Żyjemy w czasach, w których granica między prawdą a fikcją coraz częściej się rozmywa. Obrazy generowane przez algorytmy, syntetyczne głosy i cyfrowe postacie przestały już kogokolwiek dziwić. Dopóki pozostają elementem rozrywki albo eksperymentów artystycznych, trudno mówić o realnych konsekwencjach. Problem zaczyna się wtedy, gdy sztuczna inteligencja "zakłada" biały fartuch, zaczyna udzielać porad zdrowotnych i sprzedawać medykamenty. A właśnie z taką sytuacją mieliśmy do czynienia na Instagramie.
REKLAMA
Zobacz wideo "Prawdziwych przyjaciół poznaje się w sukcesie". Anastazja Kuś w "Z bliska"
Fałszywy lekarz i bardzo konkretne obietnice. Wiele osób obserwowało go w sieci
Profil dr Adriana Halewskiego przez długi czas wyglądał jak jeden z wielu eksperckich kont zdrowotnych na Instagramie. Biały fartuch, spokojny ton, krótkie filmy nagrywane w gabinetowym anturażu. Każde nagranie opierało się na podobnym schemacie. Ckliwa historia pacjenta z poważnym problemem zdrowotnym, brak efektów klasycznego leczenia i nagła poprawa po zastosowaniu jednego suplementu diety - shilajitu, znanego też jako mumio. W opowieściach pojawiały się choroby przewlekłe, bezpłodność, problemy ze wzrokiem, długotrwałe zmęczenie. Zawsze z tym samym finałem: prosty środek i spektakularna poprawa.
Skala była imponująca. Zanim konto zniknęło z polskiej platformy, obserwowało je ponad 100 tys. użytkowników. Pod filmami pojawiały się setki komentarzy, w których internauci pytali o możliwość stosowania suplementu po chemioterapii, przy jaskrze czy innych poważnych schorzeniach. Algorytmy podsuwały treści osobom szukającym informacji zdrowotnych, a przekaz trafiał dokładnie tam, gdzie był najbardziej podatny grunt. Tam, gdzie wielu nie widziało już nadziei. Nie wiadomo jednak, jak wiele osób faktycznie sięgnęło po promowany suplement.
Wątpliwości zaczęły się wtedy, gdy influencerki Paulina Górska i Justyna Nater zwróciły uwagę na nienaturalne detale nagrań. Brak mrugania, nielogiczne światło, sztywność mimiki. Po sprawdzeniu okazało się, iż dr Adrian Halewski nie figuruje w Centralnym Rejestrze Lekarzy. Analizy narzędzi do wykrywania deepfake'ów potwierdziły, iż wizerunek został wygenerowany przez sztuczną inteligencję. Sprawę szczegółowo opisał serwis demagog.org, który wskazał, iż to nie jednostkowy przypadek, a element większej operacji.
Fałszywy lekarz nie funkcjonował bowiem wyłącznie w polskiej wersji językowej. Równolegle powstawały niemal identyczne profile prowadzone po angielsku, włosku i niemiecku, które kierowały użytkowników do tej samej oferty sprzedaży suplementu. Część z nich została już usunięta, jednak co najmniej jedno konto przez cały czas pozostaje aktywne i gromadzi kolejnych obserwujących. Za sprzedażą produktu stoi marka Wellness Nest, powiązana z firmą deklarującą rejestrację w USA, której dane od początku budziły wątpliwości. Całość układa się w spójny, międzynarodowy mechanizm, w którym algorytmy mediów społecznościowych, wykreowany autorytet i marketing działają równolegle, wzmacniając ten sam przekaz.
Jak sprawdzić wiarygodność lekarza? Wystarczy kilka kliknięć myszką, by zdemaskować AI
Każdy lekarz wykonujący zawód w Polsce musi figurować w Centralnym Rejestrze Lekarzy Naczelnej Izby Lekarskiej, który jest publicznie dostępny online. Brak nazwiska w tej bazie to jasny sygnał ostrzegawczy, niezależnie od liczby obserwujących czy jakości nagrań. Warto też sprawdzić, czy dana osoba jest powiązana z realną placówką medyczną, gabinetem lub uczelnią, a nie istnieje wyłącznie jako profil w mediach społecznościowych.
Drugim elementem jest treść przekazu. Gdy ktoś obiecuje szybkie i uniwersalne rozwiązanie na wiele poważnych problemów zdrowotnych, powinna zapalić się nam czerwona lampka. Medycyna rzadko działa na zasadzie jednego środka na wszystko. Suplementy diety nie leczą chorób, a przypisywanie im takich adekwatności jest w Polsce niezgodne z prawem. Warto zwracać uwagę na język emocji, historie "cudownych przypadków" i brak odwołań do konkretnych badań czy źródeł.
Trzecia sprawa to forma. Materiały generowane przez AI często zdradzają się detalami. Nienaturalna mimika, brak mrugania, dziwne cienie, głos pozbawiony emocjonalnych niuansów. Dla niewprawnego oka mogą być niemal niewidoczne, ale w połączeniu z brakiem realnych danych o autorze tworzą pełny obraz ryzyka. W świecie, w którym technologia coraz lepiej potrafi udawać człowieka, zdrowy sceptycyzm staje się jednym z ważniejszych narzędzi ochrony. Czy sprawdzasz lekarzy, których znajdujesz w internecie? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.









