Ci, którzy czytają mnie przynajmniej od roku prawdopodobnie wiedzą, iż w czerwcu ubiegłego roku, dokładnie w dzień zakończenia roku szkolnego, ja też zakończyłam pewien etap mojej edukacji. Rano jeszcze pomagałam w przeprowadzeniu akademii, kilka godzin później broniłam na Wydziale Teologicznym pracy magisterskiej z Nauk o Rodzinie. Jej tytuł brzmiał "Zmiany w ocenie przez nauczycieli procesu adaptacji dzieci ukraińskich we wczesnym wieku szkolnym do warunków polskiego systemu edukacji na podstawie badań własnych z lat 2022 i 2024". Była to kontynuacja badań przeprowadzonych na potrzeby pracy licencjackiej, a także zestawienie wniosków z obydwóch badań i zaproponowanie rozwiązania niektórych problemów. Jak to powiedział mój promotor: "krecia robota".
Owszem, pracy przy tym było trochę. Oprócz części teoretycznej, gdzie na podstawie dostępnych źródeł trzeba było wyjaśnić wiele kwestii pojawiających się w pracy, to jeszcze musiałam przeprowadzić kilka wywiadów z wychowawcami klas, w których uczyli się uczniowie z Ukrainy posiadający status uchodźcy. A jak wiecie, na zbyt dużą ilość wolnego czasu nie mogę narzekać, w dodatku te dwa lata były dla mnie nieco stresujące. Ale udało się, tytuł magistra z Nauk o Rodzinie mam, chociaż na studia drugiego stopnia poszłam głównie dla wiedzy, a nie "dla papierka".
Już podczas bronienia licencjatu usłyszałam, iż stałam się specjalistką w tematyce edukacji dzieci z okupowanej Ukrainy w naszym kraju. Oczywiście jest to opinia na wyrost, choć zdaję sobie sprawę z tego, iż na tamte lata (2023 rok) nie było tak dużo prac badawczych poświęconych tej tematyce. Ale ja i specjalista? Nie, to mi nie pasuje. Chociaż w przypadku i jednej i drugiej pracy dowiedziałam się tylu ciekawych rzeczy, na które pewnie w przeciwnym razie nie zwróciłabym większej, a tym samym należytej uwagi. Temat, choć trudny, automatycznie stał się mi bliski. Może dlatego niemal od razu wpadł mi w oko artykuł napisany przez panią Tetianę Bakocką, asystentkę międzynarodową, który niedawno pojawił się na onecie?
Zasadniczo jej spostrzeżenia pokrywają się z moimi, popartymi wywiadami z nauczycielami. U mnie też pojawiły się takie problemy jak utrudniona komunikacja werbalna z uczniami z Ukrainy, ujawniające się traumy wojenne, czy też negatywna motywacja do nauki. A to przecież jedne z wielu. Mnie jednak o wiele bardziej zaciekawił fakt, iż istnieje taka funkcja, jak wspomniana asystentka międzynarodowa, którą szkoły mogą u siebie zatrudnić w celu łatwiejszego wejścia ucznia obcokulturowego do polskiego systemu oświaty. Dotąd nie spotkałam się z takim rozwiązaniem, chociaż przepisy dotyczące tej funkcji zostały opracowane już kilka lat temu. Niemożliwe jest jednak przepatrzenia wszystkich dostępnych aktów prawnych, aby przez przypadek znaleźć taką perełką. Trochę szkoda, bo na pewno byłaby to wartość dodana do pracy, gdybym we wnioskach "zaproponowała" zatrudnienie kogoś takiego w badanej szkole. No, ale czasu nie cofnę...
A jakie zadania ma wspomniany asystent międzykulturowy? Zapraszam do lektury.
Dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. "Nie potrafię ufać, często płaczę"
Trudności w polskiej szkole, z jakimi mierzy się większość dzieci - uchodźców wojennych - wynikają nie tylko z bariery językowej, ale także z problemów natury psychologicznej: traum wojennych, negatywnej motywacji do nauki oraz niskiej samooceny. Uczniowie mówią na przykład, iż szkoła jest obowiązkiem, ale nie ma sensu przykładać się do nauki, bo i tak nie wiadomo, jak długo przyjdzie im mieszkać w Polsce.
| Asystent międzykulturowy to nie tłumacz, ale często jedyna osoba w szkole, która rozumie co to znaczy pisać dyktando z wojną w głowie. Fot. Shutterstock |
Tetiana Bakocka przez dwa miesiące (listopad - grudzień 2025 r.) pracowała jako asystentka międzykulturowa w jednej z olsztyńskich szkół. Była to placówka, która po raz pierwszy otrzymała dofinansowanie na zatrudnienie asystentów międzykulturowych w ramach rządowego programu wyrównywania szans edukacyjnych dzieci i młodzieży "Przyjazna szkoła" na lata 2025 - 2027. Do obowiązków takiego asystenta należy wspieranie dzieci, które nie są obywatelami Polski, w procesie adaptacji do funkcjonowania w polskim systemie oświaty.
| Tetiana Bakocka z ukraińskimi dziećmi, z którymi prowadziła zajęcia z ukrainoznawstwa. Olsztyn, 2025 |
W głowach przeciętnego Kowalskiego może pojawić się pytanie: po co tak adekwatnie asystent międzykulturowy dzieciom z Ukrainy, które uczą się w polskich szkołach już prawie 4 lata?
W szkole, w której pracowała Tatiana, uczy się około 50 dzieci posiadających status uchodźcy wojennego. Wiele z nich początkowo "uczęszczało do szkół ukraińskich, ale w formie zdalnej. Do polskiej szkoły zaczęły uczęszczać dopiero od roku szkolnego 2024/2025, aby móc otrzymać świadczenie "Rodzina 800+". Są też takie dzieci, które przyjechały do Polski w 2025 r. i do tego czasu nie znały języka polskiego. W końcu są też takie dzieci, które nie mają zdolności językowych, a więc nauka języków obcych w ogóle będzie przychodziła im z trudem. Te dzieci często w ogóle nie są w stanie wykonać zadania, bo nie rozumieją, co dokładnie mają zrobić, do tego wstydzą się zapytać czy doprecyzować polecenie.
W listopadzie 2025 roku do wspomnianej szkoły zostały zapisane dzieci, które przyjechały z terenów deokupowanych, po raz pierwszy zaczęły uczyć się w polskiej szkole. Kiedy Tetiana je poznały powiedziały jej, iż nie potrzebują żadnej pomocy. Kobieta zaproponowała im jednak, żeby przez jakiś czas pobyli razem na lekcjach, żeby mogli lepiej zrozumieć ich potrzeby.
Jedna z uczennic dostała zadanie przygotowania tabeli opisującej bohaterów książki C.S. Lewisa "Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa". Dziewczynka, która nie czytała tej książki ani po polsku, ani po ukraińsku, powiedziała, iż nigdy nie robiła podobnych tabel i spojrzała na asystentkę przestraszonymi oczami. To na jej prośbę nauczycielka pozwoliła jej korzystać z podręcznika. Tetiana wyjaśniła też małej, jak wyszukiwać w tekście informacje o postaciach w utworze. Uczennica zadawała wiele pytań, z których jasno pokazały, iż potrzebuje dodatkowych zajęć, głównie z języka polskiego. Jej przykładowe pytania
dotyczyły tego, jak wyglądają wielkie litery, dlaczego są słowa, które trzeba pisać wielką literą, czy też jak rozpoznać, gdzie trzeba postawić przecinek.
"I podczas, gdy dziewczynka - z moją pomocą - wykonała jedno zadanie, reszta klasy zdążyła w tym czasie zrobić jeszcze cztery" - wspomina asystentka.
Podczas lekcji geografii jedna z uczennic miała odpowiedzieć na pytanie: "W jaki sposób ukształtowała się rzeźba wybrzeży Morza Bałtyckiego?". Dziewczynka powiedziała, iż trudno jej zrozumieć zarówno tekst w podręczniku, jak i wyjaśnienia nauczyciela. Sama uważa, iż rzeźbę wybrzeży stworzył Bóg. Poza tym interesuje się wyłącznie literaturą, więc nie będzie tracić czasu w informacje o rzeźbie terenu, ani na to, czym różnią się stare góry od młodych. W tej chwili najważniejsze było dla niej zrozumienie, dlaczego w książce Władysława Reymonta "Wampir" nie ma wampira.
