2395. Dębowiec - polskie La Salette

na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com 2 dni temu
W ostatnią sobotę maja wiele wspólnot Prowincji Południowej "Wiary i Światło" wyruszyło w podróż do Dębowca, aby uczestniczyć w dorocznej pielgrzymce. Każdego roku wybierane jest inne miejsce. Rok temu był to położony w Beskidach Rychwałd. W tym roku Rada Prowincji zdecydowała, iż będzie to położony na jej drugim końcu Dębowiec, tak aby tym razem wspólnoty z podkarpacia miały bliżej.
Dębowiec to niewielka miejscowość usytuowana na podkarpaciu. Dawniej było to miasto, ale w 1896 roku zostało ono zdegradowane do wsi. Na początku XX wieku Saletyni zakupili tamtejszy park wraz ze znajdującym się na nim dworem. Z czasem wybudowali na jego terenie swój klasztor oraz Sanktuarium Matki Bożej Saletyńskiej.
Budowa sanktuarium rozpoczęła się w 1936 roku. Blisko 90 lat wcześniej, 19 września 1846 roku, w niewielkiej wiosce położonej we francuskich Alpach, dwoje pastuszków: 15-letnia Melania Calvat oraz 11-letni Maksimin Giraud mieli doznać objawienia Matki Bożej. Według ich relacji była to niezwykłej piękności, siedząca jakby wewnątrz jasnej kuli. Z początku miała zakrytą dłońmi twarz, a jej łokcie oparte były o kolana. Na piersiach niewiasty widniał krzyż z Jezusem Chrystusem i zawieszonymi na nim narzędziami męki: młotkiem oraz obcęgami. Z krzyża promieniowała niezwykła jasność otaczająca Piękną Panią. Na miejscu objawienia wytrysnęło cudowne źródełko, które płynie do dzisiaj.
Podkarpackie ukształtowanie terenu przypomina to alpejskie. Podobnie jak przed laty Mikołaj Zebrzydowski wybudował Kalwarię na zboczach Beskidu, aby jak najwierniej odzwierciedlała naturalny krajobraz Jerozolimy, tak w XX wieku Saletyni wybrali Dębowiec, który do złudzenia przypominał im środowisko francuskich Alp. Budowa świątyni została ukończona w 1939 roku, a dwa lata później uroczyście poświęcona przez księdza Franciszka Kasaka. Działania wojenne nie oszczędziły budowli - ponieważ w klasztorze stacjonowali żołnierze Wehrmachtu, został on zniszczony przez lotnictwo sowieckie 17 września 1944 roku. Kościół został odbudowany po II wojnie. Aktualna budowla została konsekrowana przez biskupa przemyskiego Ignacego Tokarczuka w 1966 roku. Z kolei 20 maja 2012 roku decyzją wydaną przez papieża Franciszka świątynia została ustanowiona bazyliką mniejszą.
Początek spotkania przewidziano na godzinę 12:00. Może i późno, ale dzięki temu wszystkie grupy mogły spokojnie dojechać na miejsce. A choćby nieco odpocząć. Wiecie, przynależność do dwóch wspólnot nie jest łatwa i trzeba jakoś dzielić pomiędzy nie swojej życie. Salomonowym wyrokiem przyjechałam z Wadowicami, a wróciłam z Jaworznem.
To, co rzuca się w oczy po przybyciu na miejsce to majestatyczny portal świątynny. Stojąc przed nim człowiek zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, jak bardzo jest mały. Przynajmniej ja miałam takie wrażenie, kiedy wraz z "Rafałkami" zbliżyliśmy się do wejścia. A ponieważ byliśmy przed czasem, usiedliśmy na ławkach stojących przed kościołem.
Inne wspólnoty też zaczęły już się schodzić, co zwiastowało, iż już za chwilę rozpocznie się Eucharystia. Można było spokojnie wejść do wnętrza kościoła i zająć dogodne miejjsce. W środku było już sporo osób. Moją uwagę przykuła figura Matki Bożej Płaczącej, znajdującej się w bocznej kaplicy sanktuarium. Jest to rzeźba będącą kopią figury z La Salette o wysokości 130 cm. Przedstawia ona Matkę Bożą Saletyńską siedzącą na kamiennym głazie. Twarz ma ukrytą w dłoniach i jest pochylona ku przodowi. Wykonano ją z drewna lipowego i pokryto polichromią. W roku koronacji (1996) przeszła ona gruntowną konsekrację. 15 września 1996 odbyła się jej koronacja, dokonana przez nuncjusza apostolskiego, ks. abp. Józefa Kowalczyka.
Z tego co wyczytałam, to w sanktuarium znajduje się też posrebrzany relikwiarz z relikwiami ponad 50 świętych. Ma kształt ściętego pnia, z którego wyrastają gałęzie i młode pędy symbolizujące odradzający się Kościół. W podstawę relikwiarza wmontowano relikwie Apostołów, fundamentu Kościoła. Relikwie św. Piotra i św. Pawła znajdują się w górnej części zamykającej relikwiarz.
