Matematycznie się zrobiło wśród moich młodych znajomych, a to za sprawą matury, do której podejdą już za półtora miesiąca. Kubulec (mój najstarszy chrześniak), Maksym, Benek i Kropka. Cała czwórka to uczniowie technikum. Tak się jakoś złożyło. U jednych jest stresik, inni podchodzą do tego na luzie, w myśl zasady, iż i tak mają już zawód technika, więc to jest plus nad uczęszczaniem do liceum, które oprócz wiedzy nie daje żadnego zawodowego doświadczenia. Proporcje są równe 50:50.
Nie zmienia to faktu, iż zarówno jedna, jak i druga strona może liczyć na moją pomoc w przygotowaniu do matury z tego przedmiotu. Teoretycznie niezdana przez pięć lat matura z matematyki Młodszej trochę podcięła mi skrzydła, ale w końcu uznałam, iż nic bym nie wskórała z jej nastawieniem do życia i nauki. Z pustego i Salomon nie naleje, a swoją awersją i niechęcią przebiła chyba samego Maksyma. Nie to, żeby chłopak pokochał matmę, czy został jej mistrzem, leci na trójkach, ale wywalczonych, znalazł jednak sens jej istnienia. Zajęło mu to dziesięć lat, ale można uznać to za malutki sukcesik. Z Kropką i Beniem nie ma problemów, Kubulec powiedział, iż podchodzi, a jak mu się nie uda, to świat się nie zawali. Nie każdy musi mieć maturę. Jest dobry w informatyce i sporcie, poradzi sobie w razie "porażki".
Podczas spotkań staram się im tłumaczyć, iż matematyka to nie tylko duża ilość przykładów, które trzeba przerobić, aby ją zrozumieć. To znaczy, to też jest ważne, ale wydaje mi się, iż w przypadku sporej ilości uczniów dużo przydatniejsze jest pokazanie im zastosowania ich w codziennym życiu. Kiedy Maksym i Benio byli młodsi, korzystałam z pomocy książki wydanej przez mBank pod tytułem "Matematyka jest wszędzie" (o której pisałam >>tutaj<<). Aktualnie głównie przerabiam ją po raz enty ze Słowiczkiem. I chyba tutaj nie wzniesiemy się o level wyżej, chociaż za kilka lat skończy on swoją edukację. Przykłady z książki wykorzystuję też będąc na zastępstwie w młodszych klasach podstawówki. Bo kto powiedział, iż muszę się ściśle trzymać podręczników?
Za to szukając inspiracji do pracy ze wspomnianą czwórką, a zwłaszcza z Maksymem, sięgnęłam po książkę, która oczarowała mnie swoją niebanalnością, a zarazem nie infantylnym podejściem do tematu od pierwszego zdania - "Pi razy drzwi, czyli dziwne przypadki matematyki". Wypożyczyłam ją z biblioteki, ale zastanawiam się, czy nie kupić sobie jej na własność.
Tytuł: "PI razy drzwi, czyli dziwne przypadki matematyki"Autor: Mickael Luanay
Wydawnictwo: Feeria Science
Łódź 2017
Ilość stron: 304
Nie wszyscy lubią matematykę. A jednak umiejętność liczenia okazuje się bardzo przydatna w codziennym życiu. I jedno, i drugie nie ulega wątpliwości. Czy można przekonać się do matematyki będąc humanistą albo nie mając do niej głowy? Myślę, iż tak. A pomocna w tym może okazać się lektura książki "PI razy drzwi, czyli dziwne przypadki matematyki" autorstwa Mickaela Luanay'a.
Wiem, iż wiele osób może się skrzywić na sam jej tytuł. Bo niejednemu z nas matematyka kojarzy się z czymś nudnym i niemożliwym do ogarnięcia. I jeszcze te tytuły zawartych w niej rozdziałów, takie jak np.: "Nieuświadomiona matematyka", "Wstęp tylko dla geometrów", "Potęga trójkątów", czy też "Zmierzyć przyszłość". Sami przyznajcie, nie zachęca do wgłębiania się w ich treść. A jednak każdy z rozdziałów jest niesamowitą wycieczką w przeszłość, gdzie zapoznaje się z rozwojem matematyki nie dzięki liczb, ale ciekawostek i "spotkań" z wybitnymi matematykami z różnych epok, a także w przyszłość, podczas której prognozowany jest dalszy rozwój tej dziedziny nauki. W rozdziałach znajdziemy też liczne graficzne przykłady przedstawianych treści, co jeszcze bardziej ułatwia jej odbiór.
Długo zastanawiałam się, czy jest coś, co mogłabym zarzucić tej pozycji. I przyznam, iż chyba nie ma nic. Wszystko zostało opisane łatwym, przejrzystym językiem i opatrzone prostymi, ale trafnymi ilustracjami. Logiczny układ rozdziałów, zastosowany według chronologii ustanowienia różnych matematycznych reguł, ułatwia w niej nawigację. W książce znalazłam też wiele powiązań z innymi dziedzinami nauki i wiedzy, w tym tak nieoczywiste, jak z teologią. Pytacie jak to możliwe? O Szymonie z Cyreny myślę, iż każdy słyszał. A o Eratostenesie z Cyreny (tej samej, sprawdzałam w różnych źródłach), który jako pierwszy dokładne zmierzył obwód Ziemi? Nie sądzę. Zresztą w książce znajduje się wiele takich ciekawostek, które z dużym prawdopodobieństwem zaciekawią "typowego humanistę" pokazując, iż matematyka, podobnie jak lingwistyka (albo filologia) są wszędzie. Może nie od razu sprawią, iż pokocha się matematykę, ale pokażą w jak wielu codziennych sytuacjach mamy z nią styczność, to zaś może sprawić, iż chociaż trochę ją polubimy i zaakceptujemy. Zresztą choćby podczas jej lektury tak sobie pomyślałam, iż nie zaszkodziłoby, gdyby w podręcznikach obok masy ćwiczeń pojawiły się i tego typu przykłady. Może "oczarowałyby" one złe zdanie o Królowej Nauk?
W "PI razy drzwi" znalazłam też interesujący wiersz autorstwa Andrzeja Cwojdzińskiego pomagający zapamiętać kilkanaście kolejnych cyfr z liczby PI:
Kuć (3) i (1) orać (4) w (1) dzień (5) zawzięcie (9),
Bo (2) plonów (6) niema* (5) bez (3) trudu (5)!
Złocisty (8) szczęścia (9) okręcie (7),
Kołyszesz (9)...
Kuć(3)!
My (2) nie (3) czekajmy(8) cudu (4),
Robota (6) to (2) potęga (6) ludu (4) !
I jeszcze jedna ciekawostka - jak wiemy, liczba PI jest nieskończona. Istnieje ogromne prawdopodobieństwo, iż wśród sekwencji kolejnych liczb znajdziemy... naszą datę urodzenia. W książce przeczytałam, iż robiono już takie testy dzięki komputerów i za każdym razem maszyna znajdowała szukaną sekwencję liczb (w moim przypadku byłoby to 26091990). Wpadlibyście na to? Tego raczej nie uczą w szkołach.
A w ogóle liczbę PI nazywa się też "ludolfiną". Nazwa ta pochodzi od niemiecko-holenderskiego matematyka - Ludolpha van Ceulena, który na przełomie XVI i XVII wieku obliczył jej wartość z dokładnością do 35 miejsc po przecinku.
* według zasad gramatycznych z 1930 roku, kiedy powstał ten wiersz, "nie ma" pisało się razem