Na lekcji historii, podczas samodzielnej pracy, uczennica nie wiedziała, jak odpowiedzieć na pytanie: "Wiara w wielu bogów to monoteizm czy politeizm?". Asystentka kulturowa zadała jej pytanie, czy rozumie, co oznaczają słowa "monolog" i "polilog". W odpowiedzi usłyszała, iż bardziej od znaczenia słów interesuje są to, dlaczego Aleksander Macedoński chciał podbić świat, skoro jego nauczycielem był wybitny filozof Arystoteles.
Z drugiej strony, te dzieci bywają bardzo kreatywne. Jak wspomina Tetiana:
"Jeden z uczniów robił notatki znakami, które nie przypominały ani alfabetu łacińskiego, ani cyrylicy. Zapytałam, co to oznacza. Odpowiedział, iż zapisuje lekcję alfabetem, który sam wymyślił - bo tak jest mu wygodniej".
Kobieta zaproponowała mu, żeby jednak na lekcjach pisał po polsku, a ona podaruje mu zeszyt, w którym będą wspólnie pisać w tym wymyślonym języku, bo ona też chciała się go nauczyć. Chłopiec zgodził się. To jednak pokazuje, iż większość uczniów naprawdę potrzebuje indywidualnego podejścia - tak samo w nauce, jak i w wychowaniu.
| Dzieci-uchodźcy często nie rozumieją języka polskiego na tyle dobrze, by bez trudu wykonywać szkolne zadania w szkole. Jednocześnie po ukraińsku czytają i piszą na poziomie pierwszej klasy |
Problemy psychologiczne
Praktycznie wszyscy ukraińscy uczniowie szkoły, w której pracowała Tatiana, przyjechali z regionów, w których działania wojenne trwały lub przez cały czas trwają, tj. z okupowanych i przyfrontowych miejscowości. Jeden z uczniów opowiadał, iż jego tata zginął na wojnie. Są też takie dzieci, których rodzice przebywają na froncie. Oznacza to, iż większość z nich ma za sobą traumatyczne doświadczenia wojenne - a przecież wojna jeszcze się nie skończyła.
Dzieci przyznają, iż niemal bez przerwy odczuwają lęk, dyskomfort, samotność oraz smutek. iż nie potrafią nikomu zaufać, często płaczą i śnią im się koszmary. Dzieci, które straciły swoich bliskich, dom i swoje dotychczasowe relacje społeczne, nieustannie - często nieświadomie - szukają sposobów, by poradzić sobie ze stratą. Jedna z uczennic powiedziała na przykład, iż jej polscy koledzy z klasy są podobni nie tylko z wyglądu, ale także z charakteru do dzieci, z którymi uczyła się w ukraińskiej szkole. Zaś sama Tetiana przypominała jej ulubioną nauczycielkę. Takie wyszukiwanie podobieństw może być jednym z mechanizmów obrony psychologicznej, dając poczucie bezpieczeństwa, bo "tu jest tak samo jak w domu".
Nie jest tajemnicą, iż dzieci obarczone traumą wojenną bardziej niż inne potrzebują, by obok była choć jedna zasobna, stabilna osoba - ktoś, kto potrafi pomóc, podpowiedzieć, jak najlepiej radzić sobie z emocjami i codziennymi trudnościami. Tymczasem mama, która musi przez cały czas pracować, nie raz na dwóch etatach, i żyje w chronicznym stresie, nie zawsze ma wystarczająco dużo siły, wiedzy i zasobów, by wesprzeć swoje dziecko.
Dlatego asystent międzykulturowy zatrudniony w szkole może stać się właśnie taką osobą: kimś, kto pomoże ochronić psychikę dziecka przed kolejnymi obciążającymi doświadczeniami, odbudować kontakty społeczne, wzmocnić poczucie bycia potrzebnym oraz wiarę, iż w trudnej sytuacji wsparcie może przyjść także z nieoczekiwanej strony. Wsparcie asystenta to również możliwość, by po prostu wygadać się.
