Czym jest totalitaryzm? Myślenie mechanistyczne i formacja mas. „Psychologia totalitaryzmu” Mattiasa Desmeta

instytutsprawobywatelskich.pl 5 dni temu

Totalitaryzm kojarzy się przede wszystkim z nazistowskimi Niemcami, z sowiecką Rosją, z obozami koncentracyjnymi, gułagami. Jest jednym z dogłębniej przeanalizowanych fenomenów – podjęła się tego między innymi Hannah Arendt w „Korzeniach totalitaryzmu”. Wydawać by się mogło, iż wiemy już wszystko, iż nauczeni doświadczeniem, nie dopuścimy więcej do sytuacji, w której wyjątkowe dekrety zastępują prawo, a totalitarne zapędy władz zgaszą pluralizm. Okazuje się, iż nie jest to takie oczywiste, choćby w zachodnich demokracjach.

Totalitaryzm jest o wiele bardziej podstępny od dyktatur, bazujących na prymitywnym mechanizmie psychologicznym, tj. na tworzeniu atmosfery strachu, opartej na brutalnym potencjale reżimu.

W przeciwieństwie do nich bazuje na procesie formacji masowej, będącej swego rodzaju grupową hipnozą, która niszczy etyczną samoświadomość jednostek, pozbawiając je zdolności krytycznego myślenia.

Mattias Desmet, belgijski profesor psychologii klinicznej, dostrzega ten problem. Korzystając z pracy Arendt, rozwija analizę podłoża zjawiska, pokazując, iż przez cały czas jest bardzo niebezpieczne. Co więcej, trafia na niezwykle podatny grunt we współczesnych społeczeństwach.

W swojej książce „Psychologia totalitaryzmu”, Desmet bierze na tapet globalną pandemię, próbując odpowiedzieć na pytania: dlaczego tak łatwo rezygnujemy z naszych wolności, przyzwalając na tłumienie alternatywnych poglądów? Dlaczego nieomal bezkrytycznie podążamy za dominującą narracją kryzysową? Co sprawia, iż formacja mas jest coraz bardziej powszechna? Czy w imię „nauki” zmierzamy po równi pochyłej w kierunku technokratycznego totalitaryzmu?

Myślenie mechanistyczne – podłoże totalitaryzmu

Totalitaryzm nie jest historycznym zbiegiem okoliczności. Według autora „Psychologii totalitaryzmu” stanowi on logiczną konsekwencję myślenia mechanistycznego oraz urojeniowego przekonania o wszechmocy ludzkiego rozumu. Jako taki jest cechą charakterystyczną tradycji oświeceniowej. Zacznijmy jednak od początku.

Oświecenie przyniosło odejście od religii w kierunku rozumu. Człowiek wierzył, iż dzięki jego sile może zmieniać świat – w pewnym sensie rozum zastąpił Boga. Samo w sobie nie było to może złe, ponieważ początkowo nauka była synonimem otwartości, znając swoje ograniczenia.

Była otwarta na jak największą różnorodność idei i myśli, założeń oraz hipotez. Kultywowała wątpliwości i uważała niepewność za cnotę. Fakty mogły „mówić same za siebie”. Nie łączono ich na siłę z daną teorią czy myślą, metaforycznie mówiąc, one same „decydowały”, z jaką teorią lub myślą wolą się połączyć.

Wielcy fizycy pierwszej połowy XX wieku porzucili złudzenie, iż człowiek kiedykolwiek osiągnie pewność. Werner Heisenberg, formułując zasadę nieoznaczoności, wykazał, iż niemożliwe jest jednoznaczne określenie choćby czysto materialnych „faktów”, takich jak położenie cząstek materialnych w czasie i przestrzeni.

Tygodnik Spraw Obywatelskich

Od 2020 roku odkrywamy niewygodne prawdy i nagłaśniamy historie, które mają moc zmieniać Polskę.

Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą

Wielkie umysły, które najsurowiej kierowały się rozumem i faktami, doszły do wniosku, iż ostatecznie istota rzeczy wykracza poza logikę i nie da się jej pojąć.

Wreszcie obraz wszechświata jako martwego i pozbawionego kierownictwa (nieteologicznego) procesu mechanicznego również okazał się naukowo nie do utrzymania. Teoria chaosu wykazała, iż materia nieustannie się organizuje w sposób, którego nie da się wyjaśnić w kategoriach mechanistycznych.

Wszechświat jest obdarzony kierunkiem i wolą. Newton stwierdził to już w XVII wieku: prawa mechaniki mają zastosowanie jedynie do bardzo ograniczonej części rzeczywistości.

Nauka ostatecznie dociera tam, gdzie niegdyś zaczynała się religia – do osobistego kontaktu z Nienazwanym.

Wierne podążanie za rozumem doprowadziło do najwznioślejszego osiągnięcia: wytyczenia własnych granic. Ludzki umysł pogodził się ze swoimi ograniczeniami, uznając, iż ostateczna wiedza leży poza nim samym, zaś nauka w końcu się poddaje, dochodząc do wniosku, iż nie może być dla człowieka zasadą przewodnią.

Według Desmeta, istotą rzeczy są nasze moralne wybory. W centrum tej sprawy nie leży ludzki rozum, ale człowiek jako jednostka dokonująca wyborów etycznych, człowiek w relacji z bliźnim.

Totalitaryzm – pokłosie tradycji oświeceniowej?

Niestety w pewnym momencie drzewo nauki wypuściło gałąź w zupełnie innym kierunku. Opierając się na wielkich osiągnięciach naukowych, niektórzy ludzie przeszli od otwartości umysłu do ideologii, systemu wierzeń i uprzedzeń. Jak łatwo się domyślić, tak rozumiana „nauka” może stać się narzędziem zniewolenia i manipulacji.

Nauka przeszła transformację, tak jak wszystkie ideologie. Początkowo była to narracja, dzięki której mniejszość przeciwstawiała się większości; potem stała się narracją samej większości. W trakcie tej transformacji dyskurs naukowy dostosował się do celów sprzecznych z pierwotnymi.

Umożliwiła manipulowanie masami: promowanie wszelkich produktów („badania pokazują, iż nasze mydło myje najbielej”; dawniej nawet: „palenie papierosów pomaga przy astmie”), szerzenie oszustw („wierzę tylko w statystyki, które sam sfałszowałem” – Winston Churchill) oraz dyskredytowanie innych („każdy, kto wierzy w medycynę alternatywną, jest irracjonalnym głupcem”).

Odbieganie od normy w pozornie tolerancyjnych społeczeństwach Zachodu – problem czy szansa? Weronika Kursa

Co więcej, posłużyła choćby do uzasadnienia segregacji i wykluczenia (brak dostępu do przestrzeni publicznych bez paszportu szczepionkowego – znaku ideologii naukowej). Krótko mówiąc, dyskurs naukowy, podobnie jak każdy dyskurs dominujący, stał się uprzywilejowanym narzędziem oportunizmu, kłamstw, oszustwa, manipulacji i władzy.

Dobrym przykładem obrazującym upadek takiej nauki jest jej kryzys z 2005, znany jako „kryzys rzetelności” (lub inaczej: kryzys replikacji), opisany m.in. przez statystyka Johna Ioannidisa. Wówczas na światło dzienne wyszło wiele poważnych oszustw naukowych.

Zanim jednak do tego doszło, nauka zdążyła oczarować ludzi, a dyscypliny ścisłe zachwycały najbardziej.Proste w swoich zasadach (prawa mechaniki), konkretne w swoim przedmiocie badań (namacalny, widzialny świat) i budzące podziw dzięki praktycznemu zastosowaniu (od silnika parowego po telewizję, od bomby atomowej po Internet).

