Choroba, która niszczy życie wielu kobiet. "Leżałam na podłodze i nie mogłam wstać"

kobieta.gazeta.pl 5 godzin temu
Ból, który ścina z nóg, wzdęcia jak w szóstym miesiącu ciąży i zmęczenie, którego nie da się odespać. Endometrioza wychodzi poza "sprawy kobiece" i uderza w jelita, hormony i codzienne funkcjonowanie. O tym, jakie znaczenie ma to, co trafia na talerz chorych kobiet, mówi dietetyczka kliniczna Roksana Środa.
Cierpienie, które potrafi wyłączyć z życia na kilka dni w miesiącu. Organizm funkcjonujący w ciągłym stanie zapalnym i objawy, które nie mieszczą się w jednym schemacie. Endometrioza to choroba, w której komórki błony śluzowej macicy pojawiają się poza jej naturalnym miejscem i reagują na hormony tak samo jak w trakcie cyklu. W efekcie dochodzi do przewlekłego stanu zapalnego, zrostów i zaburzeń pracy innych narządów, także jelit. Dotyka choćby co dziesiątą kobietę w wieku rozrodczym, a mimo to przez lata była spychana na margines, przykrywana zdaniem: "taka pani uroda". Dziś mówi się o niej głośno, a coraz więcej pacjentek słyszy w końcu to, na co czekały latami - iż nie zwariowały i iż ich ból nie jest "normalny".


REKLAMA


Marzec to miesiąc świadomości endometriozy, a więc dobry moment, by spojrzeć na nią szerzej. Nie tylko przez pryzmat diagnozy, ale także zwykłego, codziennego życia. Razem z Roksaną Środą, dietetyczką kliniczną i założycielką MajAcademy, wyjaśnimy, co dzieje się w organizmie i jak duży wpływ na chorobę może mieć odżywianie. A wszystko to przeplatają historie kobiet, które przez lata słyszały, iż "tak ma być", bo "czasem trzeba pocierpieć".


Zobacz wideo Dr Maciej Socha: Średni czas zdiagnozowania endometriozy waha się od kilku do choćby 10 lat


"Endomenda" rujnuje Kasi życie. "Zwijałam się w kłębek i płakałam"
Zaczęło się od przeszywającego bólu, który nie miał nazwy. Był powtarzalny, rozkładał dzień na kawałki, odbierał siły. Gdy szukała pomocy u ginekologów, niemal za każdym razem słyszała: proszę nie przesadzać, to tylko okres, wszystko jest w normie. Tyle iż ciało mówiło coś zupełnie innego. - Każdy lekarz mnie zbywał, a ja naprawdę ledwo funkcjonowałam - mówi Kasia. - Nie mogłam jeść, nie mogłam pracować. Zwijałam się w kłębek i płakałam - wspomina. Nie odpuściła i postanowiła walczyć o siebie.
Chodziła od gabinetu do gabinetu z marnym skutkiem, aż w końcu przyszedł ten dzień. - Na kolanach doszłam na SOR, bo z bólu praktycznie nic nie widziałam - opowiada. Próbowali ją odesłać do domu i zrzucić dolegliwości na niestrawność, jelita i stres. - Jak się zwijasz w chińskie "u", to naprawdę nie chcesz usłyszeć, iż to przez żołądek - mówi. Ostatecznie lekarz stwierdził zapalenie pęcherza, co tłumaczyło część objawów, ale nie wszystkie. Dla pewności wykonał USG. Wtedy po raz pierwszy pojawił się konkretny trop - torbiele.
To był moment przełomu. Dodatni wynik testu ROMA sprawił, iż wszystko nagle przyspieszyło, ale w zupełnie innym kierunku. Podejrzenie nowotworu, tryb onkologiczny, mnóstwo strachu o życie, operacja... - Najpierw słyszysz, iż to może być rak, a chwilę później: "spokojnie, to tylko endometrioza" - wspomina Kasia. Tyle iż to "tylko" oznaczało IV stadium choroby i zmiany naciekające. Podczas laparoskopii usunięto jej torbiele i sprawdzono jajowody. Ogniska choroby zostały na swoim miejscu. - Lekarze stwierdzili, iż nie mogli mi tego wyciąć, bo nie było tego w koszyku świadczeń - tłumaczy rozżalona. W kolejce na planowany zabieg musiałaby czekać kilka lat. Nie chciała.


