Jedną z rzeczy, na które czekam cały rok, oprócz oczywiście rorat i związanej z nimi niesamowitej atmosfery, jest organizowany rok rocznie Śląski Festiwal Nauki. To wydarzenie każdego roku nie tylko łączy adekwatnie wszystkie uczelnie działające na terenie województwa Śląskiego, ale też jest odwiedzane przez setki tysięcy ludzi z całej Polski. Przez blisko trzy dni Centrum Kongresowe i Spodek w Katowicach stają się polską Stolicą Nauki, a poszczególne stoiska przyciągają odwiedzających oryginalnymi ujęciami tematyki, którą postanowili się zająć w danym roku.
![]() |
| Logo i hasło przewodnie tegorocznej edycji |
Do organizacji tak dużego przedsięwzięcia potrzebni są pomocnicy, noszące dumne miano wolontariuszy. Od kilku lat staram się wspomóc ich działania, aplikując na to stanowisko chociaż na jeden dzień. Tak było i w tym roku - mogłam być tylko w poniedziałek. Trochę się bałam, czy to nie będzie zbyt mała liczba godzin, aby w ogóle wzięli mnie pod uwagę w procesie rekrutacji. Na szczęście nie okazało się to zbytnim problemem i finalnie zostałam włączona w poczet wolontariuszy.
W poniedziałek o określonej godzinie zameldowałam się w bazie. Dostałam kamizelkę, identyfikator oraz opaskę na rękę, dzięki którym mogłam wejść w większość miejsc niedostępnych dla zwykłego zwiedzającego. Ale byłam tak oznakowana też i po to, abym była widzialna dla ludzi odwiedzających wydarzenie i potrzebujących pomocy.
W tym roku przydzielono mnie do sal konferencyjnych, gdzie odbywały się różne wykłady i prelekcje. Ku mojemu zaskoczeniu, ale i zadowoleniu, trafiłam do takiej sali, w której prowadzone wykłady odpowiadały moim prywatnym zainteresowaniom. Znalazło się i coś z geografii (zmiany pokrywy lodowej oraz tworzenie map 3D dzięki aplikacji komputerowych), i coś z pracy socjalnej. A różne mnemotechniki zapamiętywania mogę podpowiadać moim niesfornym podopiecznym, którzy ciągle czegoś zapominają. Tak naprawdę przez tych kilka godzin niezbyt się nudziłam, siedząc na boku przy ścianie i czekając na ewentualną dyspozycję.
Po skończonym dyżurze, a przed oficjalnym zakończeniem Śląskiego Festiwalu Nauki, podczas którego rektor Uniwersytetu Śląskiego będącego gospodarzem wydarzenia dziękuje wszystkim za przybycie, miałam chwilę wolnego czasu. Wykorzystałam go na pochodzenie po tych stoiskach, które jeszcze zostały na głównej hali.
Jak można dostrzec, oferta ŚFN jest bardzo bogata i każdy może na nim znaleźć coś dla siebie. A przecież nie pokazałam wszystkiego, co można było na nim zobaczyć. Odwiedzający byli zadowoleni. Z tego co wiem, dużym powodzeniem cieszyło się spotkanie z przebywającym w tym roku w kosmosie Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim. Będąc w gimnazjum i liceum bardzo interesowały mnie te zagadnienia, choćby mój semestralny projekt z fizyki w szkole średniej dotyczył wpływu pobytu człowieka w kosmosie na jego codzienne funkcjonowanie po powrocie z niego. choćby nie wiecie ile euforii zrobiło mi jego opracowanie, choć niewątpliwie wymagało przeczytania wielu książek i artykułów na ten temat. Żałuję więc bardzo, iż nie mogłam wziąć udziału w spotkaniu, które miało miejsce w sobotnie popołudnie (miałam inne zobowiązania na ten dzień).
Kolejny raz niezmiernie cieszę się z szansy bycia częścią większej społeczności tworzącej cały sztab wolontariuszy 9 edycji Śląskiego Festiwalu Nauki. Dziękuję za zaufanie, jakim obdarzyli mnie koordynatorzy wolontariatu. Dziękuję za chwile na uśmiech i na poczucie swego rodzaju "normalności". Może w tym roku nie wykazałam się tak bardzo jak w latach poprzednich, ale w jakimś stopniu starałam się pomóc. Wierzę, iż razem zrobiliśmy wiele.
I, co tu dużo pisać - do zobaczenia za rok (przynajmniej mam taką nadzieję).