Taka nauka miała wszystko, by uwieść ludzi. To dzięki niej człowiek podbija kosmos, porusza się szybciej niż dźwięk i może wykonywać zabiegi mikrochirurgiczne. W przeszłości ludzie czekali, aż Bóg dokona cudów, a nauka sprawiła, iż stały się one rzeczywistością (przynajmniej do jakiegoś stopnia).

Jak na ironię, wydaje się, iż w tej chwili ludzie są zaniepokojeni swoim zdrowiem bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Może nic dziwnego, jeżeli cena za wygodę i cywilizacyjne udogodnienia bywa niewyobrażalnie wysoka – przykładem mogą być rakotwórcze związki fluoru w patelniach teflonowych oraz PFAS w płaszczach przeciwdeszczowych…

Człowiek opuścił etap wiary i mógł teraz z powodzeniem polegać na tym, co wiedział. A przynajmniej tak mu się wydawało.

Desmet twierdzi, iż od czasów Oświecenia myślenie mechanistyczne stanowiło Wielką Narrację cywilizacji zachodniej. Zgodnie z tą opowieścią wszystko zaczyna się od Wielkiego Wybuchu, który wprawia w ruch rozszerzający się wszechświat, generując serię zjawisk o rosnącej złożoności. W ten sposób dyskurs naukowy stworzył swój własny mit stworzenia.

Z tej perspektywy cała ludzka podmiotowość staje się nieistotnym produktem ubocznym procesów mechanistycznych. Z kolei nauka z otwartej przestrzeni przekształciła się w ideologię, bazującą na przekonaniu, iż ludzka egzystencja pozbawiona jest sensu – jesteśmy w końcu tylko cząstkami elementarnymi, a wszystkie nasze odczucia można sprowadzić do ruchów tych cząsteczek, oddziałujących na siebie.

Niepokój, samotność, frustracja – składowe formacji mas

To właśnie poczucie braku sensu i wszechobecny niepokój stanowią pożywkę dla totalitaryzmu.

Do tego dochodzi oddzielenie człowieka od człowieka (środki masowego przekazu zastąpiły relacje międzyludzkie), człowieka od natury (sterylne biura, betonowe miasta), istota ludzka zamiast rezonować ze swoim środowiskiem zmienia się w atomizowany podmiot, będący, według Arendt, podstawowym budulcem państwa totalitarnego.

Nie możemy oczywiście nie wspomnieć o industrializacji, zmechanizowanej pracy bez poczucia głębszego sensu, powołania. Praca przekształciła się z uciążliwego, ale z natury rzeczy znaczącego zadania egzystencjalnego w oderwaną od rzeczywistości, utylitarną konieczność.

Mimo tego, iż technika poszła do przodu i teoretycznie moglibyśmy wykonywać całą pracę w ciągu piętnastu godzin tygodniowo, nic takiego się nie zdarzyło. Wręcz przeciwnie – Desmet wskazuje na zjawisko tzw. bullshit jobs, przeważnie administracyjnych stanowisk pozbawionych większego znaczenia. Bezsensowna praca rodzi frustrację.

W wyniku industrializacji, mechanizacji i technologizacji świata zdolności produkcyjne, potęga gospodarcza (poprzez scentralizowany system bankowy) oraz potęga psychologiczna (poprzez środki masowego przekazu) znalazły się w rękach coraz mniejszej liczby osób.

Tradycja oświeceniowa, oddalając się od religii, obiecała ludziom autonomię i wolność, ale w pewnym sensie przyniosła im większe poczucie zależności i bezsilności niż kiedykolwiek wcześniej.

Niebezpieczne formacje masowe

Gdy mamy już do czynienia z człowiekiem odizolowanym od innych, samotnym, pełnym niepokoju i sfrustrowanym – wystarczy tylko podsunąć obiekt frustracji, zagrożenie, by ludzie sami zrezygnowali z wolności, pozwalając na coraz większą kontrolę.

Władze chętnie wykorzystują takie sytuacje (wzmożone kontrole odbierające prywatność po atakach na World Trade Center, odbieranie wolności w trakcie Covid-19, jak np. chorobliwie absurdalny zakaz wchodzenia do lasu, itp.).