Zdecydowała się na operację prywatną. Musiała wziąć kredyt w banku, bo nie miała wtedy takich pieniędzy. Zapłaciła 12 tysięcy złotych. Ingerencja chirurgów była bardziej rozległa niż wcześniejsze działania w szpitalu, ale nie zakończyła historii choroby. Długo dochodziła do siebie, a endometrioza i tak wróciła. Objawy pojawiały się ponownie, czasem z innym natężeniem, czasem w innych miejscach.


Równolegle słyszała wiele "złotych rad". Najczęściej jedną: zrobi sobie pani dziecko, a wszystko przejdzie. Rzeczywistość okazała się jednak dużo bardziej skomplikowana. Próby zajścia w ciążę nie przyniosły efektu, a sama choroba praktycznie to uniemożliwiała. Leczenie in vitro oznaczało kolejne kredyty, kolejne zabiegi i narastającą frustrację.
Z czasem wróciła do leczenia w ramach NFZ. Co kilka lat przechodziła kolejne operacje, które miały ograniczyć rozwój endometriozy i zmniejszyć dolegliwości. Jedna z nich była szczególnie poważna. Konieczne było usunięcie fragmentu jelita grubego, który został zajęty przez zmiany naciekowe. Po zabiegu przez tydzień była żywiona pozajelitowo, a później stopniowo wracała do normalnego jedzenia, zaczynając od diety lekkostrawnej i przeciwzapalnej.
- Usłyszałam, iż mam jeść "lekko", ale nikt nie potrafił powiedzieć, co to adekwatnie znaczy przy takiej operacji - wspomina. Jak się okazało, w szpitalu brakowało jasnych wytycznych dotyczących żywienia w takich przypadkach, dlatego dużą część odpowiedzialności za powrót do formy musiała wziąć na siebie. Kiedy dostała surowe warzywa na kolację, coś w niej pękło. Złożyła zażalenie do rzecznika praw pacjenta, jednak okazało się, iż "ręka rękę myje" i nikt z tym nic nie zrobił. - Przecież ta papryka mogła mi zaszkodzić. Kto wie, co by się stało, gdybym nie trzymała ręki na pulsie - wspomina.


Dziś wie, iż to choroba, z którą będzie funkcjonować latami. Leczenie daje chwilową ulgę, ale nie zamyka tematu. Zapisała się do programu kompleksowej diagnostyki i leczenia endometriozy, który od niedawna działa w ramach publicznego systemu. Termin? Za półtora roku. - Co mi pozostaje? Czekanie i nadzieja, iż w końcu coś zrobią z tą "endomendą" - mówi na zakończenie.