"Dziecko może opowiedzieć, jak rozpłakało się, gdy przypadkiem stłukło talerz w szkolnej stołówce; jak w nocy bolał je ząb; o lęku, iż babcia zginie w swoim mieszkaniu podczas ostrzałów; o poczuciu winy, bo kot został w domu, w okupowanej wsi; o wróbelku, który wleciał do pokoju tego dnia, kiedy na wojnie zginął tata" - tłumaczy kobieta.
| Dzieci opowiadają o swoim życiu poprzez rysunek. Życie to radość, mama, telefon, dom i złość |
W szkole jest psycholog, do którego można zwrócić się po profesjonalną pomoc. Jednak zdecydowana większość rodziców ukraińskich uczniów nie chce, aby ich dzieci rozmawiały z lokalnymi psychologami. Ich najczęstsze obawy dotyczą tego, iż może to przynieść jeszcze więcej problemów. W innej szkole w tym samym mieście zdarzył się przypadek, o którym wszyscy wiedzą. Ojciec poprosił szkolnego psychologa, żeby ten pomógł zmotywować jego dziecko do chodzenia do szkoły. W odwecie syn obraził się na ojca, gdyż ten nie pozwalał mu grać w gry na telefonie i poskarżył się psychologowi, iż ojciec nie kupuje mu jedzenia. Psycholog zgłosił sprawę na policję, a ojca wezwano do sądu w sprawie odebrania mu praw rodzicielskich. Asystentka międzykulturowa musiała potem wyjaśniać zdenerwowanym rodzicom, iż poza tą historią istnieje wiele pozytywnych przykładów, kiedy psychologowie realnie pomagali dzieciom. I iż najważniejsze jest udzielenie wsparcia na czas, tak, aby na przykład niska samoocena i podwyższony poziom lęku nie doprowadziły do ukształtowania się kompleksu niższości.
Asymilacja czy integracja
Z zewnątrz ukraińskie dzieci najczęściej trudno odróżnić od polskich. U młodszych uczniów, którzy chodzili do polskich przedszkoli, nie słychać choćby ukraińskiego akcentu. Kilkoro uczniów prosiło Tetianę, żeby nie rozmawiała z nimi po ukraińsku, ponieważ wstydzili się, iż usłyszą to ich koledzy z klasy, a w konsekwencji przestaną się z nimi przyjaźnić i będą uważać ich za "innych".
"U dzieci z tych rodzin, które zdecydowały, iż zostaną w Polsce na stałe, widać najlepsze wyniki w nauce - we wszystkich przedmiotach" - twierdzi Tetiana.
W polskim systemie oświaty nie istnieje jednak coś takiego, jak "ukraiński komponent", czyli nauka języka ukraińskiego, historii, czy kultury. Większość uczniów czyta cyrylicą na poziomie pierwszej klasy ukraińskiej szkoły. Są też dzieci, które w ogóle nie znają ukraińskiego alfabetu. Sporo uczniów twierdzi, iż nie pamięta już nazwy miasta czy też wsi, z których przyjechali; niektórzy nie potrafią wskazać stolicy Ukrainy, nie wiedzą, kim był Taras Szewczenko. Tetiana przynosiła ze sobą "Bukwar" i na przerwach proponowała tym, którzy byli chętni, naukę czytania. To były dla niej najbardziej wzruszające chwile - patrzeć, jak dzieci cieszą się, gdy po raz pierwszy udaje im się napisać po ukraińsku swoje imię. Albo jak interpretują treść bajki "Rękawiczka" z perspektywy uchodźcy.
"Rękawiczka, którą dziadek zgubił w lesie, staje się symbolem schronienia dla uchodźców. Zwierzątka, podobnie jak uchodźcy, liczyły, iż wspólnie przetrwają zimę w jednym, obcym domu. Ale kiedy dziadek niespodziewanie wrócił po rękawiczkę (skończyło się dofinansowanie z funduszy Unii Europejskiej), zwierzątka zostały zmuszone, by gwałtownie szukać nowego, własnego miejsca do życia".
