Rekonstrukcja żuchwy przeprowadzona przed 10 laty zakończyła się u pacjenta ciężkimi, trwałymi następstwami. Doszło do zaburzeń ukrwienia przeszczepionego płata, jego martwicy i zakażenia, a także konieczności wykonania kolejnych zabiegów. Pacjent doznał również trwałego uszkodzenia prawej kończyny dolnej. Domagał się 250 tys. zł zadośćuczynienia od szpitala i jego ubezpieczyciela. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał jednak, iż nie wykazano błędu medycznego ani związku przyczynowego uzasadniającego odpowiedzialność pozwanych. Wyrok w tej sprawie ogłoszono 23 czerwca 2026 r., a uzasadnienie sporządzono 4 września 2026 r.
Sprawa dotyczyła pacjenta, u którego konieczna była rekonstrukcja rozległego ubytku żuchwy. W maju 2016 r. wykonano zabieg z wykorzystaniem wolnego płata mikronaczyniowego z prawej kości strzałkowej. Metoda ta jest standardowo stosowana w rekonstrukcji żuchwy, ale wiąże się z ryzykiem poważnych powikłań.
Problemy pojawiły się już podczas operacji. Po zespoleniu naczyń nie uzyskano prawidłowej reperfuzji płata. W naczyniach stwierdzono liczne blaszki miażdżycowe, a także zakrzepicę w miejscu zespolenia. Zespół operacyjny podejmował kolejne próby przywrócenia prawidłowego przepływu krwi. Ostatecznie uzyskano perfuzję części tkanek płata.
W dalszym przebiegu leczenia pojawiły się jednak zakażenie, przetoka i martwica tkanek. Pacjent wymagał kolejnych zabiegów, między innymi usunięcia martwiczych tkanek i materiału zespalającego oraz leczenia przeciwinfekcyjnego.
Ostatecznie doszło do utraty rekonstruowanego fragmentu żuchwy. U pacjenta pozostał również trwały ubytek tkanek prawego podudzia, zaburzenia czucia i niedowład prawej stopy.
Ciężkie następstwa nie przesądziły o odpowiedzialności
Skutki leczenia były więc niewątpliwie poważne. Utrzymywał się znaczny defekt żuchwy, a ponadto pacjent miał problemy z mówieniem i spożywaniem pokarmów. Następstwa w obrębie kończyny dolnej również miały charakter trwały.
Sam niekorzystny rezultat leczenia nie był jednak dla sądu wystarczający do przypisania odpowiedzialności szpitalowi. najważniejsze znaczenie miała opinia biegłego z zakresu chirurgii stomatologicznej i chirurgii szczękowo-twarzowej.
Biegły nie stwierdził zaniedbań ani zaniechań personelu, które mogły mieć wpływ na przebieg leczenia. Uznał również, iż zastosowana metoda rekonstrukcji była prawidłowa i należała do standardowo stosowanych technik.
Czy można było wcześniej wykryć miażdżycę?
Istotnym elementem sprawy była obecność zmian miażdżycowych w naczyniach kończyny, z której pobrano płat. Z perspektywy późniejszego przebiegu leczenia można było postawić pytanie, czy przed operacją należało wykonać dodatkową diagnostykę naczyniową. Sąd nie uznał jednak, iż jej brak stanowił zaniedbanie.
Pacjent miał wówczas 42 lata i nie deklarował chorób przewlekłych, które uzasadniałyby wykonanie dodatkowych badań ukierunkowanych na wykrycie zmian miażdżycowych. Co więcej, choćby wykrycie takich zmian nie oznaczałoby automatycznie, iż ryzyko powikłań można było wyeliminować.
Ta część uzasadnienia pokazuje znaczenie oceny postępowania medycznego z perspektywy informacji dostępnych lekarzowi w momencie podejmowania decyzji, a nie wyłącznie przez pryzmat późniejszego, niekorzystnego wyniku leczenia.
Zakażenie nie zostało przypisane szpitalowi
Drugim istotnym problemem była infekcja. W materiale zebranym w trakcie leczenia stwierdzano między innymi bakterie Staphylococcus aureus oraz Enterobacter. Biegły wskazał, iż źródło zakażenia nie mogło zostać jednoznacznie ustalone. Bakterie mogły pochodzić zarówno z własnej flory pacjenta, jak i ze środowiska zewnętrznego. Na ryzyko infekcji wpływały także między innymi rozległość i czas trwania zabiegu oraz ogólny stan pacjenta.
W konsekwencji sąd nie znalazł podstaw do przyjęcia, iż zakażenie było następstwem nieprawidłowego postępowania personelu.
Znaczenie dowodu prima facie
W uzasadnieniu znalazł się również istotny wątek dotyczący spraw o zakażenia szpitalne. Sąd przypomniał, iż w takich przypadkach ścisłe udowodnienie źródła zakażenia może być bardzo trudne. Dlatego w orzecznictwie dopuszcza się posługiwanie konstrukcją tzw. dowodu prima facie, czyli ustaleniem związku przyczynowego na podstawie wysokiego stopnia prawdopodobieństwa.
Nie oznacza to jednak, iż pacjent jest zwolniony z obowiązku wykazania związku między pobytem w placówce a zakażeniem. W tej sprawie sąd uznał, iż przedstawiony materiał dowodowy nie pozwalał na przypisanie pozwanemu szpitalowi zakażenia z wystarczająco wysokim stopniem prawdopodobieństwa.
Sąd oddalił żądanie 250 tys. zł
Sąd Okręgowy w Warszawie wyrokiem z 23 czerwca 2026 r. oddalił powództwo. Uzasadnienie wyroku zostało sporządzone 4 września 2026 r.
Sąd uznał, iż nie zostały wykazane przesłanki odpowiedzialności odszkodowawczej szpitala, w szczególności nie wykazano błędu medycznego ani adekwatnego związku przyczynowego pomiędzy postępowaniem personelu a szkodą. Jednocześnie, ze względu na okoliczności sprawy, sąd odstąpił od obciążania powoda kosztami postępowania.
Powikłanie nie zawsze oznacza błąd medyczny
Sprawa pokazuje granicę, która w procesach dotyczących odpowiedzialności medycznej ma zasadnicze znaczenie. Ciężkie następstwa leczenia nie przesądzają jeszcze o popełnieniu błędu. W analizowanym przypadku doszło do poważnych powikłań, których skutki są trwałe. Sąd nie uznał jednak, iż ich wystąpienie było następstwem nieprawidłowego postępowania personelu.
Dla lekarzy i lekarzy dentystów istotny jest przede wszystkim sposób oceny takiej sytuacji. Znaczenie mają prawidłowa kwalifikacja do zabiegu, ocena informacji dostępnych przed zabiegiem, zgodność postępowania ze standardem oraz adekwatna reakcja na występujące powikłania. Dopiero wykazanie nieprawidłowego działania lub zaniechania i jego związku ze szkodą może prowadzić do odpowiedzialności medycznej.
W tej sprawie sąd uznał, iż takiego związku nie wykazano.
Źródła: https://bip.warszawa.so.gov.pl/
https://www.saos.org.pl/
https://www.odszkodowania.info.pl/









