Cyfrowi nomadzi pracują zdalnie, a świat nie ma dla nich granic

opolska360.pl 8 godzin temu

Urlop macierzyński w 2021 roku okazał się czasem przełomu dla Elżbiety Popardowskiej z Opola. W tamtym okresie, jako inżynier logistyki, miała już za sobą sześć lat pracy na etacie w swojej branży w austriackim Tyrolu, gdzie mieszkała z mężem.

– Po pandemii wiedziałam już definitywnie, iż nie wrócę do pracy w biurze – mówi pani Ela, dziś przedsiębiorczyni i ekspertka AI, która z sukcesem zmieniła branżę i rozkręciła biznes online szkoląc i konsultując firmy z szeregu branż.

– Z mężem stwierdziliśmy, iż chcemy więcej korzystać z życia – przyznaje. – Co z tego, iż z okien mojego biura widziałam piękne góry, gdy brakowało okazji, by po nich chodzić. A w pracy siedziałam, jak w złotej klatce. Naszym celem była wyspa Bali. Ale żeby to wszystko miało sens, przygotowywaliśmy się przeszło rok do wyjazdu.

Praca zdalna – pomogła rewolucja AI

Pani Ela opowiada, iż planowanie zmiany trybu pracy ze stacjonarnej na zdalną zbiegło się w czasie z wybuchem rewolucji w świecie sztucznej inteligencji. Zaczęła więc intensywne szkolenia z online marketingu i wszystkiego, co z tym związane.

– AI stało się faktem i gwałtownie zrozumiałam, iż to będzie przyszłość – mówi. – A w Austrii urlop macierzyński można przedłużyć, m.in. po to, by się przeszkolić. To w zasadzie już wtedy zaczęłam budować swoją markę w sieci, by płynnie się przebranżowić. Poszerzyłam swoje umiejętności o nowe, po to, by zdobyć klientów i na tym zarabiać. Trzeba było tylko znaleźć swoją niszę i się upewnić, iż to działa. Na naukę wykorzystywałam każdą wolną chwilę: gdy synek był w żłobku, późnym wieczorem. To był ciężki i intensywny czas. Ale tak było trzeba, by nasz plan wypalił. Zdaje się, iż nam się udało – śmieje się.

Bali i cyfrowi nomadzi

W kwietniu 2023 roku, bogatsza o nowy zasób wiedzy i pomysłów, ruszyła wraz z mężem – pracującym również w branży logistycznej – i 2,5-letnim synkiem na wymarzoną podróż na Bali. Tam spędzili pół roku. gwałtownie się przekonali, iż na wyspę przyjeżdża wielu podobnych do nich.

Ela Popardowska z Opola dzięki pracy zdalnej mogła wyskoczyć w grudniu do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. / Fot. prywatne

– Takich cyfrowych nomadów – śmieje się Ela Popardowska. – To ludzie, którzy na Bali odnaleźli spokój, swoje miejsce. I mogą pracować zdalnie i, co by nie mówić, korzystać z uroków zachwycającej przyrody. Poznaliśmy tam wiele osób prowadzących biznesy online. Część z nich regularnie na Bali powraca, bo panuje tam jakaś magia. Nam chwilę zajęło, zanim weszliśmy w ten tryb. Potem jednak zrozumieliśmy, iż nie można być tam w ciągłym ruchu: nie pracuje się całymi dniami. Zaczynaliśmy dzień od swoich spraw, a pracę przed południem. Albo też wtedy, kiedy po prostu trzeba, bo my zarządzamy czasem naszej pracy. Mamy też klientów z całego świata, np. z Australii, Kanady czy Chin, co oznacza, iż trzeba się dostosować do ich stref czasowych. Później był jakiś relaks, obiad, moment dla siebie. Czasem znów trzeba być online.

Na wyprawie marzeń zgłębili m.in. tajniki jogi, fitnessu i surfowania.