Endometrioza dotyka co najmniej miliona PolekFot. fizkes/ iStock


Jakie są objawy endometriozy u nastolatek? "Leżałam na podłodze i nie mogłam wstać"
U Zuzy wszystko zaczęło się wcześnie. Pierwsze symptomy endometriozy pojawiły się, jeszcze zanim na dobre weszła w dorosłość. Już od pierwszych miesiączek wiedziała, iż przeżywa je inaczej niż rówieśniczki. To nie był zwykły dyskomfort, który można przeczekać. To był ból, który potrafił wyłączyć ją z życia na dwa, trzy dni. Rozlewał się po ciele, od podbrzusza, przez kręgosłup, aż po nogi. - Cierpienie naprawdę zatrzymywało mnie w miejscu. Ale wokół słyszałam tylko, iż tak ma być - wspomina.
Z czasem dochodziły kolejne symptomy choroby. Najpierw zbuntowała się skóra. Wystąpił trądzik, który przestał być tylko efektem dojrzewania i zaczął wymagać coraz mocniejszych leków. Później przyszła kolej na wahania wagi, które zrzucono na insulinooporność. Każdy problem trafiał do innego specjalisty i... do innej szuflady. Nikt nie próbował połączyć ich w całość. - Wszyscy lekarze obstawiali coś innego. Jeden podejrzewał PCOS, drugi mówił, iż nie pasuje, bo mam za obfite miesiączki. I na tym zwykle się kończyło - opowiada. Wyliczanie możliwości, ale bez konkretnego działania.


Jako nastolatka usłyszała zdanie, które później wracało jak mantra. Że miesiączka musi boleć. Że ciąża kiedyś "ureguluje hormony". Gdy miała 16 lat, przepisano jej antykoncepcję hormonalną. Bez szerszej diagnostyki, raczej jako próbę sprawdzenia, czy coś pomoże. I przez chwilę rzeczywiście było lepiej. - Na tabletkach funkcjonowałam normalniej. Ale to było tylko przykrycie problemu - tłumacz Zuza. Po odstawieniu wszystko wróciło. Mocniej. Ból był bardziej rozlany, trudniejszy do opanowania, zupełnie nieprzewidywalny.


Najbardziej zapadł jej w pamięć jeden moment. Trafiła na SOR, bo nie była w stanie się ruszyć. - Leżałam na podłodze i nie mogłam wstać - wspomina. Jednak zanim otrzymała jakąkolwiek pomoc, musiała zmierzyć się z bezlitosnym systemem zdrowia. Była bagatelizowana, strojono sobie z niej żarty, badano przy stażyście. - Usłyszałam, iż dramatyzuję. Przeżywam, jakby jajnik pękł - mówi ze złością. Ta sytuacja sprawiła, iż straciła nadzieję na lepsze jutro. - Przestałam wierzyć, iż ktoś potraktuje mnie poważnie - mówi. I tak zaczęło się życie pomiędzy kolejnymi epizodami bólu. Tabletki przeciwbólowe, rozkurczowe, planowanie wszystkiego pod cykl.
Diagnoza przyszła dopiero po latach. W wieku 29 lat poszła prywatnie na kontrolne USG. Torbiele nie były niczym nowym. Widziano je wcześniej, ale nikt się nimi nie przejmował. - Słyszałam tylko, iż są i niech sobie będą - wspomina. Tym razem w końcu ktoś spojrzał na nią inaczej. - Pierwszy raz usłyszałam, iż to nie jest coś, co można zostawić w ciele - mówi Zuza. Przy okazji dowiedziała się, co tak naprawdę działo się z jej organizmem. Po niemal 13 latach od pierwszych objawów padła konkretna diagnoza: endometrioza.
W końcu pojawił się plan, dalsze leczenie, konkretne działania. - To dziwne uczucie. Dowiedzieć się po tylu latach, iż to nie była moja wyobraźnia - przyznaje. Dziś wie, z czym się mierzy. Wie też, iż to nie historia z jednym finałem, tylko coś, co będzie wracać i wymagać czujności. Na koniec opowieści dosadnie pokazuje swój punkt widzenia. Pacjentki, którą przez długi czas zawodził system zdrowia. - Najgorsze w tym wszystkim nie było to, iż bolało. Najgorsze było to, iż przez lata słyszałam, iż przesadzam - przyznała.


