Ktoś patrząc z boku na moje życie mógłby pomyśleć, iż nie mam w nim czasu w odpoczynek, a choćby na przyjemności. Tymczasem staram się znaleźć w ciągu dnia tych kilka chwil dla siebie. Ostatnio choćby mam więcej czasu z powodu zwolnień lekarskich. Staram się go jakoś wykorzystać. Książki zwykle czytam w autobusach i w lekarskich poczekalniach. A w domu? Z reguły przygotowuję jakieś zajęcia dla dzieci przebywających na świetlicy, czy to szkolnej, czy środowiskowej, czy też na sobotnich zajęciach w salezjańskim Oratorium.
Ale od reguły są też wyjątki. Niedawno wywołałam jakąś część zdjęć, które znajdowały się dotychczas na komputerowym dysku twardym. Nie wszystkie, bo chyba bym zbankrutowała, ale kilkadziesiąt z minionego roku by się zebrało. Lwią część z nich stanowią te zrobione podczas różnych akcji w Duszpasterstwie. Ale znalazły się też i takie z Oratorium, z wyjazdów, wolontariatów, spotkań rodzinnych, choćby jakieś z treningów sportowych i z codziennego życia. Mam nadzieję, iż kiedyś będę do nich wracać z łezką w oku, tak jak wracam do zdjęć z okresu mojego dzieciństwa i młodości.
Albo tak, jak z łezką w oku oglądam serię "Witaj w roku..." zamieszczaną na kanale "Telewizja z kartonu". Pierwsza seria dotyczy dekady 2000-2009, czyli czasów, które w zasadzie bardzo dobrze pamiętam. Druga obejmuje dekadę 1990 - 1999 i jeszcze nie została utworzona w całości. Jeden odcinek trwa około 30 minut, a więc tyle, ile standardowy program telewizyjny. W pewnym momencie przyszedł mi choćby na myśl inny program, który był emitowany w TVN24 w okolicy 2011 roku i nosił tytuł "Dekada zmian". Jak można się domyśleć, dekada zmian obejmowała podobny zakres lat (konkretniej 2001-2010). "Witaj w roku" obejmuje jednak większą przestrzeń czasową i pozwala przypomnieć sobie najważniejsze momenty, jakie miały miejsce na przestrzeni lat. Dla mnie największym plusem jest to, iż każdy odcinek mogę włączyć o dowolnej porze. Dzięki temu "powrót do przyszłości" mogę połączyć chociażby z pieczeniem kolejnych partii ciastek dla dzieci. Chociaż bardziej preferuję przy tej czynności słuchanie kryminalnych podcastów. Ale oglądanie "Telewizji z kartonu" też jest w porządku... A przy okazji mogę trochę się odstresować przed czekającą mnie obroną. To, iż jest to kolejna w moim życiu nie oznacza, iż mniej się nią denerwuję. Może choćby jeszcze bardziej niż w przypadku wcześniejszych. Jestem jednak dobrej myśli. Będzie dobrze - musi być!
A iż czasami choćby drobne rzeczy powodują uśmiech na czyjejś twarzy i uruchomienie wspomnień, to postanowiłam popierniczyć. To tylko jedna blacha z kilku...
Będzie jak znalazł na wigilię "Rafałków" w Wadowicach 😀.