– I przede wszystkim poznaliśmy odmienną mentalność od polskiej: Balijczycy są bardzo otwarci na świat, praktykują wdzięczność, istotny jest szeroki uśmiech na co dzień i tak samo rozumiane dobro – mówi pani Ela. – Wróciliśmy do Polski jesienią i do dziś pracujemy zdalnie. Na co dzień dbamy o to, by zachować zdrowy balans między spotkaniami networkingowymi i życiem społecznym, towarzyskim. Nie wykluczamy jednak powrotu na wyspę za jakiś czas lub wyjazdu w inną część świata – zdradza.

Praca zdalna. Zrobić w życiu coś ekstra

Tyrol w Austrii na kierunek emigracji zarobkowej upodobała sobie również Małgorzata Galbas, która pochodzi z Miasteczka Śląskiego (woj. śląskie). Na studia na kierunkach stosunki międzynarodowe i finanse w języku angielskim wybrała się do Wrocławia.

– Już po dyplomie złapałam pracę w dużej korporacji. Ofertę upatrzyłam na targach pracy – opowiada pani Małgorzata. – Po roku postanowiłam skorzystać z praktyk w spedycji za granicą i przeniosłam się do Tyrolu, gdzie mieszkam do dziś. Z tych praktyk zrobiła się stała praca i tak wytrzymałam za biurkiem trzy lata…

Wytrzymała, bo w 2013 roku zdecydowała, iż na etacie nie chce się „zasiedzieć” i rzuciła pracę.

– Chciałam ze swoim życiem zrobić coś ekstra. Zobaczyć kawałek świata. Kiedy to robić, jak nie krótko po studiach, gdy głowa jest pełna pomysłów, a człowiek zmotywowany do działania? – pyta retorycznie.

I ten plan świetnie wypalił. Odwiedziła różne kraje na świecie, w tym Indie, gdzie zrobiła kurs instruktorki jogi.

– Po to, by mieć coś więcej, odskocznię od głównej pracy – wyjaśnia. – Do etatu w korporacji wracałam jeszcze kilka razy, aż nadszedł słynny 2020 rok i wybuchła pandemia, a w moim życiu zawodowym wszystko się załamało…

Mama dostaje zimny prysznic

Rok 2020 był dla niej przełomowy z dwóch powodów.

– W styczniu wróciłam do pracy po macierzyńskim – mówi. – Jako młodą matkę na dzień dobry mnie zdegradowano, co było dla mnie bardzo dużym zaskoczeniem. Niestety, kobiety wciąż zderzają się tu z patriarchatem. A ja, jako doświadczony pracownik po dwóch kierunkach, ze znajomością czterech języków i ambicjami, poczułam się upokorzona, gdy do moich obowiązków zaczęło należeć m.in. parzenie kawy i organizacja spotkań. Kochając nową rolę mamy, nie chciałam jednak rezygnować z rozwoju zawodowego.

Kolejnym przełomem był wybuch pandemii w marcu.

– Czy ktoś chciał, czy nie, został zmuszony do pracy zdalnej, która wcześniej nie była w ogóle popularna – wspomina. – gwałtownie poczułam, iż to coś dla mnie. Nagle się okazało, iż mogę pracować efektywniej, robić przerwy w pracy, organizować ją bardziej po swojemu.

Małgorzata Galbas postanowiła wykorzystać okazję do zmiany. Dzięki determinacji, dziś zajmuje się budowaniem strategii kampanii sprzedażowych, jest mentorką biznesów online i właścicielką marki odzieżowej. Jest współtwórczynią społeczności dla kobiet przedsiębiorczyń łączącej sztuczną inteligencję i biznes „Nowoczesna Kobieta Biznesu”.

Małgorzata Galbas mieszka od lat w malowniczym Tyrolu. W przerwie od pracy ma możliwość praktykowania jogi na łonie austriackiej natury. / Fot. prywatne

– Brzmi to jak banał, ale zaczęłam od wpisania w wyszukiwarkę Google frazy „co można robić pracując zdalnie” – opowiada. – Trafiłam na pewien artykuł o pracy wirtualnego asystenta, zaczęłam czytać i obmyślać, jak w to zajęcie wpasować moje, niemałe przecież, doświadczenie zawodowe. Początkowo pracując na etat byłam swoim pierwszym klientem – śmieje się. – Poznawałam od podstaw świat social mediów w biznesie online, założyłam profesjonalne profile. I tak się zaczęło…

Praca zdalna. Wolność nade wszystko

Anita Kilian-Kuźniewicz i Piotr Kuźniewicz tworzą wyjątkowy związek, bowiem są parą w życiu prywatnym i zawodowym. To znani w sieci autorzy bloga „Stonerchef”. Ich działalność online w marcu docenił popularny ranking polskich influencerów „See Bloggers”, w którym zdobyli pierwszą lokatę w kategorii „Ranking Top 100 – Blogerzy 2024”.

