To, iż nie angażuję się aktualnie w życie mojej parafii, nie oznacza, iż nie interesuje mnie to, co się w niej dzieje. Regularnie sprawdzam aktualne ogłoszenia parafialne, aby zorientować się, co proboszcz wymyślił. W zasadzie - co tydzień adekwatnie jest to samo - ogłoszenia o zagranicznych wycieczkach (jakby w Polsce było mało sanktuariów do zwiedzania), zagranicznych wakacjach (i pomyśleć, iż na nasze półkolonie zawsze był popyt), jakiś "godnych polecenia" artykułach prasowych, wymienienie zmarłych... No standard. Chociaż czasami jestem zaskoczona (niestety najczęściej negatywnie) jego innowacjami.
Od wielu lat jeździliśmy do Grodu Kraka na spektakle Męki Pańskiej, o których wielokrotnie Wam tutaj pisałam. Rok temu chyba nie było takiego wyjazdu. W tym roku jadą do Cieszyna. Ja rozumem, inflacja, ale jak zobaczyłam cenę, to pomyślałam, iż to żart. Dwa lata temu kilka bym dorzuciła i mogłabym zabrać ze sobą drugą osobę. Dobra, nie czepiam się, bo powiecie mi, żem uprzedzona do niego osobą jest. Inna sprawa - rekolekcje wielkopostne. Takie tradycyjne, kilkudniowe. Wszędzie dookoła są one prowadzone. My za to mamy dwudniowe skupienie wielkopostne, które poprowadzi salezjanin z miasta obok. Mam nadzieję, iż to tylko preludium do adekwatnych rekolekcji. Bo szczerze powiedziawszy, to jakoś nie wyobrażam sobie braku rekolekcji przed Wielkanocą. No nie, trzymajmy się zasad! Chyba, iż mnie jeszcze czymś zaskoczy (tym razem pozytywnie) i np. zrobi rekolekcje przed peregrynacją kopii obrazu ikony Matki Bożej Częstochowskiej, tak jak wielu innych kapłanów w swoich parafiach.
A może on po prostu boi się z niewiadomego powodu gościć innych na plebanii. Myślałam, iż ma awersje tylko do naszego Oratorium, bądź co bądź dzieła prowadzonego przez salezjanów, ale coraz częściej mam wrażenie, iż to po prostu jego nieprzystępny dla większości osób sposób życia. Ech, jeszcze kilka miesięcy i powinna wygasnąć mu kadencja proboszcza naszej parafii z urzędu. Nie chcę robić bilansu zysku i strat. Wystarczy, iż były organista niemal za każdym razem jak mnie widzi pyta mnie, co się porobiło z tą całą scholą...
Dobra, może będzie trzeba ściągnąć koronę, pochylić pokornie głowę i między jednymi zawodami, a drugimi, między balansowaniem między jedną aktywnością a drugą, znaleźć czas, aby wstąpić do tej mojej rodzinnej parafii, wziąć udział w uroczystej peregrynacji, a potem zrobić wpis do parafialnej kroniki, bo podobno nikt tego nie robi. choćby proboszcz. Ale może już na spokojnie wtedy, gdy jego już nie będzie...