W takich warunkach wspomniana formacja mas przebiega wzorowo – ludzie w gruncie rzeczy potrzebują czuć, iż są zjednoczeni, czuć, iż stanowią większą całość. Dlatego każdy alternatywny głos rodzi złość – to najpewniej głos „buntownika bez powodu”, który nie chce solidaryzować się w „słusznej” sprawie.

Jest jednak różnica między solidarnością mas a miłością łączącą ludzi – ta pierwsza zawsze odbywa się kosztem konkretnej grupy, ta druga – nie.

Masy wierzą w promowaną opowieść nie dlatego, iż jest prawdziwa, ale dlatego, iż stworzyła nową więź społeczną. Gustave Le Bon, francuski socjolog i psycholog, który badał formowanie mas, stwierdził, iż

„tłumy mają siłę jedynie do niszczenia”. Cechą charakterystyczną tłumu jest daleko idąca uniformizacja, wszyscy stają się równi, myślą zgodnie i mają skłonność do identyfikowania się z tymi samymi ideałami.

„Dusza indywidualna” w masach zostaje całkowicie przejęta przez „duszę grupową”. Temu ujednoliceniu towarzyszy niemal całkowita utrata racjonalnego myślenia i umiejętności krytycznej refleksji, choćby wśród osób, które w „standardowych okolicznościach” są niezwykle inteligentne i zdolne do uzasadnionej krytyki. Towarzyszy mu również silna skłonność do poddawania się impulsom, które normalnie zostałyby uznane za radykalnie nieetyczne.

Każdy, kto popełnia przestępstwa w tłumie, pokazuje przede wszystkim, iż w normalnych warunkach panuje nad sobą wyłącznie z powodów taktycznych, a nie etycznych.

Wyjaśnienie niemoralności mas nie oznacza, iż zgromadzenie się w tłumie pozbawia człowieka zwykle obecnej świadomości etycznej. Oznacza to, iż tymczasowo znosi ono ukrywanie jej braku. W ten sposób masy ujawniają prawdziwe wymiary etyczne człowieka.

Formacje masowe są stare jak sama ludzkość (krótkotrwała formacja masowa podczas nocy św. Bartłomieja; długotrwała formacja masowa podczas rewolucji francuskiej; tłumy religijne z czasów krucjat, itp.). Jednak od czasów Oświecenia stawały się coraz bardziej trwałe i wpływowe.

Ta obserwacja skłoniła Le Bona do stwierdzenia, iż masy mogą przejąć kontrolę nad społeczeństwem. Le Bon nie był pozbawiony daru proroctwa, ponieważ dokładnie tak się stało wraz z pojawieniem się państw totalitarnych w XX wieku.

Desmet po raz kolejny odwołuje się do Oświecenia, obarczając je winą za nasilenie się zjawiska tworzenia się mas, które ma być logiczną konsekwencją skutków racjonalizacji i mechanizacji świata.

Współczesne problemy – koronawirus i „nauka” na usługach narracji

Desmet analizując genezę totalitaryzmu, formacji masowej, pokazuje, jakie ma to przełożenie we współczesności i jak bardzo może być niebezpieczne. Cokolwiek dziś myślimy o koronawirusie, chyba zgodnie możemy przyznać, iż był to niezwykle wyjątkowy czas, kiedy ludzkość zachowała się w sposób… zaskakująco jednakowy. Nic dziwnego, iż temat ten skłania (albo chociaż powinien skłaniać) do szczególnej refleksji psychologów i socjologów.

W tym momencie nie można nie powrócić do tematu wypaczonej gałęzi nauki, tej, która zamiast stawiać na otwartość – stawia na ślepą wiarę i manipuluje.

Desmet wspomina wybitnego polsko-żydowskiego matematyka, Benoita Mandelbrota, który wykazał, iż pomiary są zawsze względne i zależą od szeregu subiektywnych wyborów, takich jak jednostka miary.