Endometrioza to powszechny problem9nong/ Shutterstock


Czy normalna miesiączka powinna być bolesna? Stan, który świadczy o zaburzeniach
"Okres musi boleć" - to twierdzenie tak powszechne, iż przez lata w społeczeństwie nie budziło żadnych wątpliwości. Tymczasem, jak podkreśla dietetyczka kliniczna Roksana Środa, zdrowy cykl nie powinien odbierać sprawczości ani zmuszać do wycofania się z codzienności. - Lekki dyskomfort jest sygnałem, iż organizm pracuje, i u większości kobiet jest zupełnie naturalny. Jednak patologiczny, silny ból, który jest oporny na standardowe dawki leków przeciwbólowych, absolutnie nie jest normalny i zwykle świadczy o zaburzeniach - wyjaśnia specjalistka.
Nie należy traktować takich dolegliwości jak czegoś, co da się po prostu przeczekać i odłożyć na kolejny miesiąc. Zwłaszcza gdy pojawiają się dodatkowe sygnały: promieniowanie do pleców i nóg, uczucie rozpierania w miednicy czy bolesne parcie na stolec. - jeżeli ból zaczyna się na kilka dni przed krwawieniem i trwa po jego zakończeniu, nie jest to zwyczajna miesiączka, ale przewlekły stan zapalny, który warto skonsultować z lekarzem - tłumaczy Środa. Pamiętajmy, iż organizm nie "przesadza". W ten sposób daje znać, iż coś wymaga uwagi specjalisty.


Jeden organizm, wiele objawów. Endometriozę łatwo pomylić z chorobami jelit
W historiach chorych kobiet powtarza się podobny schemat. Najpierw pojawia się ból, potem wzdęcia. Z czasem dochodzi zmęczenie, spadki nastroju, problemy skórne albo jelitowe. Każdy objaw trafia do innego specjalisty i zaczyna żyć własnym życiem. Jak tłumaczy Roksana Środa, ciało nie działa w izolacji. To system naczyń połączonych, w którym jelita, hormony i układ nerwowy pozostają w stałej komunikacji. - Możemy wyobrazić to sobie jak autostradę, która przenosi sygnały z jelit do mózgu, skóry i miejsc wytwarzania hormonów. Te sygnały przebiegają w obu kierunkach - wyjaśnia dietetyczka.


To właśnie dlatego endometrioza rzadko wygląda "książkowo". U jednej kobiety dominuje ból, u innej problemy jelitowe, a u kolejnej przewlekłe zmęczenie, którego trudno uchwycić przyczynę. - Wzdęcia, ból i zmęczenie to triada, na którą skarży się większość pacjentek z endometriozą. To nie są trzy osobne problemy, tylko jeden związany z przewlekłym stanem zapalnym - mówi Środa. I właśnie dlatego tak łatwo pomylić to schorzenie z IBS lub SIBO. Objawy się pokrywają, ale źródło problemu jest zupełnie inne.
Oś jelitowo-hormonalna. Jaki ma związek z endometriozą?
W tym wszystkim, co dzieje się jednocześnie w organizmie, jelita nie są tłem, tylko jednym z głównych elementów układanki. To właśnie tam zaczyna się wiele procesów, które później odbijają się na hormonach, skórze i poziomie energii. - Około 95 proc. serotoniny produkowane jest przez jelita, a metabolizm estrogenów zależny jest od funkcji jelit i flory bakteryjnej - wyjaśnia Roksana Środa.
Dietetyczka zwraca też uwagę na estrobolom, czyli zestaw bakterii odpowiedzialnych za przetwarzanie estrogenów. W dobrze działającym układzie zużyte hormony są neutralizowane i usuwane z organizmu. Problem zaczyna się wtedy, gdy równowaga mikroflory zostaje zaburzona. - Gdy mamy dysbiozę jelitową, wolny estrogen nie jest wydalany, tylko wraca do krwiobiegu. To prosta droga do przewagi estrogenowej, która objawia się silniejszym PMS i bolesnymi miesiączkami - tłumaczy.
Do tego dochodzi reakcja zapalna. Przy nieszczelnej barierze jelitowej organizm zaczyna funkcjonować tak, jakby był w stanie ciągłego zagrożenia. - Te same cytokiny drażnią sploty nerwowe w jelitach, powodując ich nadmierne rozszerzanie się i gromadzenie gazów, a jednocześnie wpływają na mózg, wywołując zmęczenie i brak motywacji - mówi Środa. W efekcie pojawia się coś, co wiele kobiet opisuje bardzo obrazowo: brzuch jak w zaawansowanej ciąży, brak energii i poczucie, iż organizm cały czas pracuje na podwyższonych obrotach.


