2378. Wielkie święta dla nowych parafii, czy jednak dobrze wykorzystane?

na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com 1 dzień temu
Wraz ze zbliżającym się końcem peregrynacji kopii Ikony Matki Bożej Częstochowskiej, jej obraz zawędrował w bliższe moim okolicom regiony. Na przestrzeni od kwietnia do maja udało mi się z nią spotkać aż cztery razy, w tym ponownie trzy razy w ciągu jednego tygodnia, co jest dużym osiągnięciem. Jak to powiedział jeden z diecezjalnych ceremoniarzy - szacun. On był bowiem tylko na czterech nawiedzeniach. Co ciekawe, wszystkie cztery parafie są stosunkowo nowe, powstałe po 1980 roku, a więc po okresie ostatniej peregrynacji obrazu po tych ziemiach. Nie miały one okazji dostąpić zaszczytu nawiedzenia ich przez ikonę w takim wymiarze, jaki miał miejsce aktualnie. Wszystkie dostały szansę jak najlepszego ugoszczenia Maryi, którą wykorzystały na swój sposób.
Pewne części związane z powitaniem i pożegnaniem kopii ikony Jasnogórskiej Pani są stałe. To nabożeństwo oczekiwania składające się z odczytania fragmentu Ewangelii św. Jana opowiadającej o tym, jak Jezus oddał swoją Matkę Janowi, a Jana swojej Matce oraz odśpiewanie Litanii Loretańskiej. To fanfary podczas wyjazdu obrazu na specjalnych szynach z kaplicy-samochodu, to uklęknięcie na ten moment wszystkich tych, którzy mogli uczynić ten gest. To ucałowanie przez proboszcza ram obrazu. To powitanie w kościele przez przedstawicieli duchowieństwa oraz parafian. To odczytanie dekretu papieża Leona XIV na rozpoczęcie peregrynacji w parafii. To Msza święta na powitanie i pożegnanie kopii Ikony. To uroczyste "Te Deum" na zakończenie peregrynacji w parafii oraz zawierzenie wiernych opiece Najświętszej Maryi Panny. To wyniesienie procesyjne Ikony i przekazanie jej dalej. Pozostałe elementy tego historycznego momentu są inicjatywą proboszczów.
Moje ponowne pielgrzymowanie z Maryją po zagłębiowskich parafiach zaczęło się w przedostatni weekend kwietnia, kiedy zawędrowała ona do sosnowieckiej parafii, którą zarządzają księża salezjanie. Jak wielu z Was wie, po rozpadnięciu się Oratorium działającego przy mojej parafii przeniosłam się tam. Do tamtejszej parafii ikona przywędrowała w niedzielę 26 kwietnia. Dzień wcześniej mieliśmy z dziećmi zajęcia, podczas których przygotowywaliśmy teren parafii na to niezwykłe i niecodzienne przyjęcie. Wraz z rodzicami dzieci przyozdabialiśmy go kolorowymi wstążkami i chorągiewkami, tak samo jak przyozdobiliśmy całą trasę procesji do kościoła dwoma ulicami parafii. Podopieczni z kolei uczyli się śpiewu pięknej pieśni maryjnej "Matko, Królowo wspierać chciej w niedoli". Jej refren "Ze łzawym okiem, z sercem bolejącym, do Ciebie Matko wznosim nasz głos. Okaż swą swą litość dzieciom Twym cierpiącym, osłódź Maryjo smutny nasz los" niósł się pomiędzy betonowymi blokami. Przy okazji przybliżyliśmy dzieciakom historię jasnogórskiej ikony. A dzieci same projektuwały sukienki dla Najświętszej Panienki, które potem wywieszono na ścianach kościoła. Aż żal mi się zrobiło, iż moją parafię ominie taka akcja...
Maryja miała przybyć do parafii w niedzielę ok godziny 16:00. Niestety nie mogłam być na tym pełnym euforii powitaniu połączonym z uroczystą procesją do kościoła. Jeszcze nie opanowałam bilokacji. Podjechałam za to na zakończenie peregrynacji, które miało miejsce na drugi dzień, o godzinie 16:00. Chociaż przybyłam na miejsce trochę wcześniej, aby jeszcze trochę pomodlić się przed kopią cudownego wizerunku.