O godzinie 12:00 zadzwoniła kościelna sygnaturka, a do prezbiterium weszli kapłani wraz z asystującą im służbą liturgiczną. Na początek jednak zostaliśmy powitani przez jednego z saletynów posługujących na miejscu. W Mszę zaangażowani byli wszystkie wspólnoty: utworzył się zespół muzyczny, czytali czytania, śpiewali psalmy i aklamację przed Ewangelią, czytali Modlitwę Wiernych, komentarze do darów, jak i nieśli same dary do ołtarza. Byłam też świadkiem chyba najkrótszej homilii w życiu, liczącej kilka ponad 3 minuty. Sprowadzała się ona do tego, iż mamy żyć tak, aby nikt przez nas nie płakał.
"Rafałki" niosą w darze swój sztandar
"Ojcze nasz" powinno jednoczyć wszystkich wiernych
I już sam ołtarz.
Po Mszy zostaliśmy jeszcze na chwilę w kościele, aby zobaczyć scenkę przedstawiającą objawienie Matki Bożej w La Salette, o którym pisałam na początku. Nie wiem czy wiecie, ale osoby upośledzone umysłowe lepiej przyswajają to co widzą, niż słyszą. Dlatego tak dużo na spotkaniach scenek i pantomimy.
Przy okazji zostało nam przedstawione orędzie Matki Bożej z La Salette. Objawienie Maryi miało obudzić wiernych, zburzyć obojętność, pewność siebie i doprowadzić do oparcia życia na Jezusie Chrystusie. Słowa Orędzia obnażają nieposłuszeństwo wobec Boga, lekceważenie Kościoła i sakramentów, zapraszają do odnowy modlitwy i świadectwa wobec innych ludzi.
Po obejrzeniu przedstawienia wszystkie grupy udały się do pięknego ogrodu, aby tam w ciszy i skupieniu przeżyć Drogę Krzyżową. Przy każdej jej Stacji zatrzymywaliśmy się i z przejęciem wypowiadaliśmy wcześniej poznaną formułkę: "Kłaniamy Ci się Jezu Kochany i całujemy Twe święte rany". Łatwa, prostat, rymowana, wpadająca w ucho. Myślę, iż każdy bez większych problemów ją opanował. Po drodze moją uwagę przykuła figura przedstawiająca Matkę Bożą Płaczącą, tą, którą można zobaczyć w murach sanktuarium. Z tą jednak różnicą, iż tamta była kolorowa i jakby bardziej "radosna" (sama nie wiem, jak to nazwać, bo nie chodzi mi tutaj o euforia ducha, ale taką wizualną), z kolei ta była kamienna, co wywołało we mnie jeszcze większą trwogę. Może tak samo czuły się tamte dzieci, kiedy objawiła im się Matka Boża?
W czytanie rozważań poszczególnych Stacji również były zaangażowane różne wspólnoty, co sprawiało, iż ponownie staliśmy się jednością. Silniejsi i sprawniejsi pomagali tym słabszym, aby łatwiej im było iść. Jedyne co mogło nam przeszkodzić, to deszcz, który wróżyły wiszące nad terenem sanktuarium chmury. Spadło choćby kilka kropel, tworząc na chodniku wyróżniające się różne wzory. choćby szepnęłam stojącej obok koordynatorce "Dominków-bis", iż zaraz lunie jak z cebra. Usłyszałam w odpowiedzi, iż może nie będzie tak źle, jak myślę. No bo w sumie taka ulewa mogłaby zakończyć całą Drogę Krzyżową. Ale nie, jakoś wytrzymało do końca.
Kiedy doszliśmy do ostatniej stacji jeden z zakonników posługujących w sanktuarium sam stwierdził, iż jest zaskoczony, iż byliśmy tak cicho, iż słychać było brzęczenie much. A to podobno nierzadko się zdarza w tamtym miejscu.
Ostatnim punktem spotkania była Agape, czyli coś dla ciała i coś dla ducha. Do jedzenia był bigos, nie zabrakło także ciast i innych słodkości. A potem rozpoczęła się zabawa. Tańcom i innym wygibańcom nie było końca, a śmiechu przy tym co niemiara.
Zbliżało się późne popołudnie, czas było wracać do domu. Przybyłe na spotkanie wspólnoty powoli zaczęły kierować swoje kroki w stronę parkingu, na którym już czekały na nich autokary. Wracając z obydwoma wspólnotami wstąpiliśmy jeszcze na chwilę modlitwy do pięknej kaplicy znajdującej się w podziemiach kościoła.
Te gołąbki pijące wodę z poidełka są urocze. Po dniu pełnym wrażeń wyruszyliśmy w czterogodzinny powrót do domu. Właśnie wtedy dowiedziałam się, iż wyjazd był zorganizowany z grupą z Libiąża. W sumie, nie było nas dużo, więc mogliśmy się śmiało połączyć.
Z pielgrzymki wróciłam z pozytywnymi wrażeniami. Raczej nie było większego zaskoczenia, zwłaszcza, iż rok temu uczestniczyłam w podobnym spotkaniu. A gdyby jeszcze kazanie każdy z nas wziął sobie do serca, to o ileż świat byłby piękniejszy i lepszy.
Idź do oryginalnego materiału