Czy dieta wpływa na endometriozę? Sposób żywienia może przynieść ulgę
Choć ten temat wciąż bywa spychany na dalszy plan, w praktyce klinicznej dieta odgrywa istotną rolę w pracy z endometriozą. Nie chodzi jednak o chwilowe zmiany ani sztywne zasady, ale o sposób jedzenia, który realnie wpływa na to, co dzieje się w organizmie. - Największy wpływ ma zaburzenie proporcji między kwasami omega-6 a omega-3. Nadmiar omega-6 jest bezpośrednim prekursorem prostaglandyn, które wywołują silne skurcze i ból - wyjaśnia Środa. Codzienne menu oparte na przetworzonej żywności, słodyczach, fast foodach i produktach o wysokim indeksie glikemicznym podkręca stan zapalny. Podobnie działają niskiej jakości tłuszcze roślinne, margaryny i przetworzone wędliny. Kiedy organizm wchodzi w tryb "walki", objawy choroby stają się bardziej odczuwalne.
Z drugiej strony działa dieta przeciwzapalna, która stopniowo wycisza ten mechanizm. Nie polega na eliminowaniu wszystkiego, tylko na zmianie proporcji i jakości produktów. - Polifenole zawarte w owocach jagodowych czy zielonej herbacie hamują enzymy odpowiedzialne za produkcję stanu zapalnego. Siemię lniane pomaga wiązać nadmiar estrogenów, a tłuste ryby ograniczają rozwój ognisk endometriozy - tłumaczy dietetyczka. Mamy więc prosty kierunek: więcej warzyw, owoców jagodowych, dobrej jakości tłuszczów i produktów jak najmniej przetworzonych.


Roksana Środa - dietyczka kliniczna i założycielka MajAcademyAutor zdjęć: Albert Pabijanek


Warto przyjrzeć się też niedoborom. Zmęczenie w trakcie cyklu często ma związek z niskim poziomem żelaza, dlatego pomocne są produkty bogate w żelazo hemowe. Dobrze sprawdza się wołowina, wątróbka, indyk i jajka. Należy łączyć je z witaminą C, która zwiększa jego wchłanianie, np. z natką pietruszki, papryką, kiszonkami albo kilkoma kroplami soku z cytryny dodanymi do obiadu.


Spore znaczenie ma sposób komponowania posiłków. Zamiast szybkich zastrzyków energii lepiej postawić na połączenie białka, tłuszczów i błonnika, które stabilizuje poziom cukru we krwi i ogranicza nagłe spadki energii. W tej kwestii przyda się jednak cierpliwość. - Trzy, cztery miesiące skrupulatnie przestrzeganej diety, suplementacji i współpracy ze specjalistami to minimum, aby mówić o pierwszych efektach - tłumaczy Środa.
Pierwsze zmiany często widać szybciej, szczególnie ze strony jelit. Z czasem poprawia się trawienie, stabilizuje energia, a miesiączki stają się mniej obciążające. - Dieta antyzapalna to podstawa działania i realne wsparcie leczenia. Jej utrzymanie w dużej mierze decyduje o tym, czy uda się wprowadzić chorobę w remisję - wyjaśnia dietetyczka. To proces bez natychmiastowych efektów, ale krok po kroku pozwala odzyskać większą kontrolę nad tym, co dzieje się w ciele. Czy ktoś kiedyś powiedział ci, iż "miesiączka musi boleć"? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Idź do oryginalnego materiału