. Jeszcze gorzej, gdy według publicznych relacji Tomasza Wolnego apel nie doczekał się choćby bezpośredniej odpowiedzi.

Można było odmówić. Można było zaprosić przedstawicieli Powstańców na rozmowę. Można było wyjaśnić powody decyzji, zaproponować inne rozwiązanie albo poprosić Tomasza Wolnego o udział w innej roli. Można było zrobić cokolwiek, co pokazałoby, iż głos tych ludzi został usłyszany i potraktowany poważnie. Tymczasem wybrano obojętność i mam wrażenie, iż doszło do sytuacji, w której to instytucja jaką jest TVP stwierdziła, iż wie lepiej od bohaterów, jak należy oddawać im hołd.

Czy powinno do takiej sytuacji dojść? Oczywiście , iż nie. Nie powinniśmy doprowadzać do sytuacji, w której Powstańcy stają się potrzebni tylko wtedy, gdy trzeba ich posadzić przed kamerą, uścisnąć im rękę i zrobić zdjęcie do mediów społecznościowych. Nie mogą być żywymi rekwizytami naszej polityki historycznej. To ludzie, którzy przez cały czas mają swoje zdanie, emocje, sympatie, potrzeby i prawo do tego, żeby zostać wysłuchani. Szczególnie iż historia lubi wystawiać nam – “słuchaczom” rachunki dopiero po czasie.

Szczeólnie młodzi ludzie często zaczynają naprawdę interesować się historią swojej rodziny, sąsiadów czy najbliższego otoczenia dopiero wtedy, gdy zabraknie babci, dziadka, pradziadka czy cioci, wujka, sąsiada. Wtedy nagle pojawiają się pytania. Gdzie walczył? Co przeżył? Dlaczego nigdy o tym nie mówił? Kim byli ludzie na starych fotografiach? Co oznaczał ten medal schowany w szufladzie? Tyle iż nie ma już komu odpowiedzieć.

Zostają dokumenty, pożółkłe zdjęcia, kilka zdań zapisanych na odwrocie fotografii i żal, iż świadek historii był przez lata na wyciągnięcie ręki, a my nie znaleźliśmy godziny, żeby spokojnie usiąść i go posłuchać.

Ten sam błąd popełniamy dziś jako społeczeństwo. Wciąż możemy spotkać uczestników Powstania Warszawskiego. Wciąż możemy usłyszeć ich głos, zapisać wspomnienia, zapytać nie tylko o walkę, ale także o strach, przyjaźń, miłość, utratę bliskich i życie po wojnie. Możemy dowiedzieć się, jak patrzą na współczesną Polskę, wolność i patriotyzm. Stąd wielki ukłon w kierunku mediów, które tego dnia niemal oddają ramówkę świadectwom tychże osób i pozwalają byśmy mogli słuchać tego co mają do powiedzenia.

Nie musimy zgadzać się z każdym zdaniem Powstańców. Szacunek nie oznacza bezkrytycznego przyjmowania wszystkiego, co mówią, ale oznacza gotowość do słuchania, szczególnie w tych trudnych czasach w jakich przyszło nam żyć, gdy za naszą granicą trwa wojna, a słowa takie jak okupacja, alarm, schron i bombardowanie ponownie przestały być wyłącznie pojęciami z podręczników a stały się czymś realnym. Czego mieliśmy dowód w minionym tygodniu.

Oni – Powstańcy wiedzą, jak gwałtownie spokojne życie może zamienić się w walkę o przetrwanie. Wiedzą, ile kosztują wielkie decyzje podejmowane ponad głowami zwykłych ludzi, jak również – jak nie przede wszystkim, mają świadomość, iż wolność nie jest czymś danym raz na zawsze.

Stąd też, 1 sierpnia nie wystarczy zatrzymać się na minutę. Wtenczas powinniśmy zatrzymać się przy nich na dłużej choćby jeżeli powiedzą coś niewygodnego dla jednej albo drugiej strony politycznego sporu. Bo jak już się rzekło nadejdzie taki 1 sierpnia, kiedy na uroczystościach nie będzie już żadnego uczestnika Powstania Warszawskiego. Zostaną nam wtenczas już tylko syreny, pomniki, koncerty, transmisje i piękne słowa. I obyśmy nie zrozumieli dopiero wtedy, iż największym skarbem nie były rocznicowe widowiska, ale ludzie, których mieliśmy obok siebie. Ludzie, których mogliśmy słuchać, ale zbyt często woleliśmy mówić za nich.

Idź do oryginalnego materiału