Nie jest to bez znaczenia w świecie, w którym liczbywywierają wyjątkowy wpływ psychologiczny. Tworzą niemal nieodpartą iluzję obiektywności, która staje się jeszcze silniejsza, gdy są przedstawiane wizualnie w postaci wykresów lub diagramów.

Tak widziane, uznawane są za fakty lub obiektywne dane. Ta iluzja przesłania jednak oczywistą prawdę, iż liczby są zawsze względne i niejednoznaczne, iż są one konstruowane i tworzone w oparciu o narrację zabarwioną ideologicznie i subiektywnie.

Na pierwszy rzut oka liczby wydają się jedynie odzwierciedlać fakty, jednak po bliższym przyjrzeniu się staje się jasne, iż służą one bezkrytycznie każdej narracji.

Nie inaczej było w wypadku koronawirusa: liczbę zakażeń ustalano na podstawie wątpliwej jakości testów PCR. Podobnie dane dotyczące przyjęć do szpitali były niezwykle względne: pozytywny wynik testu świadczył o tym, czy pacjent był z COVID-19, czy nie, choćby jeżeli nie miał żadnych objawów, tylko złamaną nogę. „Gdy w Szkocji zmieniono metodologię i poza pozytywnym wynikiem testu liczono to, czy ma objawy, czy nie – liczba pacjentów z COVID-19 spadła o 13%”.

„Epidemia COVID-19 – czas chaosu i nietrafionych decyzji” – o przemilczanym raporcie Najwyższej Izby Kontroli Weronika Kursa

Podobnie decyzja o wprowadzeniu strategii lockdownu opierała się na mitycznych liczbach, głównie na modelach opracowanych przez Imperial College London. Modele te przewidywały 40 milionów zgonów na całym świecie do końca maja 2020 r., jeżeli nie zostaną podjęte daleko idące środki w celu powstrzymania pandemii.

Jak wiemy, nic takiego nie miało miejsca. Co więcej, oficjalny przekaz i środki powinny zostać dostosowane do rzeczywistości (czyli odstąpienie od surowych restrykcji), gdy okazało się, iż modele były błędne. Również nic takiego nie miało miejsca.

Nakręcano histerię wybierając liczby, które pasowały do opowieści, pomijając to, co mogłoby zburzyć tę narrację.

„Kto słyszał w mediach o badaniu Uniwersytetu Harvarda, które nie wykazało żadnej różnicy w przebiegu pandemii między krajami o wysokim i niskim wskaźniku szczepień?

Kto słyszał w mediach o badaniu, które wykazało, iż odsetek poronień wśród zaszczepionych kobiet w ciąży jest ośmiokrotnie wyższy niż normalnie?” To historie kształtują liczby, a nie na odwrót. I właśnie o to chodzi.

Kolejną wadą numerycznego podejścia do kryzysu związanego z koronawirusem jest to, iż pominięto w nim skutki uboczne wprowadzonych środków, mimo iż stanowią one najważniejszy czynnik.

„Praktycznie nie ma publicznie dostępnych danych ani statystyk dotyczących liczby ofiar opóźnionego leczenia, samobójstw, szczepień, skutków dla przemysłu spożywczego oraz zakłóceń gospodarczych”. Czy mamy pewność, iż lekarstwo nie jest gorsze od choroby?

Wybierano nie tylko liczby, ale i wyjaśnienia. Widać to było chociażby w USA: jeżeli jakiś stan wprowadził kilka restrykcji i odnotował kilka ofiar, przypisywano to czynnikom zewnętrznym (klimat, niskie zagęszczenie ludności). Mieli tam szczęście. jeżeli stan, który wprowadził surowe środki odnotował wiele ofiar – winowajcą także były czynniki zewnętrzne. Tam mieli pecha. jeżeli jednak stan, który wprowadził łagodne środki odnotował wiele ofiar – był winny sam sobie. Jak łatwo się domyślić, jeżeli w stanie z surowymi restrykcjami odnotowano kilka ofiar, czerpał korzyści ze swojej wzorowej polityki. Wszystko musi pasować do narracji.

