W poniedziałek, 26 stycznia, około godziny 21.30, w jednym z mieszkań w Ustce cztery dorosłe osoby zasiadły przy stole. Nadszedł czas ferii, więc córka z mężem i dwojgiem dzieci odwiedziła swoich rodziców. Wieczór, jak zawsze, przebiegał w miłej, rodzinnej atmosferze.
Grano w tysiąca i rozmawiano, a dzieci zajęte były sobą. W pewnym momencie 44-letni mężczyzna, mąż i ojciec, wstał od stołu. Odszedł do kuchni. Po chwili wrócił z nożem w ręku. Bez zapowiedzi zaatakował domowników.
Zginęła jego czteroletnia córka. Mimo natychmiastowej reanimacji dziecka nie udało się uratować. Ranni zostali żona, syn oraz teściowie. Wszyscy trafili do szpitali. Napastnik został obezwładniony na miejscu i zatrzymany przez policję.
Jak wynika z relacji publikowanych przez lokalne portale, to sąsiedzi jako pierwsi usłyszeli krzyki i płacz dzieci. Jeden z mieszkańców mówił reporterom, iż hałasy były tak intensywne, iż od razu było jasne, iż nie chodzi o zwykłą domową sprzeczkę. Kilka osób próbowało dostać się do mieszkania, ale drzwi były zamknięte i nikt nie reagował. To oni wezwali policję. Dla mieszkańców osiedla był to szok – rodzina uchodziła za spokojną, niczym się nie wyróżniała, nie sprawiała problemów.
Dopiero później wyszło na jaw, iż sprawcą jest czynny funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa, oficer w stopniu majora, z wieloletnim stażem. Człowiek szkolony do ochrony najważniejszych osób w państwie, mający dostęp do broni, regularnie badany, oceniany, sprawdzany. Według informacji przekazanych przez SOP, przeszedł okresowe badania psychologiczne, nie było wobec niego skarg ani postępowań dyscyplinarnych.
I właśnie w tym miejscu rodzi się pytanie, które w Ustce zadają sobie dziś nie tylko sąsiedzi, ale i eksperci: jak to w ogóle możliwe?
W potocznym myśleniu wciąż funkcjonuje przekonanie, iż wieloletnia służba, szkolenia i testy psychologiczne tworzą rodzaj szczelnej zapory przed przemocą. Tymczasem psychiatria i psychologia kliniczna od dawna mówią coś zupełnie innego.
Profesor Janusz Heitzman, psychiatra sądowy i wieloletni biegły w sprawach najcięższych przestępstw, wielokrotnie podkreślał, iż „nagłe akty przemocy w rodzinie bardzo często nie są wynikiem jednej emocji czy jednego impulsu, ale efektem długotrwałej dekompensacji psychicznej, która pozostaje niewidoczna dla otoczenia”. Człowiek może funkcjonować poprawnie zawodowo, zachowywać kontrolę w pracy, a jednocześnie stopniowo tracić ją w sferze prywatnej.
Badania okresowe w służbach mundurowych nie są diagnozą psychiatryczną. To narzędzie selekcyjne, sprawdzające, czy dana osoba spełnia kryteria do pełnienia określonych zadań w momencie badania. Nie wychwytują one stanów narastających miesiącami: zaburzeń nastroju, ukrytych epizodów depresyjnych, problemów z regulacją emocji czy początków zaburzeń psychotycznych, jeżeli te nie manifestują się wprost.
W literaturze przedmiotu opisuje się zjawisko przemocy bez zapalnika. Amerykański psychiatra James Gilligan, autor klasycznych analiz przemocy rodzinnej i instytucjonalnej, pisał, iż „najbardziej niebezpieczne akty agresji to te, które nie są poprzedzone widocznym konfliktem, ponieważ wynikają z wewnętrznego rozpadu kontroli, a nie z reakcji na bodziec zewnętrzny”. Dla obserwatora z zewnątrz wszystko wygląda normalnie aż do momentu katastrofy.
Służby mundurowe funkcjonują dodatkowo w kulturze silnej presji. Przyznanie się do problemów psychicznych bywa postrzegane jako zagrożenie dla kariery, odsunięcie od zadań, utrata zaufania. To sprzyja maskowaniu objawów i odkładaniu pomocy. Człowiek „trzyma się”, dopóki się nie załamie.
Śledztwo w sprawie Ustki dopiero się rozpoczyna. Biegli psychiatrzy będą musieli odpowiedzieć na najważniejsze pytania: jaki był stan psychiczny sprawcy w chwili czynu, czy doszło do nagłego epizodu chorobowego, czy też do długotrwałego procesu, którego nikt nie zauważył albo nie chciał zauważyć. To potrwa miesiące.
Jedno jednak można powiedzieć już dziś – tragedia nie wydarzyła się „ni stąd, ni zowąd”. To, iż system nie zarejestrował sygnałów ostrzegawczych, nie oznacza, iż ich nie było. Oznacza raczej, iż nasze myślenie o odporności psychicznej wciąż opiera się na micie, a nie na wiedzy medycznej.
W Ustce nie zawiodła jedna osoba i nie jedno badanie. Zawiodło przekonanie, iż profesjonalizm i stopień chronią przed rozpadem psychicznym. A tego nie potrafi zagwarantować żadna instytucja.
Choć nie ma prostych recept na zapobieganie takim tragediom, warto zwracać uwagę na subtelne sygnały napięcia w relacjach rodzinnych i otoczeniu bliskich, nie ignorować zmian w zachowaniu, nie zostawiać problemów emocjonalnych „na później” i tworzyć przestrzeń do rozmowy i wsparcia, zanim kryzys osiągnie punkt krytyczny.
→ Kamil Kozielski
29.01.2026
• foto / źródło: SOP
• czytaj także: „Prezydentowi Dudzie łatwo jest zrobić krzywdę. Wszystko przez jego ochronę”










![Łukowscy kryminalni rozbili narkotykowy proceder [ZDJĘCIA]](https://static2.slowopodlasia.pl/data/articles/xga-4x3-lukowscy-kryminalni-rozbili-narkotykowy-proceder-zdjecia-1769852721.jpg)



