Justyna Wydrzyńska, czyli aktywo-osoba z Aborcyjnego Dream Teamu, znana z tego, iż lubi wysyłać obcym kobietom leki bez choćby próby dowiedzenia się, czy te leki tym kobietom nie zaszkodzą (widocznie życia kobiety nie szkoda, jeżeli przy okazji można zabić nienarodzone dziecko), udostępniła nagranie, po którym doznałam autentycznego szoku. Na wstępie zaznaczę, iż nie wiem, czy pani Justyna mówi tam prawdę, bo z prawdomównością jest jej po drodze mniej więcej tak, jak Donaldowi Tuskowi. Oboje z objazdówki korzystają. W każdym razie rzekomo zadzwoniła do nich kobieta w ciąży bliźniaczej, a one, rzecz jasna, rzuciły się pomóc.
Szkopuł polega na tym, iż ta kobieta nie była ofiarą gwałtu, ciąża nie zagrażała jej życiu, oboje dzieci rozwijało się prawidłowo. Nie była również w jakiejś dramatycznie złej sytuacji finansowej, miała męża, wszystko było w porządku. Ciąża była chciana i planowana. Tylko pojawił się jeden szkopuł – bo miało urodzić się jedno dziecko, a ciąża była bliźniacza. Zresztą oddajmy głos pani Justynie:
Zadzwoniła do nas osoba w 10. tygodniu ciąży, ciąży bliźniaczej (…). Ponieważ my nigdy nie pytamy o powód aborcji, to ten powód gdzieś tam pojawia się w toku. No i wyszło, iż ta osoba jest w chcianej ciąży, planowanej, ale ponieważ jest to ciąża bliźniacza, to ich trochę zaskoczyło jako parę. Oni nie planowali, nigdy nie myśleli, żeby mieć dwójkę dzieci, zamiast jednego, to tak naprawdę ich pierwszym pomysłem była aborcja selektywna.
Przepraszam bardzo, ale to jest bawienie się w Boga. Chciałabym wiedzieć, na jakiej zasadzie ci państwo i panie aktywistki wybierają sobie, które z dwójki zdrowych dzieci ma przeżyć? Na jakiej zasadzie? Pierwsze, co mi przychodzi do głowy, to płeć, bo istnieje wiele krajów, w których wielu ludzi decydowało się abortować dziewczynki, a chłopców już nie (z tym panie feministki nie mają problemu), ale nie wiem, czy była to ciąża dwujajowa, bo tylko w takiej istnieje szansa na dzieci obojga płci. Wiele durnych argumentów za aborcją już słyszałam – bo za małe mieszkanie, bo mam w nim psa, bo robię karierę, malując paznokietki, więc nie mam czasu. Żaden z tych powodów nie jest dla mnie wystarczający, żeby odebrać drugiemu człowiekowi życie, ale tutaj włosy mi dęba na głowie stanęły. A mam dosyć długie, więc musiałam wyglądać idiotycznie. Przepraszam za durne żarty, ale mam tak, iż jak mnie krew zalewa, to próbuje się od tego w ten sposób dystansować, żeby mnie nie zalała do końca. Moje pytanie jest jednak jak najbardziej poważne – w jaki sposób ta kobieta zdecydowała, które dziecko urodzić, otoczyć matczyną miłością, wychować, zapewnić mu dom, ciepło, edukację i bezpieczeństwo, a które zabić i wyrzucić do kosza? I czy taka mamusia powie kiedyś temu dziecku, iż zdecydowała się to zrobić jego braciszkowi/siostrzyczce? Bardzo chciałabym wiedzieć, może udałoby mi się zrozumieć. W jaki sposób ona chce WYSELEKCJONOWAĆ jedno z dzieci do życia, a drugie do śmierci? A to jedno słowo napisałam dużymi literami, bo selekcja ludzi nie kojarzy mi się najlepiej.
Później pani Justyna tłumaczyła, iż są kraje w Europie, w których takie aborcje są możliwe i one dały tej kobiecie takie rozwiązanie. Rozwiązujemy problem poprzez zabijanie ludzi, genialne. Niech głodni zjedzą bezdomnych i rozwiążemy za jednym zamachem problem głodu i bezdomności! I tutaj może zamieszczę dalszy ciąg tej wypowiedzi, bo po jej wysłuchaniu nie wiem nawet, czy krew mnie dalej zalewała, czy przeciwnie – już mi ją w żyłach zmroziło.
Nigdy nie dowiedziałabym się tych informacji od żadnego lekarza, ginekologa, położnika (…), ponieważ ci lekarze najprawdopodobniej nie posiadają tych informacji, a choćby o ile posiadają, to one są niedokładne i przez cały czas taka osoba musi samodzielnie wyszukiwać je. A my DAJEMY JE NA TACY.
Dają na tacy. Chcecie zabić dziecko – proszę bardzo. Dajemy wam na tacy taką możliwość. Pani Justynko, a ja bym chciała zabić sąsiada, bo w sobotę mnie obudził, kosząc trawnik nad ranem. I jego psa, bo szczekał. Pomoże mi pani? Można zabijać ludzi za to, iż koszą trawniki i psy za to, iż szczekają? Nie można? To dlaczego można zabijać życie ludzkie za to, iż powstało? Te dzieci się same na świat nie pchały. Te dzieci zostały spłodzone, bo ktoś się na nie zgodził i w pełni świadomie zaplanował. A iż wyszła dwójka, a nie to jedno, jedyne, upragnione i ukochane? Czasami się tak zdarza. I trzeba to brać pod uwagę, jeżeli planuje się potomstwo. Tak samo, jak trzeba brać pod uwagę, iż jeżeli uprawia się seks, to można zajść w ciążę. Wiem, iż ciężko to pojąć, ale tak działa biologia. I wyczuwam u pani Justyny pewien niesmak, iż są lekarze, którzy przestrzegają polskiego prawa. Bo powinni być tylko tacy, którzy nie przestrzegają. Ale dobra, lećmy dalej:
Poprawiamy życie osób, które żyją w tym kraju; poprawiamy ich komfort poprzez pomoc, nie tylko informacyjną. Czasami realną, fizyczną, rzeczywistą.
I w tych dwóch zdaniach mieści się cała obłuda tego feministyczno-aborcyjnego środowiska. Bo ta pani wprost przyznaje, iż chodzi o… komfort. Dlatego mierzi mnie za każdym razem, kiedy pro-aborcjonistki krzyczą o gwałtach, życiu matek czy zdeformowanym płodzie, skoro tutaj pani Wydrzyńska podała nam NA TACY, iż chodzi o komfort. Pomijam już fakt, iż pani Justyna przyznaje się (NA TACY), iż uczestniczy w aborcyjnym procederze, który jest w Polsce nielegalny, poza określonymi przypadkami. Teoretycznie, niestety, jak widać. Przepraszam, iż tak często używam tego zwrotu, ale zamiotło mnie ono pod dywan. NA TACY PODAJEMY, jak zabić człowieka. Kosmos. OK, już nie będę…
Nie chcę debatować, czy taka aborcja jest bezpieczna dla tego drugiego dziecka. Tego, którego nie zabijamy. Tego chcianego i kochanego. Nie znam się na tym i – szczerze pisząc – nie chcę się znać. Napiszę tylko tyle – choruję na dystrofię mięśniowo-miotoniczną II stopnia. Jeszcze parę lat temu można było ludzi z tą chorobą – zabijać w łonie matki. A czy ja coś komuś złego zrobiłam? Ludzi nie zabijam, lasów nie podpalam, nie kradnę. Przyjdźcie i powiedzcie mi w twarz, dlaczego można mnie było zabić, zanim się urodziłam? Być może dlatego, iż jestem starą konserwą, ale to akurat nie wynika z mojej dystrofii. Mocno mnie to ruszyło, bo dowiedziałam się o tej chorobie, kiedy taka aborcja jeszcze była legalna – i jedyne rady, dotyczące ewentualnej ciąży, jakie wtedy otrzymywałam to te o… aborcji. Nikt mi nie tłumaczył, jaką rehabilitację zaplanować dla dziecka, jeżeli się urodzi. Jakie ćwiczenia wykonywać z nim w domu. Nic. Dostałam tylko ulotki, gdzie w tamtym czasie mogłabym dokonać aborcji.
I tak na sam koniec: bardzo uprzejmie proszę wszystkich popierających aborcję, żeby nie pisali, iż ludzki płód nie jest człowiekiem. Bo, jeżeli da się temu płodowi możliwość urodzenia się, to wiecie co? Powstanie z tego człowiek. Nie słoń, nie kotek, nie piesek, choćby nie hulajnoga ani piłka. To jest nienarodzony człowiek. A te wszystkie pierdolety o gwałtach, zdeformowanych płodach czy zdrowiu matki możecie sobie włożyć między bajki, bo pani Justyna wprost powiedziała, iż chodzi o komfort.
M.
P.S.: Na zdjęciu jest pani Kotula, nie pani Wydrzyńska. Nie chcę zamieszczać tutaj zdjęć, do których nie mam praw autorskich, więc udostępniam takie, które są ogólnodostępne. Jako iż takich zdjęć pani Wydrzyńskiej nie było, wrzuciłam zdjęcie Kotuli, trzymającej plakat Justyny, bo akurat ją wspierała za szmuglowanie leków.