Większość rodziców pozytywnie zareagowała na możliwość nauki języka ukraińskiego, bo w Olsztynie nie ma żadnej alternatywy. Jednak jedna z mam złożyła na asystentkę międzykulturową skargę. Ich rodzina jest rosyjskojęzyczna i mama uważa, iż nauka czytania po ukraińsku to dodatkowe obciążenie dla jej dziesięcioletniego dziecka, choć samo dziecko chciało uczyć się cyrylicy. Mama jednak była nieugiętą i nie pozwoliła na to.
| Dzieci uchodźcy mogą wiedzieć, kim był Arystoteles, a jednocześnie nie wiedzieć, kim tak adekwatnie są |
Tetiana próbowała przekonać rodziców, aby spojrzeli na całą tę sytuację - nie jak na obciążenie, ale jak na szansę, która może wesprzeć dziecko w nauce polskiego. Języki ukraiński i polski mają podobną składnię i zbliżone kategorie gramatyczne, takie jak rodzaj, liczba, czy przypadki. Gdyby więc dzieci rozumiały w swoim języku ojczystym, na jakie pytania odpowiadają poszczególne przypadki, łatwiej by im było na lekcjach języka polskiego.
Tetiana w czasie przerw albo już po lekcjach prowadziła też krótkie mini-wykłady z ukrainoznawstwa. jeżeli na zajęciach uczniowie poznawały polskich noblistów, to opowiadała im, dlaczego wśród laureatów Nagrody Nobla nie ma osób z obywatelstwem ukraińskim - nie dlatego, iż są gorsi, ale dlatego, iż przez długi czas Ukraina była kolonią różnych państw, w którym hamowano rozwój jej kultury, nauki i literatury. Z drugiej strony wśród noblistów są uczeni, pisarze oraz ludzie kultury, którzy urodzili się, dorastali bądź żyli i pracowali na terytorium dzisiejszej Ukrainy czy też mieli ukraińskie pochodzenie (m.in. Ilja Miecznikow, Piotr Kapica). o ile w szkole omawiano artystów świata lub polskie Parki Narodowe, to kobieta opowiadała uczniom o wybitnych ukraińskich twórcach i o ukraińskich Parkach Narodowych.
Bardzo ważna okazała się też komunikacja z polskimi dziećmi. One również często pytały Tetianę o życie w Ukrainie, o historię tego kraju, a nade wszystko, o wojnę. Trudno im zrozumieć, dlaczego skoro Rosja jest agresorem, tak wielu ukraińskich uczniów mówi "językiem wroga". Kobieta opowiadała im, iż sama pochodzi z miasta, które było silnie zrusyfikowane. Dwadzieścia pięć lat temu została studentką państwowego uniwersytetu pedagogicznego i przeprowadziła się do Mikołajowa. Miała wrażenie, jakby trafiła do Rosji. W 2000 r. w ukraińskim mieście liczącym niemal pół miliona mieszkańców, wszędzie mówiło się po rosyjsku. Bo rusyfikacja trwała przez ponad 300 lat - była "specjalną operacją przeciwko językowi ukraińskiemu, językobójstwem. Milionom Ukraińców wpojono przekonanie, iż to właśnie rosyjski język jest ich językiem ojczystym. Dlatego choćby w czasie wojny bardzo trudno jest przekonać ludzi, iż powrót do języka ukraińskiego jest kwestią bezpieczeństwa narodowego.
W styczniu Tetianie nie przedłużono umowy o pracę. Tłumaczono to tym, iż "nie ma finansowania na zatrudnienie asystenta międzykulturowego w 2026 r.". Kobieta chciałaby wierzyć, iż osoby podejmujące decyzję o finansowanie projektów edukacyjnych dla dzieci-uchodźców rozumieją, iż intensywna asymilacja - w warunkach narastającego w Polsce negatywnego nastawienia do Ukraińców - może rodzić nowe konflikty społeczne.
źródło: https://www.onet.pl/informacje/sestry/dzieci-z-ukrainy-w-polskich-szkolach-nie-potrafie-ufac-czesto-placze/31fn31y,0666d3f1