– Wszystko zaczęło się w 2016 roku w Warszawie, kiedy jeszcze studiowaliśmy psychologię na Uniwersytecie SWPS, a w międzyczasie dorabialiśmy – tłumaczy Piotr.

– Każde z nas miało kilka tzw. normalnych prac. W żadnej nie wytrzymywaliśmy dłużej niż trzy miesiące, bo to się zwykle kończyło nastrojami depresyjnymi. A to dlatego, iż oboje mamy w sobie ogromne poczucie wolności, którą bardzo cenimy. Zarówno jeżeli chodzi o czas, jak i lokalizację.

– Pracowałam np. w firmie rozliczającej z podatków Polaków za granicą. Stwierdziłam, iż praca w godz. 8.00-16.00 jest totalnie nie dla mnie – stwierdza Anita. – Później obydwoje pracowaliśmy w biurze sprzedaży. Normowany czas pracy po prostu nie dla wszystkich jest odpowiedni.

Doceniają drobne, ale ważne rytuały

– Zamiast wcześnie wstawać, szykować się do pracy, potem stać w korkach, wolimy mieć produktywne poranki i więcej czasu dla siebie: pod kątem zdrowia i dobrego samopoczucia. Lubimy zacząć dzień od treningu, zjeść porządne śniadanie, pogłaskać kota, zobaczyć wschód słońca… – wylicza Anita.

Anita Kilian-Kuźniewicz i Piotr Kuźniewicz na plaży w Hiszpanii. Mieszkając za granicą rozkręcili biznes w sieci. / Fot. prywatne

I to właśnie m.in. dla tych wszystkich powodów poszukali pracy przez internet. Naturalną drogą był copywriting, czyli pisanie treści na zlecenie.

– Obydwoje jesteśmy mocno oczytani i lubimy pisać, więc to było dla nas łatwe – mówią. – Po czasie przeprowadziliśmy się do Poznania, rozbudowaliśmy nasze profile kulinarne na Instagramie i Facebooku, które założyliśmy jeszcze na studiach. Finalnie przebranżowiliśmy je na bloga popularnonaukowego.

W Polsce zmieniali miejsce do życia jeszcze kilka razy. Nigdzie nie zostali na dłużej.

– Ogarnęła nas frustracja. Stwierdziliśmy, iż chcemy postawić na miejsce, gdzie jest ładna pogoda przez cały rok, gdzie czeka nas jakiś rozwój. To był wtedy przypadek, iż znajomi mieli do wynajęcia mieszkanie w Hiszpanii. I tak z dnia na dzień spakowaliśmy wszystko, w tym dwa koty i wyjechaliśmy – opowiadają.

Rewolucja AI zabrała im pracę. Wymyślili nową

W międzyczasie świat zalała rewolucja AI.

– A my z dnia na dzień straciliśmy wszystkie zlecenia, bo zleceniodawcy przerzucili się na treści pisane przez sztuczną inteligencję. Mieszkaliśmy na Costa del Sol, czyli w jednym z najdroższych regionów do życia, byliśmy bez większych oszczędności – wspomina Anita.

Okoliczności sprawiły, iż musieli postawić wszystko na jedną kartę, ponieważ chcieli zostać za granicą.

– Zainwestowaliśmy wszystko w dalszy rozwój naszej marki osobistej i profilu. Już wtedy mieliśmy mocno zaangażowaną społeczność. Dlatego nie chcieliśmy odpuścić, choć stresu było mnóstwo – tłumaczą. – A o zwiedzaniu Hiszpanii można było wtedy zapomnieć, dopiero teraz mamy na to więcej czasu. Gdy walczyliśmy o przetrwanie, przeorganizowaliśmy się, zmieniając m.in. mieszkanie. Znacząco zwiększyliśmy intensywność publikacji.