Msza święta na pożegnanie sprawowana była pod przewodnictwem proboszcza tamtejszej parafii (błagam, niech nam dadzą kogoś jego pokroju, kto odbuduje parafię od strony duchowej), a kazanie wygłosił kustosz wizerunku maryjnego, ojciec Karol. Przywołał w nim historię świętego Maksymiliana Marii Kolbego, któremu też ukazała się Najświętsza Maria Panna i pokazała mu dwie korony - czerwoną symbolizującą męczeństwo oraz białą oznaczającą czystość. On, wtedy dwunastoletni chłopiec, przyjął obydwie. Ojciec podkreślił, iż Maryja była z świętym franciszkaninem do końca i również z nami będzie po wsze czasu.
Po odśpiewaniu uroczystego "Ciebie Boga wysławiamy" i pożegnaniu wizerunku przez przedstawicieli parafii obraz został zapakowany do samochodu i wraz z proboszczem ruszył w dalszą drogę.
Na kolejną okazję do spotkania z jasnogórską ikoną czekałam do 20 maja, kiedy obraz odwiedził moją rodzimą parafię. Miałam mieszane uczucia co do udziału w tych obchodach. Z jednej strony w dalszym ciągu mam awersję do naszego obecnego proboszcza, ale z drugiej - druga taka okazja może się dłuuugo nie powtórzyć. Kiedy na początku maja zadałam Pani Dyrygent pytanie, jak tam przygotowania parafii do peregrynacji, odpowiedziała mi wymowna cisza. Dlatego choćby nie szykowałam się na nic szczególnego. I pewnie dlatego ominęło mnie bolesne rozczarowanie.
Parafia ma potencjał. W pamięci mam peregrynację obrazu Jezusa Miłosiernego, z którym szliśmy od Oratorium do kościoła (ok. 800 m) oraz relikwii św. Jana Bosko, do której przygotowywaliśmy się miesiącami i w którą był zaangażowany ten kto chciał. Tutaj nic. Żadnych rekolekcji, tylko jednodniowy dzień skupienia w niedzielę, w którą była i I Komunia Święta i Rocznica I Komunii Świętej... Pozostawiam to bez komentarza.
W środowe popołudnie 20 maja zgromadziliśmy się około godziny 17:00 na placu przed kościołem, gdzie oczekiwaliśmy na przyjazd kaplicy - samochodu. Oprócz księży posługujących w parafii w powitaniu wzięli udział również inspektor inspektorii wrocławskiej (to taka jakby diecezja salezjańska), pod którą należy nasza parafia oraz wywodzący się z parafii główny koordynator nawiedzenia kopii obrazu w diecezji, ksiądz Paul. Ponieważ w niedzielę poprzedzającą wydarzenie miała miejsce I Komunia Święta, jak i rocznica, wśród zgromadzonych nie zabrakło dzieci pierwszokomunijnych oraz rocznicowych. Słuchając komentarzy czytanych przez lektora Sarenkę z niecierpliwością wyczekiwaliśmy przybycia samochodu.
Po zaparkowaniu samochodu na wyznaczonym miejscu i wysunięciu kopii ze środka, a także po wstępnym powitaniu ikony ruszyliśmy w minimalnej procesji do kościoła. W środku odbyło się pożegnanie przez przedstawicieli parafii, która gościła kopię przed nami oraz powitanie przez przedstawicieli naszej parafii. Następnie księża i ministranci udali się do zakrystii, aby przygotować się do Mszy, a parafianie mieli chwilę na pierwsze obcowanie z kopią obrazu jasnogórskiego.
Mszy na rozpoczęcie nawiedzenia obrazu w parafii przewodniczył inspektor salezjańskiej, a homilię wygłosił kustosz obrazu, ojciec Karol. Opowiedział w niej nieco o dotychczasowym przebiegu peregrynacji podkreślając, iż nie było parafii, w której przyjęto by obraz bez entuzjazmu. Ech, czyżby to była aluzja do wiecznie naburmuszonej miny naszego proboszcza? Zwrócił też uwagę na niesprawiedliwy obraz naszej diecezji w mediach. Że, owszem, dzieje się w niej wiele złego, ale jeszcze więcej - dobrego. Po Mszy, aż do 21:00 trwało indywidualne czuwanie wiernych przy ikonie. O 21:00 odbył się Apel Jasnogórski prowadzony przez kustosza. Oprócz tradycyjnego zaśpiewania "Maryjo, Królowo Polski" poprowadził też medytację wprowadzającą nas w tajemnicę Maryjnego Macierzyństwa.
