Brak rejestrów pacjentów doprowadzi do bankructwa systemu ochrony zdrowia w Polsce

swiatlekarza.pl 11 godzin temu

Polacy uwielbiają chodzić do kilku lekarzy, by potwierdzić diagnozę. Tylko dlaczego robią to za pieniądze podatników? Jak ograniczyć to zjawisko i zaoszczędzić miliardy? Z prof. Waldemarem Wierzbą, redaktorem naczelnym i założycielem „Świata Lekarza”, członkiem Rady Zdrowia przy Prezydencie RP, rozmawia Paweł Kruś

Paweł Kruś (PK): Poprzednią rozmowę zakończyliśmy konkluzją, iż ochrona zdrowia w Polsce jest niedofinansowana, zwłaszcza jeżeli chodzi o zarobki części lekarzy i pielęgniarek oraz innych zawodów medycznych i niemedycznych zatrudnionych w placówkach publicznych. Brakuje też funduszy na wymianę sprzętu w niektórych szpitalach powiatowych i miejskich. Dzisiejszą rozmowę poświęcimy przyczynom trudnego dostępu do świadczeń gwarantowanych dla pacjentów. Jak zmienić tę sytuację?

Prof. Waldemar Wierzba (WW): Problem dostępu do świadczeń jest bardziej skomplikowany niż skierowanie strumienia dodatkowych pieniędzy do szpitali. Tak można by było na chwilę zmniejszyć kolejki. Rzecz w tym, iż nie ma możliwości zakontraktowania odpowiedniej liczby procedur.

PK: Dlaczego?

WW: To bodaj największa luka finansowa w systemie: płatnik kontraktuje liczbę świadczeń na podstawie danych historycznych. Pomagają mu w tym różne instytucje, w tym Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, która zbiera informacje o historycznie wykonywanych świadczeniach oraz liczbie nadwykonań, wykonań czy niedowykonań. Brak rejestrów pacjentów chorujących na konkretne schorzenia, a nie wizyt u lekarzy, prędzej niż później doprowadzi do bankructwa systemu ochrony zdrowia w Polsce.

PK: Dlaczego ten wątek nie pojawia się w obecnej dyskusji o reformie?

WW: Moim zdaniem brak rejestrów medycznych nie pojawia się z dwóch powodów: po pierwsze, nie jest to nośny temat, a po drugie, decydentom wstyd się przyznać, iż po tylu latach nie wiemy, jakie mamy prawdziwe potrzeby zdrowotne – ilu mamy cukrzyków, ilu chorych kardiologicznie itd.

PK: Największe zaległości są chyba w nefrologii, bo tam, nie wiadomo z jakich powodów, lekarze nie zlecają oznaczenia znanego i dostępnego wskaźnika UACR, wcześnie wskazującego na zagrożenie chorobami nerek.

WW: Tak jest we wszystkich dziedzinach medycyny, za wyjątkiem może kilku chorób rzadkich i hipercholesterolemii rodzinnej.

PK: A przecież były kilkakrotnie tworzone mapy potrzeb zdrowotnych…

WW: Jest wiele instytucji zbierających dane, np. Narodowy Zakład Higieny, Instytut Zdrowia Publicznego, w wielu obszarach Agencja Oceny Technologii, Technologii Medycznych i oczywiście ogromna baza danych NFZ, która zawiera informacje o wykonywanych świadczeniach pogrupowanych w tzw. jednorodne grupy pacjentów. Niestety, to system mocno przestarzały, który w dużej części zaciemnia informacje, jeżeli chodzi o to, co jest potrzebne, bo pokazuje liczbę wykonanych świadczeń zakontraktowanych, a nie liczbę pacjentów.

PK: jeżeli pewne świadczenia są modne, bo są dobrze wycenione, to szpitale wykonują ich więcej, niż rzeczywiście potrzeba?

WW: Nie mamy rejestru obiektywnego, na podstawie którego można by to wykazać. W tym tkwi problem. Wszyscy intuicyjnie czujemy, iż coś nie gra, tylko dowodów na to nie ma. A liczba skierowań na modne procedury nieoczekiwanie rośnie. Bez uzasadnienia medycznego.

PK: Tylko rzetelne rejestry pacjentów mogą to zmienić?

WW: Tak. Szczególnie dotyczy to chorób cywilizacyjnych. Jak można zaplanować leczenie chorych na cukrzycę, jeżeli nie wiemy, ilu ich jest! Tylko rzetelna informacja z rejestrów i ich uczciwa analiza po numerach PESEL jest w stanie natychmiast wygenerować miliardowe oszczędności w budżecie.

PK: W jaki sposób?

WW: Przypisanie pacjentów do konkretnych jednostek chorobowych umożliwi skontrolowanie, przy pomocy numeru PESEL, liczby wizyt u lekarzy w tym samym celu.

PK: Polacy uwielbiają sprawdzać diagnozy lekarzy i chodzą do kilku.

WW: Tylko dlaczego ma za to płacić NFZ, dlaczego za taką beztroskę płacimy wszyscy?! jeżeli ktoś chce sześć razy iść do diabetologa, droga wolna, tylko drugi i kolejne razy już za własne pieniądze.

PK: W systemach e-skierowań muszą pojawić się ograniczniki, takie „czerwone lampki”, jak w przypadku leków wchodzących w interakcje z innymi. I rejestry pacjentów nagle staną się wiarygodne.

WW: Rejestry pokażą jednego pacjenta, a nie sześć wizyt. Dzięki temu planowane będą świadczenia gwarantowane dla jednej osoby, nie dla sześciu. Można by uwolnić pieniądze i skrócić kolejki. To byłaby rewolucja i oczekiwana zmiana.

PK: I do niej zmierzajmy.

Idź do oryginalnego materiału