Dziś piszą o medycynie, psychologii i rekreacji.

– Promujemy holistyczne podejście do zdrowia i cały czas się rozkręcamy. w tej chwili utrzymujemy się w pełni z działalności w internecie. Mamy swój sklep z e-bookami, sprzedajmy mieszanki ziołowe do naparów – dodają Anita Kilian-Kuźniewicz i Piotr Kuźniewicz.

Praca zdalna – on to robił zanim to stało się modne

Urodzony w Opolu Radek Kobiałko może się pochwalić bogatym CV. A wszystko się zaczęło w właśnie w stolicy polskiej piosenki, gdzie tworzył m.in. Radio O!le. Przez lata dał się poznać nie tylko jako dziennikarz np. radiowej „Trójki”, ale też reżyser – m.in. koncertów KFPP – a także scenarzysta i producent telewizyjny wielu widowisk.

W ostatnich czasach jest o nim też głośno za sprawą podcastu „Radek Kobiałko Nadaje”, w którym opowiada o życiu swoim i rodziny dzielonym na kilka miejsc i krajów. Przemyca tam także informacje o nowych technologiach, mediach, popkulturze i… pracy zdalnej, której jestem ekspertem i praktykiem od ponad 20 lat.

– Zdalnie pracuję, odkąd jest internet i możliwość zdalnej komunikacji. A to dlatego, iż zawsze najważniejsza dla mnie była wolność, swoboda i brak przywiązania do jednego miejsca – mówi otwarcie Radek Kobiałko. – Bez względu na to, czy współpracowałem z radiem, gazetą czy telewizją, wszystko, co było możliwe, robiłem zdalnie. Poza takimi sytuacjami, gdy trzeba było np. usiąść za mikrofonem w studiu, czy pojawić się na kolegium redakcyjnym.

Na Szrenicy zamiast na Woronicza

Niezwykle nowatorski był choćby sylwestrowy koncert dla TVP1 w 2005 roku. To była pierwsza produkcja, którą oprócz bycia na planie w dniu nagrania, przygotował w całości zdalnie. Uwaga: wliczała się w to edycja i montaż.

– Dla części ekipy brak reżysera podczas montażu to był szok. A wyglądało to tak, iż montażysta wgrywał mi pliki na serwer FTP, coś jak dziś dyski w chmurze, z dokładnym czasem każdego ujęcia. Ja je oglądałem i odpisywałem w mailach, gdzie ma być cięcie, zwolnienie, efekt itp. Tak dostawałem kolejne wersje – opowiada.

Akceptacji całego sylwestra dokonał siedząc na… Szrenicy pod schroniskiem.

– Oglądając finalną wersję w laptopie. A ostateczne poprawki podyktowałem przez telefon. Tym sposobem udało mi się spędzić piękny czas w Karkonoszach wtedy, kiedy – teoretycznie – musiałbym siedzieć na montażu na Woronicza – wspomina.

Od tego czasu tę formę pracy wprowadzał na co dzień w kolejnych swoich projektach i zespołach.

– To się wiązało z wykorzystywaniem coraz to nowszych narzędzi do zdalnej komunikacji – zaznacza. – Nagrania w komunikatorach dziś są powszechne. Ale ja takie instrukcje głosowe, nagrane na dyktafon i przesłane mailem, wysyłałem już 20 lat temu. I wtedy to się wiązało z dużym oporem współpracowników – śmieje się.

Praca zdalna. Mentalność trudna do zmiany

Od ośmiu lat Kobiałko mieszka na Costa del Sol w Hiszpanii.

– W 90 proc. moja praca jest twórcza, więc nie wymaga przywiązania do żadnego biurka czy miejscowości. Dzięki pracy zdalnej mogę żyć pomiędzy kilkoma krajami – mówi.

Przeprowadzał się z rodziną kilkadziesiąt razy, a od dziesięciu lat żyje pomiędzy wybrzeżem Portugalii, Hiszpanii, a na wiosnę i lato przenosi się do Polski.