Na drugi dzień zaplanowano m.in. poranną Mszę Świętą, Mszę Świętą z udzieleniem sakramentu Namaszczenia Chorych, Anioł Pański z udziałem księży pochodzących z parafii oraz salezjanów z Sosnowca, koronkę do Bożego Miłosierdzia oraz Mszę Świętą na zakończenie peregrynacji. Ogólnie kościół był przez cały czas otwarty, aby każdy chętny wierny mógł wejść chociażby na chwilę, aby pomodlić się przed wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej. Osobiście byłam dopiero na dwóch ostatnich punktach, czyli wspólnej Koronce do Bożego Miłosierdzia oraz Mszy pożegnania sprawowanej pod przewodnictwem księdza biskupa Artura Ważnego. Podczas niej proboszcz wyrażał radość, z pierwszej wizyty ordynariusza w naszej parafii, a ja ironizowałam w myślach, iż może to sobie poczynać za swoją największą zasługę jako pana i władcy parafii. Już w katowickim Duszpasterstwie Akademickim Artur jest częściej, niż u nas...
Odpuśćmy jednak rozmyślania na temat proboszcza, który niebawem nas opuści. Skupmy się na biskupie i na tym, co mówił podczas kazania. Jego główną myślą była postać Maryi, jako kochającej matki. Takiej, która chce każdego przytulić swoim wolnym ramieniem. Takiej, która nie osądza, ale potrafi upomnieć, potrafi powiedzieć o swoich uczuciach, tak jak wtedy, kiedy odnalazła dwunastoletniego Jezusa. Takiej, która chce być matką każdego z nas, jak była matką dla Jezusa, prawdopodobnie dla Jana Chrzciciela oraz Jana Ewangelisty. Dlatego uważnie słucha każdego z nas. Ale nie spełnia każdej proźby. Bo co to byłby za rodzic, który spełnia każde życzenie dziecka? Czy wtedy potrafiłoby ono cieszyć się ze spełnionego marzenia i doceniać to, co dostało?
W czasie Mszy, po kazaniu, miało miejsce ustanowienie tzw. "Margaretki", czyli siedmiu osób, które zobowiązały się codziennie modlić za naszego biskupa.
Po zakończeniu Eucharystii nastąpiło zakończenie wizyty kopii jasnogórskiej ikony w kościele. W krótkich słowach proboszcz oraz przedstawiciele parafii pożegnali cudowny wizerunek. Po doniosłym "Ciebie Boga Wysławiamy" został on wyniesiony z budynku i załadowany do czekającego na niego samochodu, którym pojechał do sąsiedniej parafii.
Dzień później z kolei brałam udział w powitaniu ikony w parafii św. Maksymiliana Marii Kolbego. Ponieważ jestem zaangażowana u nich w przygotowanie młodzieży do bierzmowania, mniej więcej wiedziałam, jaki jest plan nawiedzenia parafii przez ikonę. Tzn. był oficjalny program, ale ja wiedziałam ciut więcej. I tylko żałowałam, iż mogłam być tylko w piątek, ponieważ w sobotę i niedzielę miałam wyjazd. No niestety nie da się połączyć niektórych rzeczy.
Jadąc autobusem na Mydlice (jedna z dzielnic w moim mieście) mijałam parafię św. Barbary, która była przystankiem dla ikony pomiędzy moją parafią, a św. Maksem. Widziałam, iż już powoli przygotowują się do pożegnania obrazu. Powitanie w Maksie zaplanowane było jednak na godzinę 17:00, miałam więc jeszcze trochę czasu, aby spokojnie dotrzeć do celu.
Właściwie to nie musiałam docierać pod kościół, a pod szkołę, w której pracuję. To tam zaplanowane było nabożeństwo oczekiwania oraz powitanie kopii obrazu, a następnie procesyjne przejście do kościoła. Kiedy dotarłam na miejsce wielu ludzi było już zebranych na placu przed szkołą. Na czele stały dzieci pierwszokomunijne z różyczkami w dłoniach oraz ministranci trzymający dzwonki i pochodnie. Wokół nich kręcili się księża i rodzice, niecierpliwie czekający na przybycie kopii obrazu. W końcu samochód, eskortowany przez policję, zajechał przed szkołę i przy fanfarach wysunięto cudowny wizerunek. Po przejęciu ich przez parafię ruszyliśmy do kościoła. Naszej procesji towarzyszył radosny śpiew połączony z tańcem z flagami znanym z Lednicy. Po drodze zmieniały się osoby niosące ikonę, co było szczególnie piękne.
Tuż przy drzwiach prowadzących do kościoła ministranci powitali Maryję racami i radosnymi okrzykami. Po wniesieniu jej do wnętrza cudowny wizerunek został umieszczony na specjalnie przygotowanym tronie, pożegnany przed przedstawicieli parafii św. Barbary i powitany przez proboszcza i przedstawicielu św. Maksa. Nastąpiło oczekiwanie na Mszę świętą pod przewodnictwem biskupa Ważnego.
Uroczystej procesji wejścia towarzyszył śpiew pieśni przewodniej peregrynacji obrazu w diecezji - "Z Tobą Maryjo pielgrzymujemy". Imponująca była liczba ministrantów biorących udział w procesji. choćby sobie pomyślałam, iż Ksiądz Niosący Światło mógłby być z siebie zadowolony. Czemu nie dumny? Bo zawsze nade wszystko wymagał od siebie i stawiał sobie coraz wyższą poprzeczkę działania. Pochwały kierował na innych, nie na siebie. A tacy ludzie nie potrafią czuć dumy.
W swoim kazaniu ksiądz biskup odwoływał każde >>tak<< Piotra na pytanie Jezusa czy Go miłuje do trzech zdrad umiłowanego ucznia. Pierwsza zdrada była w Ogrodzie Oliwnym, kiedy Piotr zasnął zamiast czuwać. Druga zdrada odbyła się na dziedzińcu Poncjusza Piłata. Natomiast trzecia zdrada miała miejsce, kiedy nie było go pod Krzyżem, gdy umierał Pan. Po każdej z tych zdrad Jezus powinien odwrócić się od Piotra mówiąc mu, iż nie chce go znać, tak samo jak on wyrzekł się Jego znajomości. Nie zrobił jednak nic takiego. A choćby oddał w jego ręce cały Kościół. I na nas Pan Jezus czeka z otwartymi ramionami, kiedy się Jego wyrzekniemy. Bo przyszedł na świat nie po to, by karać, ale żeby dawać nadzieję.
W parafii tej Maryja gościła aż trzy dni i była m.in. świadkiem Pierwszej Komunii świętej dzieci ze Szkoły Muzycznej oraz ze Szkoły Społecznej.
Ostatnim majowym spotkaniem z kopią ikony Matki Bożej Częstochowskiej było to w będzińskiej parafii św. Brata Alberta. Miało to miejsce w dniach 26-27 maja i podobnie jak w przypadku mojej rodzinnej parafii, byłam na niemal wszystkich wydarzeniach. Obraz do obrzeży parafii miał przybyć około godziny 17:15. Już przed 17:00 wyruszyliśmy w uroczystym pochodzie na ulicę 1-Maja, na którą miał podjechać samochód - kaplica z podobizną Cudownego Obrazu. Za ministrantami kroczyły dzieci pierwszokomunijne z różyczkami w dłoniach, za nimi księża, a za księżmi wierni. Jako ministrantce przyszło mi w udziale iść z świecą, która wcale nie była taka lekka. Zwłaszcza kiedy niosło się nią przez kilometr.
Po dotarciu na miejsce musieliśmy chwilę poczekać, aż wspomniany pojazd przyjedzie na miejsce. Ekscytacja sięgała zenitu, zwłaszcza wśród najmłodszych. W końcu na horyzoncie pojawił się charakterystyczny granatowy samochód.
Po ceremonii pierwszego powitania przez dziekana dekanatu ruszyliśmy w drogę powrotną do kościoła. Dla mnie pięknym akcentem było to, jak obraz był niesiony przez różne grupy działające przy parafii, podobnie jak to było w przypadku październikowej peregrynacji w Siewierzu oraz piątkowej peregrynacji w Maksymilianie Marii Kolbem. Tego właśnie przede wszystkim zabrakło mi w mojej parafii.
Po przybyciu do świątyni obraz został postawiony na specjalnie przygotowanym ku temu tronie. I znowu piękne było to, iż choćby w niewielkim kościółku znalazło się miejsce na godne przyjęcie Maryi choćby na te niecałe 24 godziny.
Msza święta powitalna sprawowana była przez biskupa Artura Ważnego. W wygłoszonej do wiernych homilii wskazał na takie trzy ślady, jakie pozostawiła po sobie Maryja. Pierwszy to >>fiat<<, czyli zgodzenie się na wolę Bożą. Drugi to "Magnificat", czyli wygłoszenie chwały względem Boga i Jego planów. I w końcu trzeci ślad to "Stabat", czyli boleść pod krzyżem, kiedy umierał jej Syn. Te trzy ślady są też obecne w życiu każdego z nas w mniejszym lub większym stopniu, ponieważ są nieodłączne od ludzkiego losu.
Na koniec Mszy inaugurującej obecność Matki Bożej Częstochowskiej w parafii została poświęcona tzw. "Mała kopia jasnogórskiej ikony", która będzie pielgrzymować po domach. Wieczorem miał jeszcze miejsce Apel Jasnogórski oraz jeszcze jedna Msza, tzw. "pasterka" o powołania kapłańskie z parafii i w ogóle z diecezji. Przez całą noc wierni gromadzili się na modlitwie, ponieważ proboszcz nie zamykał kościoła na noc.
W środę pierwsza Msza była już o godzinie 7:00. Ja jednak przyszłam posłużyć do kolejnej - o godzinie 11:00, która była połączona z sakramentem namaszczenia chorych. Pierwszy raz miałam okazję obserwować całą procedurę przygotowawczą połączoną nie tylko z przygotowaniem olei, ale też... soli, chleba i soku z cytryny. Tak najszybciej i najgodniej usunąć święty tłuszcz z palców kapłana - to tak dla wyjaśnienia. Obrzędu udzielił wspomniany już kilkarazy ojciec Karol, a podczas skierowanego do wiernych Słowa Bożego tłumaczył im, iż ten sakraament nie jest udzielany "na ostatnią drogę", jak się przez laty utarło, ale wręcz jako wzmocnienie na duszy tych, którzy tego potrzebują. Po Mszy byłam świadkiem pięknej sceny, gdzie dzieci z pobliskiej podstawówki przyszły w ramach lekcji religii pokłonić się kopii jasnogórskiego obrazu.
Pożegnanie obrazu miało miejsce o godzinie 16:00. Wcześniej wspólnotowo odmówiliśmy Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Sama Msza była raczej skromna. Administrator parafii podczas kazania jeszcze raz podkreślił, jak ważnym wydarzeniem było nawiedzenie tej stosunkowo nowej parafii przez ikonę jasnogórskiego obrazu. Ale zauważył też, iż nie byłoby to możliwe bez współpracy z parafianami i ich zaangażowaniu. Gorąco dziękował wszystkim tym, którzy w jakikolwiek sposób włączyli się w to, aby te dwa historyczne dni przeżyć jak najbardziej godnie. Nie każdy wie, iż tego dnia przyszła pocztą nowa pieczątka parafii, a pierwsze jej użycie nastąpiło w kronice peregrynacyjnej. Tak więc wydarzenie dla parafii naprawdę bezprecedensowe.
Po zakończeniu Eucharystii ksiądz administrator oraz przedstawiciele parafii pożegnali ikonę dziękując jej za przybycie. Tuż obok niej znajdowała się mała ikona, która też będzie peregrynować wśród parafian. Tzw. mała peregrynacja rozpocznie się 17 czerwca, w dniu patrona parafii. Po odśpiewaniu uroczystego "Te deum", przy dźwięku dzwonów i dzwonków, uformowaliśmy procesję, która wyprowadziła obraz z ścian kościoła. Na zewnątrz nie czekał jednak dobrze znany mi samochód - administrator parafii uzgodnił z proboszczem kolejnej parafii, iż obraz zostanie przekazany w pieszej procesji u styku ich granic. W związku z tym musieliśmy ponownie przejść ok. 1 kilometra, co zrobiło na mnie niesamowite wrażenie, bo dotąd nie spotkałam się z takim pomysłem. Za dworcem PKP czekali na nas parafianie z parafii p.w. św. Jana Chrzciciela, którzy przejęli obraz. Większość parafian odprowadziła kopię ikony do samego kościoła, ksiądz administrator kazał jednak nam, członkom służby liturgicznej ołtarza, wracać z niesionymi przez nas świecami i krzyżem, do naszego kościoła.
Cztery parafie, cztery różne sposoby celebrowania tych kilku chwil, w których goszczona była kopia ikony Matki Bożej Częstochowskiej. Tak jak pisałam, był to dla nich historyczny moment, ponieważ podczas wcześniejszej peregrynacji w latach 80 nie istniały zarówno one, jak i cała diecezja. Trasy przejazdu samochodu - kaplicy udekorowano kolorowymi chorągiewkami, ludzie w oknach pozawieszali maryjne emblematy. Nawiedzenie obrazu wiązało się z łzami radości, ale i z uśmiechem i poczuciem szczęścia. W wielu parafiach poprzedziły ją wielomiesięczne przygotowania. Bardzo mi się podobała inicjatywa ostatniej parafii z zorganizowaniem rekolekcji "Oddanie 33" na 33 dni przed dniem peregrynacji. Ciekawym pomysłem było też sprzedawanie zdjęć przedstawiających różne momenty peregrynacji w danej parafii. Żałuję, iż nie kupiłam sobie takiego z Siewierza. Mam nadzieję, iż był to dobry czas dla wszystkich i iż zostanie ze świadkami tych wydarzeń na długie, długie lata.
Idź do oryginalnego materiału