Niemal nieodparta iluzja, iż liczby odzwierciedlają fakty, sprawia, iż ludzie są coraz bardziej przekonani, iż ich własne wyobrażenia są rzeczywistością. Fanatyczna wiara w obiektywność pomiarów i liczb, typowa dla ideologii mechanistycznej, jest nie tylko bezpodstawna, ale także niebezpieczna.

Powstaje tu swego rodzaju wzajemne wzmacnianie się subiektywnych uprzedzeń i liczb: im silniejsze są uprzedzenia, tym częściej wybiera się liczby, które je potwierdzają. A im bardziej liczby potwierdzają uprzedzenia, tym silniejsze stają się one w konsekwencji.

Dane mówią, ale nigdy nie wyjaśniają. Narastający problem depresji i samobójstw w Polsce Weronika Kursa

W odniesieniu do koronawirusowego kryzysu wygląda to następująco: społeczeństwo przepełnione strachem i niepokojem wybiera spośród liczb te, które potwierdzają jego obawy. Wybrane liczby następnie wzmacniają ten strach.

W rezultacie ludzie reagują w sposób nieproporcjonalny, co pociąga za sobą szereg konsekwencji: z ekonomicznego punktu widzenia – recesję oraz upadłość niezliczonych przedsiębiorstw i małych firm; ze społecznego – trwałe zniszczenie więzi międzyludzkich; z psychologicznego – załamanie odporności i zdrowia fizycznego w wyniku stresującej sytuacji psychicznej i społecznej.

Można by jeszcze dodać: z politycznego punktu widzenia – powstanie państwa totalitarnego. jeżeli jesteś przekonany, iż twoja subiektywna fikcja jest rzeczywistością, będziesz również uważał, iż twoja rzeczywistość jest lepsza od fikcji innych. W ten sposób dochodzimy do przekonania, iż naszą fikcję można narzucić innym dzięki wszelkich możliwych środków.

Alternatywne głosy są piętnowane przez prawdziwe Ministerstwo Prawdy, w którym roi się od „weryfikatorów faktów”; wolność słowa jest ograniczana przez cenzurę i autocenzurę; prawo ludzi do samostanowienia jest naruszane przez przymusowe szczepienia, które powodują niemal niewyobrażalne wykluczenie społeczne i segregację w społeczeństwie.

„Wiosną 2021 r. Jeroen Bossaert z flamandzkiej gazety «Het Laatste Nieuws» opublikował jeden z nielicznych dogłębnych reportaży śledczych dotyczących całego kryzysu związanego z koronawirusem. Bossaert ujawnił, iż szpitale i inne placówki opieki zdrowotnej sztucznie zawyżały liczbę zgonów i hospitalizacji z powodu COVID-19 w celu osiągnięcia korzyści finansowych.

Samo w sobie nie jest to zaskakujące, ponieważ szpitale stosują takie metody od dawna. Zaskakujące było jednak to, iż podczas kryzysu związanego z koronawirusem ludzie nie chcieli przyznać, iż motywy zysku odgrywały tu rolę i miały wpływ na dane”.

Eksperci przecież nie mogą się mylić, cały świat nie może się mylić, prawda? Z kolei odmienne poglądy po prostu zostały całkowicie wyłączone – i nie ma problemu, nie ma wątpliwości. Formacja mas ma się bardzo dobrze.

Zabieranie głosu – hamulec na drodze dehumanizacji

Na pocieszenie dla grupy nonkonformistów (bo w społeczeństwach masowych szczęśliwie zawsze znajdzie się taka grupa) dodam za autorem, żemasy i system totalitarny są z natury samoniszczące i w dłuższej perspektywie zawsze doprowadzają do własnej zagłady. Nie chodzi tyle o to, by pokonać system totalitarny, ile o to, by jakoś przetrwać, dopóki on sam się nie zniszczy.

Desmet zaleca mówienie tego, co się myśli. choćby jeżeli kilka to zmieni – należy mówić.

W końcu to mowa i racjonalne rozumowanie są cechami odróżniającymi ludzi od zwierząt, a zaprzestanie zabierania głosu toruje drogę do dehumanizacji.

Według autora, wyróżnia się trzy grupy:

  • same masy, które naprawdę wierzą w tę narrację i są „zahipnotyzowane” (zwykle ok. 30%);
  • grupę, która nie jest zahipnotyzowana, ale nie decyduje się iść pod prąd (ok. 40% do 60%);
  • grupę, która nie jest zahipnotyzowana i aktywnie opiera się masom (od 10% do 30%).

Najważniejszą zasadą dla członków tej trzeciej grupy jest to, by zabierali głos w sposób jak najbardziej szczery, tak aby nie dopuścić do tego, by oddźwięk dominującego, hipnotycznego głosu stał się absolutny.

Jak opisał to Gustave Le Bon w XIX wieku,

głosom dysydenckim zwykle nie udaje się przełamać hipnozy, ale zmniejszają one jej głębokość i zapobiegają popełnianiu przez masy okrucieństw.

Jeśli opozycja milczy, system totalitarny staje się potworem, który pożera własne dzieci. Z tego powodu złudzeniem jest myślenie, iż milczenie jest najbezpieczniejszą opcją dla kogokolwiek.

Giorgio Agamben: Epidemia jako polityka – refleksje współczesnej filozofii na temat „koronakryzysu” Weronika Kursa

Moralność wobec „nauki”

Wiara w mechanistyczny charakter wszechświata i związane z nią przecenianie możliwości ludzkiego intelektu, typowe dla epoki Oświecenia, towarzyszyły tendencji do kierowania społeczeństwem w sposób coraz mniej oparty na zasadach.

Dlaczego człowiek-maszyna w wszechświecie-maszynie miałby przestrzegać zasad i reguł etycznych w relacjach z innymi? Czy ostatecznie nie chodzi o to, by być najsilniejszym w walce o przetrwanie? A zatem czy etyka i zasady nie są raczej przeszkodą niż zaletą?

Ostatecznie ludziom Oświecenia nie chodziło już o przestrzeganie przykazań i zakazów czy zasad moralnych, ale o to, by w oparciu o „obiektywną wiedzę” o świecie jak najskuteczniej radzić sobie w tej walce o przetrwanie.

Według Desmeta właśnie to doprowadziło do powstania totalitarnych i technokratycznych form rządów, w których decyzje nie są podejmowane, bazując na powszechnie obowiązującym prawie, ale na podstawie analizy „ekspertów”.

To dlatego totalitaryzm zawsze dąży do zniesienia praw lub nie egzekwuje ich, preferując rządy „dekretowe”. Oznacza to, iż każda nowa sytuacja będzie wymagała sformułowania nowych zasad w oparciu o (pseudo)racjonalną ocenę tej sytuacji. To prowadzi do zniszczenia człowieczeństwa w społeczeństwie – co historia obficie udokumentowała.

„Jest to być może najbardziej bezpośredni i konkretny przykład tezy Hannah Arendt, iż ostatecznie totalitaryzm jest symptomem naiwnej wiary we wszechmoc ludzkiego rozumu”.

Tymczasem ten, kto zna granice swojego intelektu, zwykle jest mniej arogancki i bardziej ludzki, bardziej zdolny do zaakceptowania odmienności innych.

„Kiedy jego intelekt przestaje krzyczeć, jest w stanie usłyszeć, jak sprawy życia szepczą swoją własną opowieść. Zdaje sobie sprawę, iż jemu również przysługuje prawo do własnej historii. Świadomość, iż żadna logika nie jest absolutna, stanowi warunek wstępny wolności umysłu”.

Źródło:
„The Psychology of Totalitarianism” – Mattias Desmet, translated by Els Vanbrabant. Chelsea Green Publishing, 2022.

Idź do oryginalnego materiału