Radek Kobiałko na tle Morza Alborańskiego, na którego brzegu mieszka od ośmiu lat w rejonie Costa del Sol w Hiszpanii. / Fot. prywatne

– Przez lata przyzwyczaiłem wszystkich swoich współpracowników, iż miejsce mojego pobytu nie ma znaczenia – mówi. – Paradoksalnie, w zmianie mentalności, tak trudnej do zmiany, pomogła pandemia. Wtedy okazało się, iż tak można pracować i to choćby się opłaca.

Radek Kobiałko podkreśla, iż wiele osób myli pracę zdalną z home office, podczas gdy to tylko jedna z jej form.

– Zdalnie można pracować z dowolnego miejsca i o dowolnym czasie. jeżeli komuś tak wygodnie, to może być las, samochód czy plaża – wylicza. – To jednak opcja zarezerwowana dla feelancerów i osób zdyscyplinowanych, które wiedzą, jak rozgraniczyć czas wolny od obowiązków. I trzeba zrozumieć, iż obrazki ilustrujące pracę zdalną, takie, jak np. ktoś leżący na plaży z laptopem, to ściema. Bo na żadnym laptopie nie pracuje się dobrze na plaży – śmieje się.

Rutyna to podstawa

Podkreśla, iż będąc w wakacyjnym raju, wcale nie jest łatwo wziąć się za efektywną pracę.

– To wymaga wykształcenia rutyny, umiejętności izolacji i asertywności, które przydaje się np. gdy pracujemy w kawiarni, a wpada na nas znajomy, który widzi okazję do pogawędki – radzi.

Z dużym zadowoleniem mówi o rewolucji AI.

– Różne narzędzia sztucznej inteligencji powodują, iż mam jeszcze więcej wolności i mogę robić więcej projektów – przy mniejszym zaangażowaniu – tłumaczy. – Mam kilkudziesięciu agentów AI [system wykorzystujący sztuczną inteligencję do autonomicznego wykonywania zadań – red.], którzy pracują samodzielnie nad różnymi czynnościami przy moich projektach.

Radek Kobiałko realizuje w tej chwili dwie serie programów telewizyjnych, kilka dużych festiwali i koncertów.

– Gdybym miał ocenić, to co najmniej 60-70 proc. pracy wykonują za mnie stworzeni przeze mnie agenci AI, którzy zajmują się stałym monitorowaniem tego, czego potrzebuję – nie ukrywa. – Np. streszczenia tego, co powinien przeczytać albo wykonują za mnie prace, których nienawidzę, a wcześniej spędzały mi sen z powiek: formalne, prawne, księgowe… Są choćby agenci AI, którzy w moim imieniu uczestniczą w wideokonferencjach: robią mi notatki, podsumowania, potrafią odpowiedzieć na pytania do mnie na podstawie wprowadzonej bazy danych. AI całkowicie zmieniła reguły gry. jeżeli połączy się z nią pracę zdalną, to możliwości są nieograniczone.

Praca zdalna. Kompetencje cyfrowe na wagę złota

O coraz szerszym zjawisku pracy zdalnej mówi w rozmowie z „O!Polską” dr hab. Rafał Muster, dyrektor Instytutu Socjologii, prof. Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Podkreśla rolę pandemii COVID-19 w jej popularyzacji.

– Pandemia pokazała, iż mamy narzędzia i technologie, aby móc nasze obowiązki zawodowe świadczyć poza miejscem dotychczasowego ich wykonywania. Tą formą pracy w szczególności będą zainteresowane młode osoby. One mają odpowiednie kompetencje cyfrowe, aby świadczyć taki właśnie rodzaj pracy – podkreśla dr hab. Rafał Muster.

– Poza tym osoby te nie są przywiązane do żadnego miejsca w sensie fizycznym. A miejscem ich pracy może być dowolne miejsce na świecie z dostępem do internetu – dodaje. – Jednocześnie można spodziewać się, iż coraz częściej, m.in. w związku ze starzeniem się społeczeństwa, z możliwości pracy zdalnej będą korzystać osoby opiekujące się członkami najbliższej rodziny, co dopuszczają zapisy kodeksu pracy.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału